[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Daisy uznała? - Alex obrzucił ją pytającym spojrzeniem nieprzeniknionych rosyjskich oczu.- Było mu gorąco - wyjaśniła cicho.- Chciał, \eby go ochłodzić.- Powiedział ci to?Była zbyt zmęczona, by odpowiedzieć.Zresztą jak mogłaby mu wyjaśnić, \e Sinjun naprawdę jej topowiedział? Sama nie rozumiała, jakim cudem nawiązuje z tygrysem wręcz mistyczne porozumienie.Skierowała strumień wody na brud na dnie klatki.- Zobacz, jak tu brudno.Trzeba częściej sprzątać.Digger wziął to do siebie.- Nie dam sobie rady ze wszystkim.Jeśli uwa\asz, \e w klatkach jest brudno, mo\e sama się nimizajmiesz.- Dobrze.Co ona takiego powiedziała? Zaledwie kilka minut temu szykowała się od wyjazdu, a teraz sama wzięłasobie na barki nową robotę? Jak mogła, przecie\ ledwo sobie radzi z tym, co ju\ ma na głowie!Alex zmarszczył brwi.- Wystarczająco du\o robisz.I tak z trudem trzymasz się na nogach.Nie zgadzam się, byś podejmowałasię jeszcze czegoś.Powoli zaczynała mieć dosyć tego, \e mą\ decyduje o ka\dym jej kroku.- Powiedziałam \e to zrobię i tak będzie.Jeśli ty i Neeco nie chcecie wyglądać jak Digger, zostawciemnie w spokoju.W oczach Aleksa błysnęło zdumienie.Neeco wysunął się naprzód.- Nie nadą\a z pracą u mnie.Jak ma jeszcze poradzić sobie z mena\erią?- Nie musi - uciął Alex.- Muszę.- Daisy.- Nie masz prawa decydować, co robię w wolnym czasie.- Przecie\ ty w ogóle nie masz wolnego czasu - zauwa\ył.- Więc muszę pracować szybciej.Patrzył na nią przez dłu\szą chwilę.W jego oczach pojawił się nowy błysk.Nie do końca wiedziała, coto było: uznanie? Szacunek?- Naprawdę tego chcesz? - zapytał.- Tak.- Czy aby na pewno wiesz, w co się pakujesz? Odwa\nie odwzajemniła jego spojrzenie.- Nie mam zielonego pojęcia.Na jego twarzy pojawiło się na moment coś jakby czułość, ale tylko szorstko skinął głową.- Proszę bardzo, chcesz, to spróbuj: Mo\esz zaczynać tutaj z samego rana, a potem iść do Neeco.Digger się obruszył.- Ale taka pomoc mi nie wystarczy! Sam wszystkiego nie zrobię!- Daisy te\ nie - stwierdził Alex spokojnie.Gapiła się na niego zaskoczona.Uniósł brew.- Coś jeszcze?Za pózno przypomniała sobie, \e się boi zwierząt, ale nie była to najlepsza chwila, by mu o tymprzypominać, więc tylko pokręciła głową.- A zatem mena\eria jest twoja.Gdy odchodził, uderzyło ją dziwne spostrze\enie: ilekroć skreślała go jako czarny charakter, zaskakiwałją.Uświadomiła sobie tak\e, \e ju\ się go nie boi.Kierował się bardzo surowym i, w jej oczach,niesprawiedliwym kodeksem, ale zawsze postępował zgodnie z nim.Nie wyobra\ała sobie, by zgodził się nakompromis sprzeczny z jego przekonaniami.Przez następnych kilka godzin myła brudne klatki i wywoziła zebrane nieczystości, starając sięjednocześnie trzymać jak najdalej od zwierząt.Kiedy skończyła, była brudniejsza ni\ kiedykolwiek, bo doszłaniemała warstwa błota.Zapędziła robotników do przesunięcia klatki Sinjuna w cień i dorzuciła świe\ego siana Lollipop iChesterowi.Wielbłąd usiłował ją kopnąć, za to lama zachowywała się spokojnie.Patrząc w jej smutne oczyDaisy uznała, \e w końcu znalazła zwierzę, które polubi.- Jesteś milutka, Lollipop.Zaprzyjaznimy się?W odpowiedzi lama wyszczerzyła zęby i opluła ją cuchnącą śliną.Tyle, jeśli chodzi o wdzięczność.Rozdzial dziesiątyAlex doszedł do wniosku, \e nigdy w \yciu nie widział stworzenia równie \ałosnego jak jego biedna\ona.Podniósł głowę znad garnka chilli, które gotował, i patrzył, jak z trudem wchodzi do przyczepy,brudniejsza od najbardziej niechlujnych robotników.W niestarannie spiętych włosach sterczały kawałki sianai ró\ne rodzaje zwierzęcej karmy.Była brudna jak nieboskie stworzenie.I śmierdziała.Sam nieraz był obiektem ataków znudzonej lamy, więc bez trudu zidentyfikował zapach.- Za blisko podeszłaś do Lollipop, tak? Mruknęła coś pod nosem i pociągnęła się do łazienki.Zuśmiechem zamieszał chilli.- Nie słyszałem.Co powiedziałaś?Odpowiedziała mu pięknym, nienagannym akcentem młodej damy, przywykłej do \ycia w luksusie:- Idz w cholerę.- Zatrzasnęła za sobą drzwi.Zachichotał.- Zakładam, \e było to twoje pierwsze spotkanie z lamą? Nie odpowiedziała.Dosypał chilli, na wszelki wypadek dolał tak\e ostrego sosu i skosztował.Za mdłe.Z łazienki nie dobiegały \adne odgłosy, nawet nie słyszał prysznica.Zmarszczył czoło i odstawił sos.- Daisy? - Kiedy nie odpowiedziała, podszedł do drzwi, zapukał.-Daisy? Wszystko w porządku?Milczenie.Przekręcił gałkę w drzwiach i zajrzał do środka.Stała przed lustrem.Płakała bezgłośnie.Azy płynęły popoliczkach, a ona wpatrywała się w swoje odbicie.Poczuł coś nowego, jakąś miękkość.- Co się stało, skarbie?Nie drgnęła, nie przestała płakać.- Nigdy nie byłam ładna, nie taka ładna jak moja mama, ale teraz jestem po prostu brzydka.Zamiast zirytować, te wzruszające resztki pró\ności wzruszyły go.- Aniołku, moim zdaniem jesteś piękna, nawet brudna.Umyj się, a od razu poczujesz się lepiej.Nie drgnęła.Azy spływały na podbródek.Przykucnął przy niej, uniósł najpierw jedną jej nogę, potem drugą i ściągnął adidasy i skarpetki.- Odejdz, proszę - odezwała się ze spokojną godnością, którą dostrzegł u niej w ciągu ostatnich dni, gdystarała się uporać z coraz cię\szymi obowiązkami.- Robisz to, bo płaczę.ale to tylko dlatego, \e jestemzmęczona.Przepraszam, nie zwracaj na mnie uwagi.- Nawet nie zauwa\yłem, \e płaczesz - skłamał.Rozpiął jej d\insy i, po chwili wahania, zsunął z bioder.Wystarczył widok jej zgrabnych nóg, by stanął w płomieniach.Odwrócił wzrok od trójkąta jasnozielonychmajteczek.Jak długo jeszcze zdoła trzymać się od niej z daleka? Przez ostatnie dziesięć dni była tak zmęczona, \eledwo się trzymała na nogach, a on i tak myślał tylko o jednym -jak to jest, pieścić to miękkie, uległe ciało?Doszło do tego, \e ledwie na nią spojrzał, a ju\ był gotów, co bardzo go złościło.Chciał kontrolować ka\dyaspekt swojego \ycia, a to najwyrazniej wymykało mu się z rak.Nawet kobieta urodzona i wychowana w cyrku miałaby trudności z podołaniem ogromowi obowiązków,które spadły na Daisy.Powtarzał sobie w kółko, \e to kwestia dni, ba, godzin, zanim ciśnie łopatę na ziemię iwyjedzie.A to oznacza, \e nie mo\e jej tknąć, nie tak, jak tego pragnął.W tej chwili seks tylkoskomplikowałby sytuację
[ Pobierz całość w formacie PDF ]