[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Oczywiście udało mu się złapać piłeczkę.Gerard, zdegustowany, pokręcił głową.- Chyba wyszedłem z wprawy.- Nie wiedziałem, że grasz w krykieta - odezwał się Nicholas.- Myślałem, że twoją ulubioną grą jest bejsbol.- Jest wiele rzeczy, których o mnie nie wiesz, synu.Podobnie jak ja o tobie.Wygłosiwszy tę zagadkową uwagę, Gerard oddał pałkę Jamiemu i grali jeszcze przez chwilę, póki Verena nie powiedziała:- Myślę, Nicholas, że powinniśmy zaproponować twoimrodzicom filiżankę herbaty.Mają za sobą długą podróżz Londynu.- Szofer też się pewnie chętnie napije - dodał Nicholas.- Czy Chester ciągle jest u was, papo?- Tak - potwierdził Gerard.Podał żonie ramię i wszyscy udali się do domku.Jamiegoposłano po Chestera, żeby go także zaprosił na herbatę.Takasytuacja zdarzyła się po raz pierwszy w życiu Chestera.I Gerard, i Torry byli zdumieni prostotą domku, w którymmieszkał Nicholas, a także panującymi w nim porządkiemi czystością, mimo braku służby.Zupełnie inaczej wyglądałojego dawne mieszkanie w Oxfordzie, w którym panowałwręcz przysłowiowy bałagan.Nicholas sam przygotował herbatę, a Verenę i Jamiegozostawił ze swoimi rodzicami, żeby się lepiej poznali.Słyszałz kuchni ożywioną rozmowę i śmiechy.Jamie od pierwszegowejrzenia polubił starszego pana, który był taki podobny dopana Smoka - i był jego ojcem!Po herbacie obie panie postanowiły, że Chester zawiezieTorry, Verenę i Jamiego do Marlowe Court, a Nicholas zostanie z Gerardem, żeby ojciec i syn mogli spokojnie porozmawiać.Ku ich obopólnemu zdumieniu, gdy tylko zostali sami,odebrało im mowę - ale nie z powodu skrępowania, tylkodlatego, że obaj okazali się inni, niż to zapamiętali.Gerard przekonał się, że Nicholas stał się silny i pewnysiebie, a Nicholas odkrył, że obecność ojca przestała go onieśmielać.Po raz pierwszy w życiu spotkali się jako równorzędni partnerzy - i obaj byli tego świadomi.Gerard pierwszy przerwał milczenie.- Ralph powiedział mi, że bardzo się zmieniłeś, ale pozatym nie wiem nic więcej o twoim życiu.Gis twierdzi, że toty jesteś pisarzem Merlinem, który pisze książki dla dzieci,a także napisał tę satyryczną powieść.Twoja matka też w towierzy.A skoro ten chłopiec nazywa cię pan Smok, pewnieGis, jak zwykle, ma rację.Nicholas roześmiał się.- Jak zwykle! Myślę, że powinienem ci opowiedziećo dokonaniach Nicholasa Allena, ale zanim to zrobię, muszęcię uprzedzić, że nie zamierzam wrócić do nazwiska Schuyler.Mam nadzieję, że nie poczujesz się dotknięty.Muszę teżpodkreślić, że ani razu nie użyłem tego nazwiska, żeby sięwybronić, kiedy zostałem fałszywie oskarżony.Policja dopiero po przybyciu Ralpha dowiedziała się, kim jestem.Gerard pokiwał głową.- Mogę cię zapewnić, że nie mam nic przeciwko temu.Jeżeli zmiana nazwiska na Nicholas Allen sprawiła, że dokonały się w tobie takie przemiany, przystaję na to z radością.Tym bardziej że, jak ostatnio odkryłem, Schuyler to wcalenie jest nasze prawdziwe nazwisko.Przybrał je nasz przodekKapitan, bo wydawało mu się, że brzmi bardziej dostojnie.Nicholas odetchnął z ulgą.- Skoro tak, z radością będę kontynuował moją opowieść.Tak jak się tego spodziewały Torry i Verena, obaj panowieusiedli w zgodzie, po raz pierwszy w życiu, a Gerard z satysfakcją wysłuchał opowieści o dokonaniach swojego marnotrawnego niegdyś syna.- Więc zamierzasz zostać na stałe w West Bretton? Alemam nadzieję, że nie każesz tej ładnej panience zamieszkaćw domku Jesse'ego Pye'a? Ona zasługuje na coś lepszego.- Nie, oczywiście, że nie.Zgodziliśmy się, że odpowiadanam skromna willa na obrzeżach miasta.Ja będę nadal wydawał gazetę i pisał książki.Będę też utrzymywał z wamikontakty, bo moje dobrowolne wygnanie dobiegło końca.Rozmawiali jeszcze przez dłuższą chwilę, a kiedy usłyszeli, że Chester zajeżdża pod dom, żeby ich zabrać do Marlowe Court, obaj wstali i Gerard podał synowi rękę.- Zapomnijmy o przeszłości - powiedział.- Cieszmy sięradosną przyszłością.Droga, którą sam sobie wybrałeś, różnisię od tej, którą ja dla ciebie planowałem, widzę jednak, żedokonałeś słusznego wyboru.A teraz uściśnijmy sobie ręce.Ten mocny uścisk zniwelował dotychczasowe oddalenieojca i syna.Verena i Nicholas trzymając się za ręce, siedzieli w półmroku na tarasie, na tyłach Marlowe Court.Niepostrzeżenie- tak im się przynajmniej wydawało - wymknęli się z salonu.- Jestem taka szczęśliwa, że pogodziłeś się z ojcem,Nicholas - powiedziała Verena.- Bo pogodziliście się,prawda?- Tak, i okazało się to łatwiejsze, niż myślałem.Bałemsię, że ojciec będzie wściekły z powodu tej powieści, tymczasem on jest zachwycony! Powiedział, że to świetna książka i że jestem jak młody Disraeli, i jeżeli pójdę w jego ślady,mogę nawet zostać premierem.- Roześmiał się z goryczą.- A chcesz zostać premierem, Nicholas? - zapytała Verena.- Ani trochę.I tak też powiedziałem ojcu.Chcę się zrealizować w całkiem inny sposób.Jest mi dobrze z tobą tutaj,w West Bretton.- Ale czy zawsze tak będzie? Z tego, co wiem o twojejrodzinie, jesteście bardzo ambitni.- Ale nie ja.A przynajmniej nie w taki sposób jak oni.Myślę, że jestem bardziej podobny do matki.Odkryłem, iżnajbardziej zależy mi na tym, żeby wszyscy wokół mnie byliszczęśliwi.Czy to brzmi wystarczająco skromnie?- Ani trochę.To dlatego zajmujesz się Jamiem i piszeszte książki o smokach.- Urwała, po czym, ku jego zdumieniu, dodała: - A jednak w Groszu do grosza jest spora dozaambicji.- Co za bystra dziewczynka! Nic w tym zresztą dziwnego, skoro jesteś moją słodką czarownicą, a czarownice sąz natury bystre.Chcę napisać jeszcze co najmniej jedną takąpowieść, ale przede wszystkim zamierzam pisywać książkidla dzieci.Teraz mam pomysł na opowieść o życiu w WestBretton i w ogóle na prowincji.A potem, kto wie?Verenie zaświeciły się oczy.- Och, to cudownie!- A teraz, moja słodka wiedzmo, porozmawiajmy o waż-niejszych sprawach.Co ty na to, żeby przenieść się na tę wię-kszą ławkę w rozarium, gdzie nikt nas nie zobaczy i nie bę-dzie słychać hałasów z domu?- Ach, a po co? - zapytała tonem niewiniątka, alew oczach miała szelmowskie błyski.Nicholas przyciągnął ją do siebie.- Dobrze wiesz, po co, moja najdroższa.Niedługo się pobierzemy i wreszcie będziemy się mogli zachowywać nieprzyzwoicie.Obiecuję ci, że teraz nie posunę się za daleko,ale chciałbym, żebyśmy zrobili kilka kroków we właściwym- a może niewłaściwym? - kierunku.- No to niech już będzie rozarium! Za długo byliśmygrzeczni, a ja mam wielką ochotę trochę pobroić z tobą tejnocy.Zeszli po schodkach w głąb ogrodu i troszkę pobroili.Aż wreszcie, z ociąganiem, odsunęli się od siebie.- Im prędzej się pobierzemy, tym lepiej - powiedziałschrypniętym głosem Nicholas.- Chcesz, żeby to byłoszybko?- Tak szybko, jak sobie życzysz.Chciałabym wziąć ślubw tutejszym kościele, ale nie wiem, czy zmieści się w nimcała twoja rodzina?- Chcę, żeby to był skromny ślub.A ty pewnie też.Bylibytylko moi rodzice, sir Charles, John Webster i Jamie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]