[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Po trzech dniach jednak gorączka spadła iwłaściwie by łem już zdrów.Koledzy umieścili mnie w sali na pierw-szym piętrzebloku 28, w luksusowych wprost warunkach gdzie były pojedyncze łóżka zposzewkami i prześcieradła mi.Była to sala przeznaczona wyłącznie dlaprominentów w której leżało zaledwie kilkunastu chorych.Salowym był Andrzej M.,dobry kolega.Pomimo że byłem już zdrowy przetrzymywał mnie jako chorego,fałszując moją kart gorączkową wiszącą nad łóżkiem.SDG Klehr zaglądał tu rzadko nie było tu dla niego pacjentów" a dr Entressjeszcze rzadziej.Obawiając się być rozpoznanym przez Klehra uprzedzanykażdora-zowo o jego nadejściu przez Andrzeja lub jego brata opuszczałemcichaczem salę, kryjąc się najczęściej w ubi-kacji lub w waschraumie.Nastała już pełna jesień z deszczem, ze śniegiem, wiatr gwizdał ponuro wgałęziach pobliskich topól, gdy tymcza-sem ja leżałem sobie wygodnie w ciepłymłóżku, chroniony i dokarmiany przez życzliwych kolegów.Z czasem doszło nawet dotego, że wymykałem się wieczorami na lager, by zobaczyć się z mymi przyjaciółmi.Jednego razu Edek Ga-liński zaprowadził mnie na blok 4, gdzie mieszkali wię-niowie %7łydzi pracujący w aufraumungskommando, zwa-nym popularnie Kanadą".Spotkałem tam Dawida.Powodziło mu się teraz dosko-nale. Kanada" to nie Buna.Dawid był wyżarty, wyglądał185.świetnie, w doskonałym nastroju.Opowiadał, że spodzie-wają się jutro bogatego idużego transportu z Holandii.To doppiero będzie Kanada"!.Dostałem od niegopudełko sardynek i kawałek czekolady.Któregoś popołudnia leżąc w łóżkudrzemałem sobie w najlepsze, kiedy do sali wpadł zaaferowany Obojski.- Wiesiek, złaz zaraz na dół.coś ci pokażę!.Ucie-szysz się!. Gienekzaprowadził mnie do piwnicy, gdziemieściła się trupiarnia.Na betonie jak zwykle leżała sterta trupów.Obok jakieświelkie ciało olbrzyma przykryte ko-cem.Zdarłszy koc jednym pociągnięciem,Gienek ukłonił się szarmancko, zwracając się do mnie tymi słowy:- Oto u stóp twoich twój serdeczny przyjaciel!- Leo!. krzyknąłem niezmiernie zdziwiony.Zmierć należy uszanować,chociażby spotkała najwięk-szego wroga.Ale ja wprost pałałem szczęściem.Z uciechyodtańczyłem jakiś zwariowany taniec, skakałem przez ol-brzymie cielsko, teraz niegrozne, dotykałem muskularnychramion, obecnie zwiotczałych, od których kiedyś tyle wy-cierpiałem, przedrzezniałem i naigrawałem się z tego kolo-sa przed którym drżał cały obóz, a ja chyba najbardziej.Przeżyłem cię, bandyto!.Nie wykończyłeś mnie.!to ciebie wszy zjadły.! triumfowałem.Od Gienka znałem już szczegóły jego śmierci.Zmarł na tyfus plamisty.Podobnostarano się go utrzymać przy życiu za wszelką cenę.Jako lageraltester Birkenaumiał udo-stępnione wszystkie środki, by zabezpieczyć się przed ty-fusem, jak ijego następstwami.Pakowano weń lekarstwa i zastrxyki.Pielęgniarze nieopuszczali go nawet na sekundę.Niezwykle silny i zdrowy organizm mimo wszystkonie wytrzymał.Chociaż.? Mówiono potem w tajemnicy, że jednak ktoś pomógł muumrzeć.Został więc zgładzony.Podobno nawet wiedziano, kto to uczynił.Tak czyowak obóz pozbył się jeszcze jednego bandziora, a ja miałem o jednego wrogamniej.Zawszeć to lżej człowiekowi.Tego wieczora modliłem się żarliwie,dziękując Bogu, że zabrał jednego z największych katów obozu oświęcimskiego.Obytak dalej! Nadzieja wstąpiła w moje serce.Może przeżyję ten obóz?- pomyślałempierwszy raz w ten sposób, jak o rzeczy zupełnie możliwej.Niestety, w oboziepozostali jeszcze inni godni miana nawet większych zbrodniarzy niż LeonWietschorek.Chociażby Klehr.Unikałem go, jak tylko mogłem, ale złapał mnie wkońcu.Wychodziłem wła-186.śnie z sali pielęgniarzy, gdzie dodatkowo się dokarmiałem, i wlazłem wprost wobjęcia Klehra.Oczywiście natychmiast mnie poznał. Was machst du hier?!1 zapytał, przypatrując mi się badawczo. Ich bin krank!2 szybko odpowiedziałem, ale bez przekonania.Wyglądałemdobrze i zdrowo, w niczym nie przypominając chorego. Krank bist du?Ha, ha!.Von welchem Saal bist du, was?!3.Blockaltester!Lageraltester! rozdarł się wście-kły, aż zacharczał.Wpadłem sromotnie.Kazał mnie natychmiast wypisać na lager.Meldunek zrobi osobiście.Blokowemugroził bunkrem, Bocka zwy-myślał okropnie, a mnie to chyba uważał już za załatwio-nego".Raz mi się udało, ale teraz to już koniec.Koło połu-dniawezwał mnie Bock do swego pokoju na blok 21.Sze-dłem jak na ścięcie.Bock mrużąc swe małe oczka przypatrywał mi się w milczeniu.Kąciki ust mudrżały, przez chudą, pofałdo-waną bruzdami twarz przebiegały śmieszne grymasy!które zwykł robić w chwilach wielkiego zdenerwowania lub gdy miał dobry humor.Wreszcie odezwał się. Du hast Gltick, mein lieber.alter Spitzbube!4 Jest w humorze, stwierdziłemz zadowoleniem i ulgiTo dobry znak! SDG Klehr macht mit dir.Schluss! mówiąc to ostatnie słowo, pokazałwymownym gestem, w jaki sposób to uczyni. Aber ich werde ihm einen Spass"machen!,! Verstehst du?5 starał się mówić jak najprostszym języ-kiem, bym gozrozumiał, wiedząc, że niemieckiego prawie nie znam.Otóż Bock, chcąc mnieratować przed Klehrem postanowił usunąć mnie z pola widzenia.Korzystając te-razz tego, że jest zajęty robieniem zastrzyków na sali za-biegowej bloku 20, a doBrzezinki jedzie za chwilę sanita-ka, wypisał mnie nie tylko z rewiru, ale wogóle z głów-1 Co tu robisz?!2 Jestem chory!3 Tyś chory? Cha, cha!.Z jakiej sali, co?!4 Masz szczęście, mój kochany.stary szelmo!5 SDG Klehr wykończy cię!.Ale zrobię mu kawał!.rozu-miesz?187.nego obozu, przenosząc mnie do obozu w Birkenau.Nawetjeśliby Klehr zapytał go o mnie, pokaże mu moją kartęwerlegungową do Brzezinki, gdzie, jak wiadomo, mieściłasię karna kompania, do której Klehr miał zamiar mnie po-słać.Klehr będzie usatysfakcjonowany, a ja zamiast do SKpójdę do grupy pflegerów pracujących czasowo na rewirzekobiecego obozu podlegającego innemu lekarzowi SS, jakteż i innemu SDG, gdzie Klehr nie ma nic do szukania.Pochwili siedziałem w sanitarce wiozącej mnie do Birkenau.Tam miał się zacząć nowy etap mojego życia obozowego.Rozdział LPo kilku minutach jazdy auto ze znakiem CzerwonegoKrzyża zatrzymało się przed bramą kobiecego obozu.Cie-kawe aufseherki zaglądały do auta jedna przez drugą,wreszcie jakiś młody blockfuhrer zezwolił wjechać do obo-zu.Wjechalismy w obręb szpitala, sanitarka zatrzymałasię przed niewielkim drewnianym baraczkiem.SDGScherpe, otworzywszy drzwi wozu, kazał mi wysiąśći wnieść przywiezione pudła medykamentów do środkabaraku.Nagle znalazłem się w innym świecie.W jednej chwiliotoczył mnie rój rozszczebiotanych młodych kobiet.Jakżebardzo różniły się one od tych, które widywałem ostatniona Harmężach
[ Pobierz całość w formacie PDF ]