[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.pomijając jedną osobę,która wylegiwała się na ręczniku kilka metrów dalej.Plażowiczka wyglądała nadzwyczajkusząco.Joe chwycił torbę i zatrzasnął drzwi samochodu.***- Hej! - zawołała Cindy, przekrzykując ryk przyboju i przeganiając Joego żartobliwie.-Reporterom wstęp wzbroniony.Tu nie ma nic ciekawego!Uśmiechnął się i przyspieszył.- Proszę mi wybaczyć szanowna pani, chciałbym prosić o oświadczenie - powiedział,podchodząc bliżej.- Na jaki temat?- Hm, niech pomyślę.Czy pani wie, że noszenie takiego kostiumu kąpielowego jestszkodliwe dla zdrowia psychicznego wszystkich mężczyzn w promieniu trzydziestu metrów?Dziewczyna skrzywiła się i wskazała różowo-żółte trójkąciki, które ledwo okrywały jejpiersi i łatkę prywatnego trawniczka poniżej pępka.- Mówisz o tym niewinnym maleństwie?- Właśnie.Podniosła ręcznik i szczelnie otuliła ramiona.- Nie chcę być odpowiedzialna za spowodowanie szkód.- O mnie się nie martw - odparł Joe ze śmiechem.- Zostałem specjalnie wyszkolony doradzenia sobie mimo takich strojów kąpielowych.- Poważnie? Powiedz mi, gdzie można odbyć takie szkolenie? W Chicago? - Cindyodgarnęła z oczu kosmyk jasnych włosów.- Czy w Chicago mają takie kostiumy? Wiesz, nieprzypuszczam, aby noszenie ich w czasie śnieżycy było zbyt przyjemne.- Od czasu do czasu temperatura wzrasta powyżej zera - zażartował.- Do licha, mamy tamnawet parę plaż z prawdziwym piaskiem.- Tak, ale czy woda nie jest zwykle zamarznięta albo pełna takiej brzydkiej lodowej kaszy?- Zamarznięta? A kasza? To zależy, w którą stronę płyną prądy z rafinerii w Indianie.ijakie niosą odpady.Roześmiała się i ściągnęła ręcznik z ramion, odsłaniając ciemną skórę. Aatwo się opala - pomyślał Joe.Wcześniej mu powiedziała, że w tym roku nie spędziładużo czasu na słońcu pomimo codziennych spacerów na urwisko.- Zapraszam.- Cindy chwyciła ręcznik za rogi i pozwoliła, żeby wiatr rozpostarł go wpowietrzu nad piaskiem jak czarodziejski dywan.- O ile uważasz, że to bezpieczne.- Zaryzykuję.- Uśmiechnął się i rzucił torbę na piasek.- Stąd nie wygląda tak strasznie, prawda?Reporter wzruszył ramionami.- Kwestia perspektywy, jak sądzę.Wszystko wygląda inaczej w zależności od miejsca, zktórego się patrzy.Ciekawe, co widzą ci, którzy patrzą na urwisko w locie.- Podniósł głowę,żeby spojrzeć na ścianę skalną sterczącą nad zatoką.- Niektórzy myślą, że oni wszyscy bylizdesperowanymi samobójcami.Inni sądzą, że jakiś potwór pchnął ich ku śmierci.Jeszczeinni, jak ja, są zdania, że za serią tych zgonów stoją jacyś ludzie.Wszystko zależy od punktuwidzenia.Oczy Cindy stały się zamyślone, gdy spojrzała na urwisko.Milczała. Cholera! - pomyślał Kieran.- Za szybko.Najpierw daj się polubić, dopiero potem zacznijmaglować.- Hm, przepraszam, nie chciałem poruszać tego tematu.Potrząsnęła głową.Przez chwilę miała zaskoczoną minę.- Och.nie, Joe, nie ma sprawy.Nie przejmuj się.Wierz mi, wiem, że wszystko wyglądainaczej w zależności od punktu widzenia.Parę lat temu przyszłam tutaj i myślałam, że wiemwszystko o tym mieście, o tej plaży.Potem wyjechałam do szkoły i Terrel jakby sięskurczyło, wiesz? Przestało być ważne, jakby w zasadzie nigdy nie miało znaczenia.Alepotem James.rozumiesz.Przygryzła usta, a Kieran na siłę zdusił chęć przytulenia dziewczyny.Ledwo ją znał.Alesposób, w jaki stawiała mały znak zapytania na końcu niektórych zdań.Oddałby za to życie.Zanim zadecydował, czy pogładzić ją po ramieniu, zaczęła mówić:- Teraz rozumiem, że nie wiedziałam wszystkiego, co można wiedzieć o Terrel.Onoprzestało dla mnie być zwyczajnym sennym miasteczkiem.Wiem, że słyszałeś pogłoski ourwisku i pewnie masz za idiotów tych, którzy w nie wierzą.Ja też tak myślałam.Teraz wiemswoje.- Może od tego powinienem zacząć.Powiedz mi, co ludzie mówią o urwisku.Słyszałemtylko, że mam trzymać się od niego z daleka.Wiesz, ktoś wsunął mi pod drzwi liścik zostrzeżeniem.Jeśli nie odczepię się od Góry Terrela, to znajdzie mnie śmierć.Cindy szeroko otworzyła oczy i znów popatrzyła na szczyt urwiska, jakby tamspodziewała się znalezć odpowiedz.- To niemądre - zaczęła powoli takim tonem, jakby sama w to nie wierzyła.- JestPrzymierze.Joe uniósł brew.- Przymierze?- Hm.tak.Nie wiem.Jedna z historii mówi, że stary Terrel, który mieszkał w latarni naurwisku, stał się odludkiem.Lubił czytać.Rzecz w tym, że miał dość dziwne upodobania, aim dłużej siedział na wzgórzu, tym stawały się one dziwniejsze.Podobno statki, które tuzawijały, z całego świata zwoziły mu książki o magii i okultyzmie.Podobno za ich pomocąwezwał demona, który dotrzymywał mu towarzystwa w długie wieczory.Z uśmiechem popatrzyła na Joego.- Niezłe towarzystwo, co?- Tak, ale ja chyba wyczarowałbym sobie kobietę - powiedział Kieran i zarumienił sięlekko.Nie mógł nic na to poradzić, właśnie ją widział jako kobietę, którą by wyczarował.Cindy tylko się roześmiała, a ten delikatny, swobodny dzwięk uśmierzył jego wyrzutysumienia.- Podobno po śmierci starego Terrela.pewna historia mówi, że demon zabił go w czasiesprzeczki.W każdym razie po śmierci starego demon utknął tutaj i czuł się bardzo samotny,co noc krążąc po latarni.Rada miejska próbowała zatrudnić nowego latarnika, nikt jednak niezagrzał miejsca na dłużej niż parę tygodni.Skarżyli się na nocne hałasy i dziwne światła wkorytarzach.Niektórzy nie wytrzymali nawet jednej nocy.Nic dziwnego, że w końcuzabrakło chętnych do tej roboty.Ale w czasie sztormów, choć na urwisku nie było nikogo,ludzie widywali światło nad zatoką.Rozumiesz, w czasie burzy latarnia była najbardziejpotrzebna, żeby statki nie rozbiły się na skałach.Dlatego mieszkańcy mówili, że stary Terrelzawarł pakt z demonem, aby chronić miasto.Nazwali ten pakt Przymierzem.Wiesz, ludzieskaczący z urwiska pochodzili spoza miasta Terrela.Tutejsi stali się przesądni, zaczęliwierzyć, że demon żąda ofiar w zamian za strzeżenie miasta.Uznali, że jeśli będą trzymaćgębę na kłódkę, wtedy demon zadowoli się obcymi, a ich zostawi w spokoju
[ Pobierz całość w formacie PDF ]