[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nad pracownikami sezonowymi czuwa farmer.Codziennie rano przygląda się naszemu furgonowi i czeka, bym z niegowyszedł i tak jak inni zaczął zbierać jabłka: nie rozumie, że jabez tego zarabiam tyle, ile on nie byłby w stanie mi zapłacić. Zaczynasz dzisiaj? pyta rezolutnie, stojąc przy drzwiachfurgonu i próbując zajrzeć do środka, jakby w poszukiwaniuczegoś, co wytłumaczyłoby moje zachowanie. Złapał mnie jakiś wirus.Do jutra pewnie wyzdrowieję zapewniam go.Ale bynajmniej nie zamierzam zrywać jabłek,skoro mogę golić jego pracowników.Farmer patrzy na mniepodejrzliwie, ale nie wie, co mógłby mi zarzucić.%7łyje w innymświecie.Po Kent przychodzi czas na Wiltshire, potem Gloucester,pózniej wracamy znów do Frome, a wtedy nastaje zima.Już odjakiegoś czasu kłócimy się z Rosie.Zwykle idzie o narkotyki.Gdy rozcinamy woreczek heroiny, nigdy nie mam pewności, żeRosie równo ją dzieli.Mam też pretensje o sposób, w jaki żąda,bym zawsze miał dla niej zapas towaru.A jeśli nie dostaniedziałki, zaczyna krzyczeć i lamentować.Naszym życiem żądzą jej gówniane żyły: żeby były bardziejwidoczne, musi wziąć gorącą kąpiel albo podkręcić ogrzewaniena maksa, tak że ja niemal się duszę.Dla swoich żył zrobiłabywszystko.Przyglądam się z obrzydzeniem temu krwawemu, bałaganiarskiemu, odpychającemu procesowi, jakim jest dożylne branie narkotyków.Za oknem rechocze bezzębna, podstarzała hipiska, która prowadzi pole kempingowe.Jej dzieci biegają wszędzienaokoło.Rozmawia z kimś, kto na mnie czeka, a ja palę heroinę i patrzę, jak Rosie nie trafia w żyłę.Potem, gdy już udaje jejsię odciągnąć trochę krwi, przygotowanie heroiny zajmuje jej tyleczasu, że krew zaczyna krzepnąć.Zmarnuje działkę.Przebywanie w pobliżu narkomana, który zmarnował swojądziałkę, nie należy do przyjemności, więc wstaję i wychodzę.Na zewnątrz czeka na mnie John, wysoki blondyn z zachodu,który hurtowo kupuje u mnie towar i sprzedaje go pózniej finalnemu odbiorcy.Jest podobny do mnie, panuje nad przyzwyczajeniem, na które może sobie pozwolić, handlując.Był jednymz tych, którzy sprzedawali mój towar na festiwalu w Glastonbury.Chodził między namiotami i wykrzykiwał: Eski, kwas,amfa, kupuj u mnie!W dawnych czasach, gdy chodziłem do klubów, handlowałem ekstazą i amfetaminą, bo miałem z tego radochę.Teraz handluję, bo naprawdę potrzebuję narkotyków i pieniędzy.I jestemw tym coraz lepszy.Szybko oceniam, jak chłonny jest ryneki jakie stawki mogę ustalić, do tego mam wystarczająco dużodostawców, by szybko zorganizować każdą ilość narkotyków,jakiej potrzebuję.W szkole nigdy nie byłem zbyt dobry z matematyki, ale teraz odkrywam, że w rachunkach jestem naprawdęniezły.Pamięć mi się przydaje; nie powinienem nigdzie pisać,za co ludzie mi wiszą, ale mimo wszystko to robię, skrobię cośna skrawkach papieru, które potem walają się po całym wozie.A właściwie nie muszę tego robić.Jeśli ktoś jest mi winny pieniądze albo narkotyki, prawie nigdy o tym nie zapominam.Ciągle jesteśmy w drodze i coraz częściej się kłócimy.Obrażamy się na siebie.Notorycznie zarzucamy sobie wzajemneoszukiwanie, chowanie działek, ich nierówny podział, niedzielenie się wszystkim.Walczymy ze sobą.Rozstajemy się.Rozjeżdżamy się w przeciwnych kierunkach.Wszędzie sprzedajędragi.Pieprzę się z innymi kobietami.Jadę dalej.W różnychmiejscach bardzo się angażuję, ale nie angażuję się cały w jednymkonkretnym miejscu, i to samo można powiedzieć o ludziach,których spotykam.Cokolwiek by się jednak działo, Rosie i jazawsze się odnajdujemy, bo potrzebujemy się nawzajem.Zdarza mi się włóczyć po różnych kempingach i wołać ją po imieniu. Rosie, Rosie, jesteś tu? Pokaż się, kocham cię!Razem wracamy na północ.Wszędzie jest zimno, ale tutajjeszcze bardziej.Niebo jest wiecznie szare.W Morecambe morze rozbija się o brzeg, jakby walił się rząd wielkich szarychmurów.Jest mokry, wietrzny dzień.Dealer ma tylko jedną działkę.Jedna działka na nas dwoje.Idziemy do publicznej toalety.Patrzymy na działkę, a potem na siebie. Jeśli będziesz palił, nie poczujesz strzału ostrzega mnieRosie.Zamykam oczy.Potrzebuję tego strzału.mRosie mówi: Jeśli chcesz cokolwiek z tego mieć, musiszsobie wstrzyknąć.Potrzebuję heroiny.To substancja chemiczna, która naswiąże, mimo że Rosieją sobie wstrzykuje, a ja palę. Jak chcesz mówi Rosie, czekając.Kapie jej z nosa, oczyma mokre, bo jej ciało już wie, że jest bliskie strzału. No, już,decyduj się, kurwa!To prawda, że branie dożylne jest bardziej ekonomiczne.Kiedy palisz towar, połowa przepada w atmosferze.Gdy gowstrzykujesz, wszystko trafia do twojego ciała. No, i co robisz? pyta Rosie.Teraz jest już tak bliskastrzału, że cała się trzęsie.Opuszcza klapę i siada na sedesie.Ale czyja zawsze nie powtarzałem, że tego nie zrobię? Czyjazawsze nie mówiłem, że nie będę niczego wstrzykiwał?Patrzę, jak Rosie przygotowuje się do zastrzyku; wyciąga kwasek cytrynowy, który kupuje w okolicznych sklepach, butelkęz wodą, łyżeczkę i zapalniczkę.Ile razy nie mieliśmy przy sobiełyżeczki, gdy Rosie potrzebowała strzału? Ile razy biegałem posklepach z używanymi rzeczami albo jakimikolwiek innymi, żebykupić jej tę łyżeczkę, a kończyło się na tym, że wracałem z kompletem dwunastu, podczas gdy Rosie już się pociła i trzęsła w karawanie? Teraz jej torebka jest otwarta i ma w niej wszystko, czegopotrzebuje.Układa to precyzyjnie na zbiorniku wody w toalecie. No, więc? pyta mnie.Rozglądam się po obskurnym, parnym kiblu.Potrzebujęheroiny, a po wypaleniu działki niewiele mi ulży. Dobra, pieprzyć to. Jeśli mam kiedyś sprawdzić, cotakiego fantastycznego jest w braniu w żyłę, to ten szary, marnydzień na zimnej północy jest odpowiednim momentem. Pomogę ci mówi Rosie.Zciąga pasek i owija mi go ciasno wokół ramienia jak opaskę uciskową.To czynność niemalintymna.Ale Rosie trzęsą się ręce.Prawie ich nie kontroluje. Najpierw sama muszę sobie wstrzelić mówi w końcu.Zaciska pasek wokół swojego nadgarstka, a gdy jej dłoń robisię jasnoczerwona, szuka między palcami żyły, wkłuwając igłęi wyciągając ją.Wkłuwa i wyciąga, wkłuwa i wyciąga.W końcuudaje jej się odciągnąć trochę krwi, ale igła jest teraz na zewnątrz,więc Rosie panicznie próbuje ją znów wkłuć w żyłę, zanim krewzakrzepnie.Wreszcie trafia.Zwalnia pasek, zamyka oczy i opierasię plecami o ścianę, pozwalając heroinie rozejść się po ciele.Jeszcze przed paroma sekundami kapało jej z nosa, a oczy zachodziłyłzami, teraz jest już sucha.Heroina postawiła ją na nogi. Teraz ty mówi.Patrzę niecierpliwie, jak Rosie przygotowuje dla mnie strzał
[ Pobierz całość w formacie PDF ]