[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Mark starał się normalnie oddychać i przybrać jaknajbardziej \ałosny wyraz twarzy.W końcu był tylko dzieckiem.- Naprawdę muszę iść do domu - rzekł.- Mama na pewno ju\mnie szuka.- Okay, jeszcze ostatnie pytanie - oznajmił Hardy.- Czy silnikpracował, kiedy zobaczyliście samochód?Mark myślał gorączkowo, lecz nie mógł sobie przypomnieć, czyRomey przed zastrzeleniem się wyłączył silnik.- Nie jestem pewien - odparł bardzo wolno - ale wydaje misię, \e pracował.- Wsiadaj - Hardy wskazał na wóz policyjny.- Odwiozę ciędo domu.- Nie trzeba.Pójdę na piechotę.- Nie, jest za ciemno.Podwiozę cię.Chodz.- Wziął go za ramięi odprowadził do samochodu.Dianne Sway zadzwoniła do kliniki dziecięcej i teraz siedziała nakrawędzi łó\ka Ricky'ego, obgryzając paznokcie i czekając na telefonod lekarza.Pielęgniarka zapewniła ją, \e nie potrwa to dłu\ej ni\dziesięć minut.Powiedziała równie\, \e w szkołach grasuje szczególniezarazliwy wirus i w ciągu tygodnia szpital musiał przebadać setkidzieci.Objawy Ricky'ego się zgadzały, więc nie powinna się zamart-wiać.Dianne dotknęła czoła syna, \eby sprawdzić, czy ma gorączkę.Potrząsnęła nim delikatnie, ale na pró\no - wcią\ był zwiniętyw kłębek i ssał kciuk, lecz oddychał normalnie.Usłyszała trzaśnięciedrzwi samochodu, więc poszła do kuchni.- Cześć, mamo - zawołał Mark, wchodząc do środka.- Gdzie byłeś? - spytała ostro.- Co się stało Ricky'emu?W drzwiach stanął sier\ant Hardy i Dianne zamarła.- Dobry wieczór pani - odezwał się policjant.- Coś ty zrobił? - spojrzała na Marka.- Nic.Hardy wszedł do środka.- Mark nic nie zmalował, proszę pani.- To co pan tutaj robi?- Wytłumaczę ci, mamo.To dość długa historia - wtrącił syn.Sier\ant zamknął za sobą drzwi i wszyscy troje stanęli w ciasnympokoiku, spoglądając na siebie ze zmies\aniem.- Słucham.- No, ja i Ricky bawiliśmy się w lesie i zobaczyliśmy na polanceten wielki czarny samochód z włączonym silnikiem, a kiedy podeszliśmy43bli\ej, okazało się, \e na pokrywie baga\nika le\y mę\czyzna z pis-toletem w ustach.Był martwy.- Martwy!- Samobójstwo, proszę pani - wyjaśnił Hardy.- Pobiegliśmy więc jak najszybciej do domu i zadzwoniliśmy poddziewięćset jedenaście.Dianne przykryła usta dłonią.- Mę\czyzna nazywał się Jerome Clifford, biały - rzekł sier\antoficjalnym tonem.- Mieszkał w Nowym Orleanie i nie mamypojęcia, po co tu przyjechał, Sądzimy, \e zmarł jakieś dwie godzinytemu.Zostawił list po\egnalny.- Co się stało Ricky'emu? - spytała Dianne.- Kiedy wróciliśmy do domu, rzucił się na kanapę, zaczął ssaćkciuk i nie chciał nic mówić.Poło\yłem go do łó\ka i przykryłemkołdrą.- Ile on ma lat? - odezwał się Hardy, marszcząc czoło.- Osiem.- Czy mogę go zobaczyć?- Po co?- Martwię się o niego.Widział straszną rzecz i mógł doznać szoku.- Szoku?- Tak, proszę pani.Dianne wybiegła z kuchni i szybko przeszła do sypialni, potrząsającgłową i zaciskając zęby.Mark i Hardy ruszyli za nią.Sier\ant ściągnął kołdrę z ramion Ricky'ego i dotknął jego szyi.Kciuk nadal tkwił w ustach.Policjant potrząsnął chłopcem i zawołałgo po imieniu.Ricky otwor\ył na moment oczy i wymamrotał cościcho.- Ma chłodną i wilgotną skórę.Czy jest chory?- Nie.Zadzwonił telefon i Dianne pobiegła odebrać.Hardy i Marksłuchali, jak opisuje lekarzowi objawy występujące u Ricky'egoi opowiada o trupie, którego znalezli chłopcy.- Czy Ricky coś mówił, gdy zobaczyliście ciało? - spytał cichosier\ant.- Chyba nie.Wszystko wydarzyło się bardzo szybko.Kiedytylko je ujrzeliśmy, pognaliśmy ile sił w nogach.Przez całą drogęRicky pojękiwał i dyszał cię\ko.I biegł jakoś tak dziwnie, ze sztywnowyciągniętymi w dół ramionami.Nigdy nie widziałem, \eby biegłw ten sposób.Potem, gdy dotarliśmy do domu, zwinął się w kłębeki od tamtej pory się nie odezwał.- Musimy go zabrać do szpitala.Mark poczuł, \e miękną mu kolana, i oparł się o ścianę.Matkaodło\yła słuchawkę i sier\ant wyszedł jej na spotkanie do kuchni.- Lekarz chce go obejrzeć.- W jej głosie brzmiała panika.- Zadzwonię po karetkę - oznajmił Hardy, kierując się kuwyjściu.- Proszę spakować trochę ubrań.- Wyszedł, zostawiającdrzwi otwarte.Dianne spojrzała na Marka, któremu zrobiło się słabo i osunął sięna krzesło przy stole kuchennym.- Mówisz prawdę? - spytała.- Tak, mamo.Zobaczyliśmy trupa, Ricky chyba się przestraszyłi zaraz pobiegliśmy z powrotem do domu.Gdyby chciał opowiedzieć całą historię, zajęłoby mu to kilkagodzin.Kiedy zostaną sami, mo\e zmieni zdanie i powie jej, co sięnaprawdę wydarzyło, ale teraz był tu ten gliniarz i sprawy zanadtoby się skomplikowały.Nie bał się matki i rzadko ją okłamywał.Miała tylko trzydzieści lat, znacznie mniej ni\ matki jego kolegów,i wiele razem przeszli.Walka z ojcem związała ich ze sobą niezwyklesilnie.Ukrywanie przed nią prawdy sprawiało mu ból.Była bliskapaniki, ale to, czego dowiedział się od Romeya, nie miało nicwspólnego ze stanem Ricky'ego.Ostry ból zalał mu nagle \ołądeki pokój zafalował.- Co ci się stało w oko?- Biłem się w szkole.Nie ja zacząłem.- Jak zwykle.Nic ci nie jest?- Chyba nie.Hardy wyjrzał zza drzwi
[ Pobierz całość w formacie PDF ]