[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I znowu lat trzy przeszło bez śladu, bez wieści.Lecz nie wiedzieć kto szerzył w Warszawie powieści,%7łe on żyje, że męczą, że przyznać się wzbraniaI że dotąd nie złożył żadnego wyznania;%7łe mu przez wiele nocy spać nie dozwolano,%7łe karmiono śledziami i pić nie dawano;%7łe pojono opijum, nasyłano strachy,Larwy; że łoskotano w podeszwy, pod pachy -Lecz wkrótce innych wzięto, o innych zaczęliMówić; żona płakała, wszyscy zapomnieli.Aż niedawno przed domem żony w nocy dzwonią -Otworzono: Oficer i żandarm pod bronią,I więzień.- On - każą dać pióra i papieru;Podpisać, że wrócony żywy z Belwederu.Wzięli podpis, i palcem pogroziwszy: JeśliWydasz. - i nie skończyli; jak weszli,odeszli.To on był.- Biegę widzieć, przyjaciel ostrzega: Nie idz dzisiaj, bo spotkasz pod wrotami szpiega.Idę nazajutrz, w progu policejskie draby;Idę w tydzień, on sam mię nie przyjmuje, słaby.Aż niedawno za miastem w pojezdzie spotkałem -Powiedziano, że to on, bo go nie poznałem.Utył, ale to była okropna otyłość:Wydęła go zła strawa i powietrza zgnilość;Policzki mu nabrzmiały, pożółkły i zbladły,W czole zmarszczki półwieku, włosy wszystkie spadły.97Adam MickiewiczWitam, on mię nie poznał, nie chciał mówić do mnie,Mówię, kto jestem, patrzy na mnie bezprzytomnie.Gdym dawnej znajomości szczegóły powiadał,Wtenczas on oczywe mnie utopił i badał.Ach! wszystko, co przecierpiał w swych męczarniachdziennych,I wszystko, co przemyślił w swych nocach bezsennych,Wszystko poznałem w jednej chwili z jego oka;Bo na tym oku była straszliwa powłoka.yrenice miał podobne do kawałków szklanych,Które zostają w oknach więzień kratowanych,Których barwa jest szara jak tkanka pajęcza,A które, patrząc z boku, świecą się jak tęcza:I widać w nich rdzękrwawą, iskry, ciemne plamy,Ale ichokiem na wśkróś przebić nie zdołamy:Straciły przezroczystość, lecz widać po wierzchu,%7łe leżały w wilgoci, w pustkach, w ziemi, w zmierzchu.W miesiąc poszedłem znowu, myśliłem, że zdołaRozpatrzyć się na świecie i pamięć przywoła.Lecz tyle tysięcy dni był pod śledztwa probą,Tyle tysięcy nocy rozmawiał sam z sobą,Tyle lat go badały mękami tyrany,Tyle lat otaczały słuch mające ściany;A całą jego było obroną - milczenie,A całym jego były towarzystwem - cienie?%7łe już się nie udało wesołemu miastuZgładzić w miesiąc naukę tych lat kilkunastu.Słońce zda mu się szpiegiem, dzień donosicielem,Domowi jego strażą, gość nieprzyjacielem.98DZIADY część IIIJeśli do jego domu przyjdzie kto nawiedzić,Na klamki trzask on myśli zaraz: idą śledzić;Odwraca się i głowę na ręku opiera,Zdaje się, że przytomność, moc umysłu zbiera:Zcina usta, by słowa same nie wypadły,Oczy spuszcza, by szpiegi z oczu co nie zgadły.Pytany, myśląc zawsze, że jest w swym więzieniu,Ucieka w głąb pokoju i tam pada w cieniu,Krzycząc zawsze dwa słowa: Nic nie wiem, nie powiem!I te dwa słowa -i jego stały się przysłowiem;I długo przed nim płacze na kolanach żonaI dziecko, nim on bojazń i wstręt swój pokona.Przeszłą niewolę lubią opiewać więzniowie;Myśliłem, że on ją nam najlepiej opowie,Wyda na jaw spod ziemi i spod straży zbirówDzieje swe, dzieje wszystkich Polski bohatyrów: -Bo teraz Polska żyje, kwitnie w ziemi cieniach,Jej dzieje na Sybirze, w twierdzach i więzieniach.I cóż on na pytania moje odpowiedział?%7łe o swoich cierpieniach sam już nic nie wiedział,Nie pomniał.- Jego pamięć zapisana całaJak księga herkulańska pod ziemią sczerniała:Sam autor zmartwychwstały nie umie w niej czytać,Rzekł tylko: Będę o to Pana Boga pytać,On to wszystko zapisał, wszystko mnie opowie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]