[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Teraz też wszyscy się na niego gapili, z wyjątkiemAleksa, który lekko się uśmiechał i kiwał głową.Mats obciągnął bluzę.* Nie wiem, ile pan wie o mojej chorobie * powiedział, przechodząc przez pokój *ale dla pańskiej wiadomości wyjaśnię, że dość mam tych uczuć, z którymi teraz sięzmagam.Nie mogę powiedzieć, żeby pan mi imponował.* Doprawdy? Rozczarowuje cię coś konkretnego?* Nie wiem, czy chce mi się tu dłużej przebywać.* Doszedł do drzwi, jedną rękępołożył na klamce, drugą powoli otworzył.Przyjrzał się czarnej wieży.* Taktyka niejest mi całkiem obca * stwierdził.* Pańska taktyka sprawia ból.Stubo uśmiechnął się i spytał:* Masz propozycję, jak mogę ją poprawić?* Niech pan przestanie mnie traktować jak idiotę.* Nie chciałem.Jeśli tak było, to przepraszam.* Znów to samo.* Co?* Znów mówi pan tym tonem: nieszczęśliwy potwór".* Przestań!Stubo wstał i podszedł do szachownicy.Dorównywał Matsowi wzrostem.Przesunąłgońca.* Błąd * stwierdził Mats.* Błąd? To ja decyduję.* Nie, to dana z góry partia.Otwarcie w.* Nic nie jest dane z góry, Mats.Właśnie to jest fascynujące we wszystkich grach.Mats Bohus puścił klamkę.Bolała go głowa.Ból zazwyczaj pojawiał się o tej porzedoby, kiedy szpital budził się do życia i przychodziło za dużo ludzi.Ten pokój byłprzepełniony.Adwokat stał w kącie z rękami założonymi na plecy.Stawał na palcachi opadał na podłogę.W górę.W dół.Bardziej przypominał zestresowanego policjantaniż człowieka, którego wyznaczono, by mu pomagał.* Wiem, co pan robi * zwrócił się Mats do Yngvara Stubo.* Próbuję prowadzić rozmowę.* Bullshit.Stara się pan zyskać zaufanie.Rozmawiać na niegrozne tematy.Tak nawstępie.Chce pan stworzyć miłą atmosferę, żebym się poczuł bezpieczny.%7łebymuwierzył, że tak naprawdę chodzi panu o to, by mi pomóc.* Bo chodzi mi o to, żeby ci pomóc.* Bardzo.Oczywiście chce pan mnie złapać.Uważa pan, że taki miły ton się opłaci.Z czasem zbliży się pan do sedna sprawy.Tamten.* Tępo zakończony gruby paleczadrżał, wskazując Sigmunda Berliego, który siedząc na krześle, usiłował tłumićkolejne ziewnięcie.* Tamten może z czasem stanie się the badguy.Jeśli ta panaprzyjazna taktyka nie zadziała.To bardzo przewidywalne.Policjant miał skaleczenie tuż za uchem, strup w kształcie litery Y, jakby ktośusiłował wyryć jego imię w czaszce, ale szybko wpadł na lepszy pomysł.* To przecież idiotyzm * stwierdził Mats Bohus.Wieża miała krenelaż okuty srebrem.W jednym z otworów strzeleckich klęczałmalusieńki ludzik z kuszą.Mats delikatnie dotknął miniaturowego żołnierza.* Nie pamięta pan, co powiedziałem, kiedy przyszliście?* Owszem.* I co ja powiedziałem?Yngvar Stubo przyglądał się młodemu człowiekowi.Mats nie sprawiał już wrażenia,że zamierza wyjść.Drzwi wciąż pozostawały zamknięte, a chłopak znów stałodwrócony przodem do pozostałych mężczyzn.* Powiedziałeś, że niczego nie żałujesz.* No właśnie.Jak pan to sobie przetłumaczył? * Jako przyznanie się.* Do czego?* Tego nie jestem całkiem pewien.* Zabiłem ją.To miałem na myśli.Adwokat otworzył usta i zrobił krok do przodu, jednocześnie unosząc rękę w geścieostrzeżenia.Nagle się zatrzymał i zamknął usta z wyraznym trzaskiem szczęki.Doktor Bonheur siedział z twarzą bez wyrazu, z rękami założonymi na piersi.Sigmund Berli wyglądał tak, jakby miał zamiar wstać, ale zmienił zdanie i zwestchnieniem opadł na krzesło.Nikt nic nie powiedział.Mats Bohus przeszedł przez pokój i zasiadł w głębokim fotelu przeznaczonym dlagości.Yngvar nie spuszczał z niego oczu.Sposób poruszania się młodego człowiekamiał w sobie dziwną estetykę.Przypominał falowanie wieloryba na głębinie.* Zabiłem moją matkę.Chory powiedział to innym tonem.Wyglądał tak, jakby miał za sobą ogromnywysiłek.Ręce mu zwisały bezwładnie po obu stronach fotela.Blizna na górnejwardze wydawała się czerwieńsza, bardziej naprężona.Zwilżył ją językiem.Wciąż wszyscy milczeli.Yngvar też usiadł.Pochylił się nad biurkiem.Mats Bohus nie wyglądał na swoje dwadzieścia sześć lat.Na jego twarzy nie widaćbyło śladu zarostu, skórę miał gładką, bez pryszczy, żadnych blizn z wyjątkiemszerokiego czerwonego zagłębienia nad ustami.Z oczu mu ciekło.* Ona mnie nie chciała.Nie chciała mnie, kiedy się urodziłem, i nie chciała mnieteraz.W swoich programach.W wywiadach powtarzała, że z połączenia rodzinynigdy nie może wyniknąć nic złego.Wszyscy inni mogli liczyć na pomoc FionyHelle, tylko ode mnie, rodzonego syna, po prostu się odwróciła.Kłamała.Nie chciałamnie.Nikt mnie nie chce.Sam siebie nie chcę.* Twoja matka cię chciała * stwierdził Yngvar.* Twoja prawdziwa matka i ojciec.Oni cię chcieli.* Nie byli prawdziwi, jak się okazało.* jesteś za mądry, żeby naprawdę w to uwierzyć.* Oni nie żyją.* To prawda.* Yngvar zawahał się przez moment, ale podjął: * A co z tymipozostałymi?Mats Bohus płakał już otwarcie.Duże okrągłe łzy zatrzymywały się na rzęsach,zanim spłynęły na skrzydełka nosa.Zrzucił z biurka papiery i rodzinne fotografie,ukrył twarz w dłoniach.Szklanka z wodą spadła na podłogę, ale się nie stłukła.* Co z innymi? * powtórzył Yngvar Stubo.* Z Vibeke Heinerback i VegardemKroghem? Co oni zrobili?* Sam siebie nie chcę * szlochał Mats.* Nie.chcę.* Nie rozumiem * odezwał się nagle ostrym głosem Alex Bonheur.* Po pierwsze,muszę powiedzieć, że to.przesłuchanie należy przerwać.Stanowczo odradzam jegokontynuowanie.Poza tym.* Delikatnie położył rękę na plecach Matsa Bohusa.Młody człowiek zareagował głośniejszym szlochem.* Nie rozumiem, jaki związekmiałby istnieć między.* Na pewno pan rozumie * odparł Yngvar spokojnie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]