[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Czy pani myśli.- zaczął i przerwał.- Nie wiem, co mam myśleć.W jednej chwili pędziłam autostradą, aw następnej.Scott znowu zamilkł, a po chwili Susan powiedziała cicho:- Jechałam tak szybko, bo byłam wystraszona.To słowo sprawiło, że Scott zaczął słuchać, nie przerywając.Nie ode-zwał się ani razu, kiedy Susan opowiadała o wieczorze, podczas któregospotkała się z Ashley.Nie zadawał żadnych pytań, gdy usłyszał imię Mi-chael O'Kreatura, które jego rozmówczyni zapamiętała najlepiej zewszystkiego.W pamięci Susan pewne rzeczy się pomieszały i gdy starałasię podawać wiernie szczegóły, Scott wyczuł frustrację w jej głosie.Do-myślił się, że były to skutki lekkiego wstrząśnienia mózgu.Przepraszałago za sposób relacji, ale Scott uznał oczywiście, że nie było to potrzebne.Nie wiedziała, czy to, co się jej przydarzyło, wiązało się w jakikolwieksposób z Ashley.Wiedziała jedynie, że poszła na spotkanie z nią, a potem,65gdy tylko uściskała przyjaciółkę na pożegnanie, doszło do wydarzeń,które ją przeraziły.Miała szczęście, że przeżyła.- Jak pani sądzi, czy facet, którego Ashley poznała, miał coś wspól-nego z tym, co się pani przydarzyło? - zapytał Scott.Nie chciał uwierzyćw takie powiązanie, ogarnął go niepokój, którego nie potrafił zrozumieć.- Nie wiem.Nie wiem.Prawdopodobnie to tylko zbieg okoliczności.Ale - powiedziała Susan niemal szeptem, bliska płaczu - jeśli nie ma pannic przeciwko temu, przez pewien czas nie będę dzwoniła do Ashley.Do-póki znowu nie wezmę się w garść.Odkładając słuchawkę, Scott pomyślał, że są do wyboru dwie możli-wości: Nie dzieje się nic niepokojącego.Albo dzieje się coś najgorszego,co mógłby sobie wyobrazić.Jesteśmy sobie przeznaczeni.Spróbował przełknąć ślinę, ale usta miał zupełnie suche.Ashley szła prędko ulicą, jakby szybkość jej kroków mogła dorów-nywać tej, z jaką myśli przelatywały przez głowę.W jej świadomości nieuformowało się jeszcze w pełni zdanie: Jesteś śledzona , ale nie odstępo-wało jej dręczące uczucie, że coś jest nie w porządku.W ręku niosła małątorbę z zakupami, a plecak miała wypchany książkami, więc za każdymrazem, gdy się zatrzymywała i omiatała wzrokiem ulicę, próbując dociec,co wywołuje w niej niepokój, było to trochę niewygodne.Nie dostrzegła niczego, co w najmniejszym choćby stopniu odbiega-łoby od normalności.Miasto jest takie jak zawsze, pomyślała.Otoczenie jej domu w za-chodnim Massachusetts było trochę mniej przeładowane i bardziej sta-tyczne, więc kiedy coś znalazło się nie na swoim miejscu, łatwo rzucałosię w oczy.Ale Boston, pełen nieustannego ruchu i tętniący życiem,osłabiał jej zdolność dostrzegania zmian.Czuła, że robi się jej gorąco,jakby temperatura otoczenia rosła; to ją niepokoiło, bo wiedziała, że taknaprawdę jest odwrotnie.Znowu zlustrowała ulicę.Samochody.Autobusy.Piesi.Widok dobrzejej znany.Nastawiła uszu.Ten sam ciągły szum i rytm codziennego ży-cia.%7ładen z jej zmysłów nie odnotował niczego, co mogłoby wywołać tenniepokój, przypominający słaby prąd elektryczny.Wobec tego zignoro-wała to wrażenie.Ruszyła szybkim krokiem i skręciła w boczną uliczkę, przy którejmieszkała.W Bostonie bardzo wyraznie widać różnicę między mieszkaniami dlastudentów a mieszkaniami dla ludzi, którzy mają już konkretną posadę.Ashley wciąż jeszcze należała do studenckiego świata.Ulica była zaniedbana66w stopniu możliwym do przyjęcia i trochę brudna, co w oczach młodychludzi dodawało jej charakteru, ale ci, którzy już się stąd wyprowadzili,widzieli ją jedynie jako tymczasowe miejsce pobytu.Drzewa posadzonew niewielkich pasach zieleni sprawiały wrażenie, jakby je przesadzono wmiejsce, gdzie miały więcej słońca niż w poprzednim.To była ulica, któ-ra nie przybrała jeszcze ostatecznego kształtu, pozostała niedokończona- podobnie jak ludzie, którzy tu żyli.Ashley nieco chwiejnym krokiem dotarła do swojego domu, torbę zzakupami oparła na kolanie i otworzyła drzwi.Zatrzasnęła je za sobą,przekręciła klucz w zamku i poczuła się bardzo wyczerpana.Rozejrzała się wokoło zadowolona, że nie czekały na nią następnemartwe kwiaty.Włożenie muesli, jogurtu, wody zródlanej i gotowej surówki na odpo-wiednie miejsca w małej lodówce zajęło jej mniej niż pięć minut
[ Pobierz całość w formacie PDF ]