[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Rozum wytrzymuje próbę, lecz protestujeserce.Dopóki chodziło o arystokrację, o szlachtę, o jakieś 25 do 30 tysięcy rycerzy, niedobit-ków z ostatniej wojny, zgadzaliśmy się z panem w zupełności i nie gnębiło nas zwątpienie.Każdy z 52 młodzieńców, którzy stoją obecnie przed panem, mówił sobie: to ich rzecz, samipodpisali na się wyrok.Ale niech pan spojrzy, jak rzecz przedstawia się obecnie cała An-glia przeciw nam!.O, panie, pomyśl, zastanów się! Lud ten, to nasz lud, kość naszej kości,my kochamy go nie zmuszaj nas, panie, byśmy zniszczyli nasz naród!Oto miałem dowód, jak niezbędne jest przewidywanie zdarzeń i przygotowanie się donich.Gdybym nie przemyślał odpowiedzi, byłbym teraz zaskoczony.Ale nie byłbym przy-gotowany, gdybym nie wiedział zawczasu, co mi powiedzą. Przyjaciele! odrzekłem wasze uczucia są dla mnie zrozumiałe, uważam je za rzetelne,godne szacunku.Jesteście Anglikami i pozostaniecie Anglikami nie plamiąc tego imienia.Uspokójcie się i nie trapcie się wątpliwościami.Rozejrzycie się jeno dlaczego cała Angliaprzeciw nam i kto ją prowadzi? Kto z reguły jest na przedzie? Odpowiedzcie. Rycerze pancerni. Istotnie.Jest ich trzydzieści tysięcy, zajmą całe akry przestrzeni.Teraz zważcie: nikt po-za nimi nie wstąpi na piaskowy pas! A gdy wstąpią, stanie się coś takiego, po czym już żadenzwykły śmiertelnik, z tych co idą w tyle, nie zgodzi się pójść za ich przykładem.Teraz posta-nawiajcie i niech tak będzie, jak postanowicie.Czy, waszym zdaniem, winniśmy ustąpić zplacu unikając bitwy? Nie!!! wykrzyknięto jednogłośnie i szczerze. A może.może lękacie się tych trzydziestu tysięcy rycerzy?%7łart wywołał głośny wybuch śmiechu, niepokój i wątpliwości moich chłopaczków znikły irozeszli się wesoło na swe posterunki.Zliczni to byli chłopcy, urodziwi jak dziewczęta.Teraz byłem gotów na przyjęcie wroga.Niech nastąpi doniosły dzień, czuwamy!Wielki dzień nastał.O świcie zameldował mi wartownik, że na widnokręgu pokazała sięczarna masa i dolatują jakieś dzwięki, zapewne wojskowej muzyki.Ponieważ śniadanie byłogotowe, zjedliśmy je tymczasem, po czym wygłosiłem do chłopców krótkie przemówienie iposłałem niewielki oddział pod dowództwem Klarensa, by obsadzić baterie.Słońce rychło wzeszło i zalało przestrzeń ostrymi promieniami.Zobaczyliśmy olbrzymiewojsko rozkołysane jak fale i następujące na nas.Coraz bardziej zbliżało się i coraz grozniejwyglądało.Rzeczywiście była tu cała Anglia.Dostrzegliśmy wkrótce wielką ilość rozwinię-tych proporczyków, a słońce rozjarzyło całe morze zbroi.Piękny był to widok.Nigdy nie my-ślałem, że sądzone mi będzie rozbić takie wojsko.Teraz już mogliśmy zaobserwować szczegóły.Cała awangarda, na wiele akrów przestrze-ni, składała się z jezdzców-rycerzy w hełmach z pióropuszami i w lśniącej zbroi.Nagle zary-czały trąby.Powolny marsz przeszedł w galop i wtedy.Strach było patrzeć! Potężna falajezdzców zbliżała się do piaszczystego pasa zatrzymałem oddech.Bliżej, bliżej pas zielo-nego torfu przed pasem żółtym zwężał się gwałtownie, stał się wreszcie wąziutką wstążką96przed końskimi kopytami wreszcie znikł pod nogami.Wielki Boże! Cała awangarda wyle-ciała w powietrze z hukiem i trzaskiem, stając się nieforemną masą odłamków, resztek istrzępów.a nad ziemią uniósł się gęsty słup dymu kryjąc przed oczami resztę wojska.Teraz nastał czas na następne posunięcie w planie kampanii! Dotknąłem guziczka wyłącz-ników i zmusiłem kości Anglii do opuszczenia kręgosłupa!W wybuchu następnym ginęły nasze szkoły, warsztaty wszystkie nasze kulturalne urzą-dzenia, Wyleciały w powietrze i znikły tam na zawsze.Szkoda.ale to był mus.Nie mogli-śmy zezwolić, by nasz wróg zwrócił je przeciwko nam
[ Pobierz całość w formacie PDF ]