[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Harriet również podobało sięprzebywanie z nim - to znaczy ze zwyczajnym panem Randolfem -iwcale nie starała się ukrywać tego faktu.Rand ze swej strony rozkoszował się tym, że ktoś lubił go za to,jaki jest.Było to dla niego coś nowego.Kiedy wrócił do Anglii, jużjako lord Dunford, spotkał się z dwojakim zachowaniem: uniżonymschlebianiem ze strony ludzi, którzy coś od niego chcieli, icałkowitym odrzuceniem ze strony swojego brata.Zachowanie Harriet Wilson nie pasowało do żadnej z tychkategorii.Już na samym początku zaofiarowała mu swoją przyjazń, i tocałkiem bezinteresownie.A ponieważ tak wiele czasu upłynęło odmomentu, kiedy miał przyjaciela, przyjął jej ofertę z radością.Panna110anulaouslaandcsWilson była odważna i uczciwa, i inaczej aniżeli on nie pozwoliłaprzeciwnościom losu pozbawić się tych cech.Rand lubił ją i nie chciałwidzieć rozczarowania w jej oczach, kiedy dowie się, że to on jestlordem Dunford.Chcąc odwlec tę chwilę tak długo, jak to tylko możliwe, uważniesłuchał słów brata, by mu przerwać, jeśli Burton powiedziałby coś, comogłoby go zdradzić.Na szczęście więcej nie wspominano o jegolordowskiej mości i dopiero kiedy po wspaniałej herbacie wmiejscowej cukierni powrócili do Róży i Korony", jego imię padłoponownie.Stali na dziedzińcu karczmy, ustalając szczegóły wycieczki napole bitwy koło Bosworth, którą mieli zamiar odbyć następnego dnia,kiedy Rand zwrócił się do Milesa, by ten poprosił stajennego oprzygotowanie do drogi jego konia.- Oczywiście, proszę pana.Ledwo chłopiec zdążył odejść, Burton spojrzał w górę namniejszy z napisów nad drzwiami karczmy.- Na Jowisza! - wykrzyknął.- Jaki to dzień mamy dzisiaj?- Wtorek - odparła Anna.- Dlaczego pan pyta? Wskazał na napisna tablicy.- Czy pojutrze mamy czwartek wykładów i deklamacji poezji,czy też spotkania dobroczynnego?- Chyba spotkania stałych członków - odparła Anna po chwilizastanowienia, uśmiechając się przy tym słodko.- A co by pan wolał,panie Dunford?111anulaouslaandcs- To pierwsze, rzecz jasna.Oczywiście, jeśli pani również byprzyszła, panno Gwynn.Anna spojrzała pytająco na Harriet, ale uwagę kuzynkiprzyciągnął Miles, który biegł w jej kierunku, trzymając w ręku jakiślist.- Kuzynko Harriet - wołał, z trudem łapiąc oddech -to dla ciebie.- Dla mnie.Ale kto.- Ktoś zostawił u stajennego - wyjaśnił chłopiec.- I musi to byćcoś ważnego, bo ten dżentelmen dał stajennemu całą gwineę, by byćpewnym, iż dostaniesz ten list zaraz po powrocie.- Gwineę? Tak jak mówisz, musi to być coś ważnego.Ale ktomógł.- Harriet urwała nagle, a z wyrazu jej twarzy można byłoodczytać wielkie zdenerwowanie nieoczekiwaną przesyłką.Przeprosiwszy wszystkich zgromadzonych, rozdarła kopertę irozłożyła pojedynczą kartkę papieru.- Mam nadzieję, że to nic niepokojącego - rzekł Rand.- Dzięki Bogu nie.Choć przez chwilę bałam się, że to jakieś złewiadomości z domu.Tymczasem to jest list od lorda Dunford.- Dunford? - Burton nagle stał się podejrzliwy i spojrzał wprostna Randa.Twarz mężczyzny była jednak jak z kamienia.- Co teżmogło przyjść do głowy mojemu bratu, by zostawiać listy ustajennego? Z naszej rozmowy wywnioskowałem, proszę pani, że panii lord Dunford się nie znacie.- Ma pan w zupełności rację, sir.Ja i jego lordowska mość nigdynie zostaliśmy sobie przedstawieni.Jak pan może sobie wyobrazić,112anulaouslaandcsobracamy się w zupełnie różnych kręgach i nasze drogi nigdy się nieprzecięły.- Nigdy? Prawdę mówiąc, to trochę dziwne.Przecież świat jesttaki mały.Rand odchrząknął, a potem spojrzał na Burtona tak, jakby chciałpowiedzieć, że nie ujdzie mu to na sucho.- Co za pech - odezwał się - że znowu minęła się pani z lordemDunford.Czy wspomina może coś o spotkaniu z panią?Panna Wilson pokiwała głową.- Pisze, iż bardzo mu przykro, że mnie nie zastał, i prosi, bym topanu powierzyła broszkę, panie Randolfie.A potem jeszcze dodaje, żedocenia moją, jak to nazywa, sumienność.Kończy stwierdzeniem, żenie mam powodu więcej niepokoić się tą sprawą.- Mam nadzieję, że zastosuje się pani do jego sugestii -powiedział Randolf.- Ta głupia broszka zabrała już zbyt dużo paniczasu i energii.Harriet nie odpowiedziała.Złożywszy list, zapytała jedynie, czybyłby tak miły i zaczekał, aż ona przyniesie broszkę
[ Pobierz całość w formacie PDF ]