[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Całe życie marzyłem otakiej kobiecie i takim związku".Jego oczekiwania wobec partnerkiwynikały z wcześniejszych relacji z matką.Ojca w ogóle nie znał, amatka stale opowiadała jakieś nierealne historie o prawdziwych"kobietach, podkreślając, do czego są zdolne dla ukochanegomężczyzny.Usłyszawszy te słowa, tylko się śmiałam w duchu.Właśnieodniosłam moje pierwsze zwycięstwo.Zieloną kartę miałam już wkieszeni, a Artem kochał mnie jeszcze mocniej niż przed ślubem.Alezapewne znów się bał, bo teraz, gdy miałam dokumenty, mogłam gorzucić.Na razie jednak nie zamierzałam tego robić, gdyż wciąż był mipotrzebny.W czasie, gdy spotykaliśmy się w Soczi, Artem poznał Miszę,wywodzącego się z tego samego co on środowiska przestępczego.Misza miał równie wygórowane ambicje i potrzeby, ale brakowało musprytu i polotu.Sprawiał wrażenie inteligentnego, był po trzydziestce,chodził zawsze w porządnym garniturze i pod krawatem.Miał rudewłosy i twarz usianą piegami.Wyglądał nawet sympatycznie i całkiemniegroznie.Jak pozory mogą mylić! Misza i Artem chcieli razem robićbiznes, tylko się jeszcze zastanawiali, co to ma być.Po dwóch latach życia z Artemem postanowiłam mu w końcuzaufać - oczywiście do pewnego stopnia.Wspólna praca dałaby miwiele korzyści.Artem był niegłupi, aleja byłam mądrzejsza.Mówi się,że mąż jest głową, a żona szyją, która tą312kręci.Jedną z cennych umiejętności kobiety jest to, że jak chce, topotrafi wmówić mężczyznie, iż dany pomysł wyszedł od niego.Zapewniam, że niełatwo jest być żoną.Bardzo ostrożnie podsunęłam mój pomysł Artemowi.Zrobił na nimwrażenie, a jednocześnie mój mąż chodził dumny jak paw, bo mu sięwydawało, że to on wszystko obmyślił.Miał wyszukiwać bogatychAmerykanów i udając pracownika agencji matrymonialnej,rekrutującej żony z Rosji, obiecywać znalezienie idealnej kandydatki.Miałam być nią oczywiście ja: posiadaczka zielonej karty od kilku latprzebywająca w Ameryce, osoba znająca język i wykształcona.Miałam wszystkie cechy, których Amerykanie oczekiwali odwymarzonych małżonek, a że znałam już życie w Ameryce, nie groziłmi kulturowy szok, kłopoty językowe ani depresja z powoduznalezienia się w zupełnie obcym środowisku.Wymyśliliśmy prostą historyjkę: trzy lata temu przyjechałam doAmeryki do pracy i zakochałam się w Amerykaninie, który po ślubieokazał się tyranem i potworem, znęcał się nade mną psychicznie ifizycznie.Po otrzymaniu dokumentów pobytowych pojechałam z nimdo Włoch.Liczyłam jeszcze, że się zmieni i uratujemy nasz związek.Ale nic z tego nie wyszło, więc po powrocie się z nim rozwiodłam.Wzwiązku z tym musieliśmy się z Artemem rozwieść, żeby w razie czegomóc okazać dowód czarno na białym.Zrobiliśmy to bardzo szybko.Ciąg dalszy historyjki był taki, że postanowiłam wrócić do Rosji,bo bardzo chciałam założyć rodzinę i liczyłam na to, że w Rosjispotkam tego jednego jedynego.O niczym innym nie marzyłam, tylkożeby mieć dzieci i gotować obiadki dla męża.Pewni byliśmy, że rybkaszybko skusi się na przynętę, a jak zo-313baczy moje zdjęcie, od razu poleci do Rosji i wtedy znajdzie się nahaczyku.A zatem musiałam udać się do Rosji.Akurat w tym czasieodbył się ślub ojca i Gali, a ja bardzo chciałam na nim być, więcwszystko świetnie się składało.Artem uważał, że choć oficjalnie jesteśmy po rozwodzie, to taknaprawdę nie przestaliśmy być mężem i żoną, co dla niego oznaczało,że ma nadal prawo mnie kontrolować.Ale tak mu się tylko zdawało,boja miałam swoje własne plany.Nie chciałam się wcale odgrywać zatamte upokorzenia, lecz osiągnąć zamierzony cel: zarobić dużepieniądze.Wkrótce po skromnym ślubie i weselu ojca Artem zadzwonił domnie z wiadomością, że znalazł kandydata.Jakiś czas chodził naeleganckie przyjęcia, wystawy i inne imprezy towarzyskie i kulturalne,żeby namierzyć odpowiednią osobę, i znalazł naszą pierwszą ofiarę naFlorydzie.Brian był bogatym amerykańskim %7łydem, właścicielemsieci sklepów jubilerskich w Nowym Jorku, Bostonie i Chicago.Wkażdym z tych miast miał własny duży dom, a poza tym kolekcjęsamochodów: lek-susa, mercedesa, bmw i hummera.Wszystkowskazywało na to, że powinien mieć też narzeczoną.Tymczasem, jaksię okazało, brakowało mu szczęścia w miłości.Na Florydę przyjechał na festiwal muzyczny, a towarzyszyła mudziewczyna, która szybko puściła go w trąbę, bo jej się trafił facetprzystojniejszy i bogatszy.Artem poznał Briana w barze w hoteluMarriott, gdy ten w rumie Capitan Morgan topił miłosne cierpienia.Moment był idealny, gdyż dosłownie chwilę przedtem doszło do kłótnimiędzy Brianem a jego rywalem, wyjątkowo atrakcyjnym mężczyzną.Artem był przypadkowym świadkiem.314Najpierw zaczął Briana pocieszać, a potem przedstawił się jakopracownik agencji matrymonialnej i w którymś momencie podsunąłmoje zdjęcia
[ Pobierz całość w formacie PDF ]