[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Gunther wystawił ucztę z sera, piwa, przyprawionej gorczycą wieprzowiny, jarząbków,kiełbas, puddingów oraz potrawki z kurczaka.Manfred powiedział baronowi von Grosswald,żeby zapewnił swoim ludziom posiłek z własnych zapasów.Ale caritas nie leżała wcharakterze Krenków i większość zapewnionej przez Gscherta uczty stanowiły niemieckiedania uzupełnione tylko małą porcją bardziej odpowiadającej Krenkom strawy.Dietrichprzypisał mizerne porcje wrodzonemu egoizmowi Grosswalda.Podczas bankietu minnesinger Manfreda, Peter z Rheinhausen, zaśpiewał z KsięgiBohaterów , wybierając fragment, w którym zastęp rycerzy króla Dietricha atakuje OgródRóżany zdradliwego karła Laurina, aby ocalić siostrę ich towarzysza, Dietlieba.Jeden zuczniów Petera grał na wioli, podczas gdy drugi uderzał w mały tamburynek.Po pewnymczasie Dietrich zauważył, że krenkeńscy goście klekocą żuwaczkami do rytmu lutni.Właśniew takich małych rzeczach odkrywał ich zasadnicze człowieczeństwo i wyraził przed Bogiemskruchę, że uznał ich kiedyś za zwykłe zwierzęta.Wieśniacy mogli pózniej zabrać do domu wszelkie resztki jedzenia, jakie zdołali zabraćw swoich chustach.Langermann przyniósł w tym celu szczególnie wielki kawał sukna.- Stół pana zastawiono z owoców mojej pracy - powiedział zagrodnik, zauważywszy nasobie spojrzenie Dietricha.- Odbieram więc tylko trochę tego, co kiedyś było moje.Nickel przesadzał, skoro sam pracował możliwie najmniej.Dietrich nie zaprzeczyłjednak jego przenikliwości.Następnie służący wynieśli ze środka sali stoły, żeby zrobić miejsce na tańce.Dietrichzauważył, jak Krenkowie i Hochwaldczycy oddzielili się powoli, jak wstrząśnięte olej i woda.Niektórzy, jak Volkmar Bauer, unikali stworzeń i obdarzali je spojrzeniami równocześniegniewnymi i lękliwymi.Mistrz Peter zagrał do tańca.Hochwaldczycy połączyli się w pary: Volkmar i Klaus zżonami, Eugen z Kunegundą kroczyli do taktu, kiedy pozostali goście przyglądali się im spodkominka.Manfred zwrócił się do stojących przy nim szlachetnie urodzonych Krenków:Grosswalda, Kratzera i Pasterki, która była maierem pielgrzymów.- Znam opowieść o tańcu wigilijnym w Schloss Althornberg - powiedział, gestykulujączamaszyście Krautstrunk, którego poradełkowana powierzchnia zapewniała pijącemupewniejszy uchwyt niż gładkie szkło.- Podczas hulanki niektórzy tancerze nosili jako chodakiwydrążone bochny chleba.Cóż, naturalnie zbezczeszczenie chleba sprowadza gniew Boga,zerwała się więc burza.Dziewka służebna próbowała powstrzymać taniec, ale Althornberguznał grzmot za Boże oklaski i kazał tancerzom tańczyć dalej.Na to zamek spłonął odbłyskawicy.Przeżyła tylko ta dziewka: po dziś dzień widują ją czasami na drogach wokolicach Steinbis.Dietrich odwdzięczył się opowieścią o klasztorze w Titisee.- Przyjmowali tam tylko piękne dziedziczki, które używały swoich skarbów doprowadzenia wystawnego życia.Pewnej ciemnej, burzliwej nocy podczas pijackiej uczty ktośzapukał do ich wrót i siostry posłały do nich najnowszą nowicjuszkę.Wyjrzawszy nazewnątrz zauważyła znużonego starca o siwych włosach, który prosił o schronienie na noc.Niezepsuta jeszcze błagała ksienię, aby udzieliła mu gościny, ale kobieta wypiła tylko toast zajego zdrowie i odesłała go precz.Tej nocy dolinę zalał deszcz i wszystkie mniszki wklasztorze potonęły z wyjątkiem młodej nowicjuszki, którą ocaliła łódz sterowana przezstarego pielgrzyma.W ten sposób powstało Titisee.- Czy to prawda? - spytała Pasterka.- Doch - dodał poważnie Manfred.- Tę opowieść można sprawdzić w dwójnasób.Popierwsze, można zajrzeć w głębiny jeziora i dostrzec wieże zatopionego klasztoru.Po drugie,można zanurkować w jego wodach.Bo jeśli zanurkować głębiej niż kiedykolwiek zarzucilisieci można usłyszeć dzwięk klasztornych dzwonów.Ale nikt z tych, którzy to zrobili, niepowrócił, bo Titisee nie ma dna.Hans odciągnął pózniej Dietricha na stronę i zapytał:- Jeśli nikt nie powrócił z jeziora bez dna, skąd wiadomo, czy słychać te dzwony?Dietrich roześmiał się tylko.- Bajka ma pouczać, nie opowiadać historię - upomniał Krenka.- Zauważ jednak, żekarę wymierzono za odmówienie przybyszowi gościnności, a nie z powodu jakiegośstarożytnego zabobonu związanego z bochnami chleba.Mała Irmgarda wyśliznęła się z bawialnego, jak to mają w zwyczaju dzieci podczas ucztstarszych, ale odkrywszy ucieczkę jej piastunka Klotylda przyszła po nią i dziecko wbiegło zkrzykiem do komnaty, lawirując przez wysoki las nóg, aż oglądając się na ścigającąpiastunkę, zderzyła się z Pasterką.Przywódczyni pielgrzymów, która zdobyła swoje miano, ponieważ wiele czasuspędzała zbierając ich i poganiając, spojrzała w dół na małą istotkę, która niemal jąprzewróciła.W komnacie zapadła nagła cisza.Tancerze zamarli w pół ruchu.Widząc cozrobiła jej siostra, Kunegunda powiedziała bardzo cicho: Och.Wszyscy znali cholerycznąnaturę przybyszów
[ Pobierz całość w formacie PDF ]