[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Nie chciałabym cię zatrzymywać powiedziałaEcho przeszłości 127dziewczyna i odstawiła filiżankę. Nie musisz otworzyćsklepu? Urok posiadania własnej firmy polega na tym, żesama ustalasz godziny urzędowania oznajmiła Loretta,wkładając kromki chleba do tostera. Poza tym powinnaśjeść porządne posiłki.Wiem, że jesteś na lekkiej diecie,ale Abraham powiedział, że musisz przytyć parę kilo. Parę kilo? Vanessa aż zachłysnęła się herbatą. Wcale nie muszę. urwała gwałtownie, gdy znówrozległo się pukanie do drzwi. Tym razem ja otworzę zaproponowała matka. A jeśli to znów jakiś rodzic w wiadomej sprawie, to goprzegonię.Po chwili okazało się, że to Brady.Stał na ganku bezparasola, a woda strumyczkami skapywała z jego ciem-nych włosów.Nagła przyjemność zamieniła się w roz-drażnienie, gdy tylko otworzył usta. Dzień dobry odezwał się do Loretty. Witaj,ślicznotko powiedział, spoglądając na Vanessę.Dziewczyna mruknęła w odpowiedzi coś, co raczejnie przypominało miłego powitania. Brady, co za niespodzianka! ucieszyła się matkai pozwoliła pocałować się w policzek. Jadłeś już? Jeszcze nie odparł żałośnie. Czyżbym czułtosty? spytał z nadzieją. Za chwilę będą gotowe.Usiądz, a ja ci nałożę.Nie trzeba było prosić go dwa razy.Z szerokimuśmiechem przysiadł się do Vanessy.Obrzucił ją uważ-nym spojrzeniem.Tak, cienie pod oczami znikły, ucie-szył się w duchu. Piękny mamy dziś dzień zagadnął. Jasne przytaknęła Vanessa, patrząc na mokre oddeszczu okna.128 Nora RobertsNiezrażony chłodnym przyjęciem wesoło gawędziłz Lorettą, gdy ta nakładała ser i szynkę na kanapkii wsuwała je do opiekacza.Nie daje znaku życia przez dwa dni, a potemwpada, jak gdyby nigdy nic, oburzała się w duchuVanessa.Nawet nie zapytał, jak się czuję, pomyślałaz żalem.Oczywiście, wcale jej na tym nie zależało, aleuznała, że jako lekarz powinien przejmować się sta-nem pacjentki.Tym bardziej że to on postawił jej takągłupią diagnozę. Ach, Loretto westchnął zachwycony Brady, gdymatka Vanessy postawiła przed nim parujący talerz. Mój ojciec to prawdziwy szczęściarz. Widzę, że gdy któryś z Tuckerów szuka żony,umiejętność gotowania zdecydowanie stawia na pierw-szym miejscu powiedziała złośliwie Vanessa. Z pewnością taka umiejętność nie może nikomuzaszkodzić odpowiedział i nałożył na swój talerz sałatkęz pomidorów.Vanessa czuła, że ogarnia ją gniew.Nie dlatego, żesama nie potrafiła gotować.Absolutnie nie.To przedpo-topowe poglądy tego bezczelnego mężczyzny tak jąrozwścieczyły.Zanim zdążyła obmyślić ciętą odpowiedz,matka postawiła przed nią talerz pełen smakowitych,ciepłych kanapek.Drugą podała gościowi. Nie dam rady tego zjeść jęknęła Vanessa. A ja tak wtrącił beztrosko Brady, pochłaniającswoją porcję. Zjem to, co zostawisz. Skoro już podałam wam śniadanie, pójdę otworzyćsklep odezwała się Loretta. Van, w lodówce jestjeszcze sporo rosołu, który wczoraj przyniosła Joanie.Odgrzej go sobie i zjedz.Jeśli nadal będzie padało,pewnie wrócę dziś wcześniej.Powodzenia ze Scottem.Echo przeszłości 129 Dziękuję. Scott? zapytał Brady, gdy tylko Loretta wyszła. Nawet nie pytaj westchnęła Vanessa i ukryłatwarz w dłoniach. Chciałem z tobą porozmawiać o ślubie oznajmiłnagle. O ślubie? zaniemówiła nagle Vanessa. Ach,tak.o ich ślubie przypomniała sobie. Co z nim? Tata bardzo nalegał i w końcu zdecydowali się naprzyszły tydzień. Tak szybko? zdumiała się. A na co tu czekać? odparł pytaniem na pytanie. W ten sposób połączą doroczne przyjęcie taty z weselem. Rozumiem powiedziała Vanessa, czując zamętw głowie.Jeszcze nie zdążyła przywyknąć do mieszkania z mat-ką, a tu.Jednak decyzja nie należała do niej. Pewnie zamieszkają u twojego ojca? Chyba taki mają zamiar powiedział Brady, nale-wając sobie kawy. Rozważali wynajęcie tego domu.Masz coś przeciwko temu?Vanessa z uwagą kroiła grzankę na maleńkie kawa-łeczki.Skąd niby miała to wiedzieć? Jeszcze nie zdążyłazdecydować, czy tu jest jej dom. Chyba nie oznajmiła bez przekonania. I tak niemogliby mieszkać w dwóch domach naraz
[ Pobierz całość w formacie PDF ]