[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.— Widzicie — wyjaśnił Tommy łagodnie — musimy być ogromnie podejrzliwi! Po co komu byłaby potrzebna torba ambasadora na jakąś godzinę? Odwróciłem ten problem.Przyjmijmy, że to ta druga torba była ważna.Ktoś chciał, żeby ta druga torba znalazła się w posiadaniu ambasadora na mniej więcej godzinę.To mnie oświeciło! Bagaż dyplomatyczny nie przechodzi przez niegodziwości kontroli celnej.Najwyraźniej chodziło o przemyt.Ale przemyt czego? Nie mogło to być nic dużej objętości.Natychmiast pomyślałem o narkotykach.Potem odegrano tę malowniczą komedię w moim biurze.Zauważono moje ogłoszenie i ktoś chciał zwieść mnie z tropu, a gdyby to się nie udało, pozbyć się mnie na dobre.Przypadkiem zauważyłem jednak błysk zupełnego zniechęcenia na twarzy tej czarującej damy, gdy Albert wystąpił z lassem.To nie bardzo pasowało do roli, którą odgrywała.Atak nieznajomego miał powiększyć moje zaufanie do niej.Najlepiej, jak potrafiłem, zagrałem rolę naiwnego szpiega.Przełknąłem jej nieprawdopodobną historyjkę i pozwoliłem się tu zwabić, zostawiając dokładne instrukcje, jak należy postąpić w tej sytuacji.Opóźniałem nasze przyjście tutaj pod różnymi pretekstami, żeby dać wam dużo czasu.Cicely March patrzyła na niego z kamienną twarzą.— Pan jest szalony.Co pan się spodziewa tu znaleźć?— Pamiętam, że Richards widział puszkę soli kąpielowych, więc co pani powie na to, żebyśmy zaczęli właśnie od soli, dobrze, inspektorze?— Bardzo dobry pomysł, proszę pana.Inspektor podniósł jedną z delikatnych różowych puszek i wysypał zawartość na stół.Dziewczyna roześmiała się.— Prawdziwe kryształki, co? — zapytał Tommy.— Nic bardziej śmiercionośnego niż węglan sodowy?— Sprawdźcie w sejfie — podsunęła Tuppence.W kącie pokoju znajdowała się mała szafka sejfu.Klucz tkwił w zamku.Tommy otworzył drzwiczki i wykrzyknął z zadowoleniem.Tylna ściana sejfu uchylała się, a za nią znajdowała się nisza wypełniona po brzegi jednakowymi puszkami soli kąpielowych.Było ich mnóstwo.Tommy wyjął jedną i otworzył wieczko.Na wierzchu były takie same różowe kryształki, ale pod spodem znajdował się miałki, biały proszek.Inspektor wykrzyknął z radością.— Trafił pan.Dziesięć do jednego, że ta puszka jest pełna kokainy.Wiedzieliśmy, że gdzieś w tej okolicy, niedaleko West Endu, był punkt dystrybucji, ale do tej pory nie udało nam się wpaść na właściwy trop.To piękne pańskie zwycięstwo.— Raczej triumf Błyskotliwych Detektywów Blunta — powiedział Tommy do Tuppence, gdy wyszli razem na ulicę.— Wspaniale jest być żonatym mężczyzną.Twoje uporczywe szkolenie nauczyło mnie nieomylnie rozpoznawać tlenione włosy.Złote włosy muszą być naturalne, żebym dał się nabrać.Musimy spłodzić rzeczowy list do ambasadora i wyjaśnić mu, że zajęliśmy się sprawą z dobrym skutkiem.A teraz, droga przyjaciółko, co byś powiedziała na herbatę i mnóstwo bułeczek z masłem?Rozdział dwudziesty trzeciCzłowiek, który był numerem 16Tommy i Tuppence siedzieli w prywatnym gabinecie szefa, który ciepło i przyjaźnie im gratulował.— Odnieśliście godne podziwu sukcesy.Dzięki wam dostaliśmy w ręce co najmniej pięć niezmiernie interesujących osobistości i uzyskaliśmy od nich mnóstwo cennych informacji.Tymczasem jednak dowiedziałem się z wiarygodnego źródła, że sztab w Moskwie podniósł alarm, gdy urwał się ich kontakt z agentami.Myślę, że pomimo wszystkich naszych środków ostrożności zaczęli podejrzewać, że nie wszystko jest w porządku z tym, co mogę nazwać centrum dyspozycyjnym — biurem pana Theodora Blunta, czyli Międzynarodowym Biurem Detektywistycznym.— No cóż — odrzekł Tommy.— Sądzę, że kiedyś musieli na to wpaść.— Słusznie.Można się było tego spodziewać.Ale martwię się trochę o panią Beresford.— Potrafię się nią opiekować, sir — zapewnił Tommy w tej samej chwili, gdy Tuppence rzekła z urazą: — Potrafię sobie sama dać radę.— Hm — powiedział pan Carter.— Was dwoje zawsze cechowało przesadne zaufanie we własne siły.Nie potrafię rozstrzygnąć, czy wasza sprawność i skuteczność działania wynika z nadludzkiej bystrości, czy też ma tu swój udział odrobina szczęścia.Nie zapominajcie jednak, że fortuna jest kapryśna.Ale nie będę się z wami sprzeczał.Znając panią Beresford sądzę, że nie ma najmniejszego sensu prosić ją, by przez następny tydzień lub dwa trzymała się w cieniu? Tuppence energicznie potrząsnęła głową.— W takim razie mogę wam jedynie przekazać wszystkie informacje, jakie posiadam.Mam powody, by wierzyć, że z Moskwy wysłano do naszego kraju specjalnego agenta.Nie wiemy, pod jakim nazwiskiem podróżuje ani kiedy przyjedzie, ale coś niecoś o nim wiemy.To człowiek, który przysporzył nam wielu kłopotów podczas wojny, natrętny facet, który zawsze pojawiał się tam, gdzie najmniej chcieliśmy go widzieć.Z urodzenia jest Rosjaninem, ale to fenomenalny lingwista, utalentowany do tego stopnia, że nie zdradza go nawet cień obcego akcentu i można wziąć go za człowieka co najmniej sześciu innych narodowości, włącznie z naszą.Jest wybitnie inteligentny, arcymistrz w sztuce kamuflażu.To właśnie on wymyślił kod z numerem 16
[ Pobierz całość w formacie PDF ]