[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ale opanowała ją trema.Zupełnie, jakby nie udowodniła w czasie randek, \e naprawdę skuteczniepotrafi doprowadzić swego mę\a do stanu pełnej gotowości.Czy\by popełniła błąd, dra\niąc lwa? Mo\e rozbudziła w nimpotrzeby, których nie będzie umiała zaspokoić?Tymczasem Hank zdą\ył wciągnąć ją do pokoju.Wszystkorozwijało się zgodnie z jego planem.Nie na darmo spędził w moteluwiele bezsennych nocy, opracowując ka\dy szczegół.Miał zamiar kochać się dziś ze swoją \oną tak wspaniale, jaknigdy dotąd.Odpłacić jej za ka\de dotknięcie, ukąszenie czy uścisk.Pocałunek za pocałunek, pieszczota za pieszczotę.Zaczął od bawełnianego podkoszulka, w który przebrała się popowrocie z wesela.Podciągnął go powoli w górę, zdjął go z niej przezgłowę i rzucił na podłogę.Delikatnymi ruchami wyłuskał ją z bielizny.Nie spieszył się.Pozwoliła mu sobą kierować, ale gdy poczuła pod plecami łó\ko,postanowiła przejąć kontrolę.Tak jak wtedy, gdy zabrał ją nad rzekę.Wyślizgnęła się z jego ramion i zmusiła, \eby le\ał na plecach.Pozbawiła go ubrania i rozpoczęła grę.Pieściła go dłonią, wargami ijęzykiem.Czuła, \e lada chwila doprowadzi go na sam szczyt Zgodził sięna jej chwilową przewagę.Poddał się wyrafinowanym pieszczotom,które coraz bardziej rozpalały jego po\ądanie.Od spełnienia dzielił gotylko krok.Nie wątpił, \e chcieli tego oboje.Spojrzał w górę, szukając wjej oczach potwierdzenia.Ale jej wzrok nie był zamglony rozkoszą.Patrzyła na niego uwa\nie przez grube szkła, jakby oglądała jakiśspektakl.Zrozumiał, \e coś jest nie w porządku.Wyciągnął rękę, chcąc jej zdjąć okulary, ale odchyliła głowę, \ebynie mógł sięgnąć.Przycisnęła go udami jeszcze mocniej i zaczęłarytmicznie poruszać całym ciałem.Chwycił jej biodra i mocnoprzytrzymał.Wiedział, \e musi na nią zaczekać. W porządku szepnęła. Chcę na ciebie patrzeć.Chcę widziećtwoją twarz, zobaczyć, co prze\ywasz. Pragnę cię zapewnił gorąco. Bądz ze mną. Jestem z tobą. Wychyliła się do przodu i przegięła w talii,poniewa\ wcią\ ją trzymał.Przelotnie musnęła wargami jego usta iścisnęła go w sobie. Czujesz, prawda? szepnęła. Nie broń się, Hank.Zrób to.Zaczekaj, rozkazał sobie w myśli.Jeszcze nie.Poczekaj na nią.Całkiem nieoczekiwanie przyciągnął ją jeszcze bardziej i uniósłich oboje.Przewrócił ją na wznak i przycisnął swoim ciałem, wdzierającsię głęboko.Czuł, jak narasta w nim potrzeba spełnienia.Czy w niejtak\e?Nie mógł ju\ czekać.Gorąca fala zalała ich nagle, jak tropikalnydeszcz.W ostatniej chwili otworzył oczy.Susan.Gdzie była? Czy wziąłją ze sobą? W tej jednej sekundzie zrozumiał, \e nie.Ogromne napięcie ustępowało powoli.Zdyszany oddechstopniowo wracał do normy.Tuliła go w ramionach, huśtając lekko iszepcząc mu do ucha słowa, których nie słyszał.Straciłem ją, pomyślał.Znów ją straciłem. Hank, czy ty płaczesz? spytała cicho i delikatnie dotknęła jegopoliczka. Co się stało? Nie potrafiłem zabrać cię ze sobą. Podniósł głowę i spojrzał jejw twarz. Dlaczego, Susan? Co ja robię zle? Nic! Zawsze jest tak samo, od kiedy się rozstaliśmy.Robisz to dlamnie.Nie ze mną.Patrzysz, ale się nie anga\ujesz.Jak mogę cięodzyskać? Naprawdę odzyskać.Co mam zrobić, \ebyś chciała mnie takjak dawniej. Przecie\ to nie ja próbowałam gdzie indziej. O Bo\e jęknął ze znu\eniem. Czy my kiedykolwiekpozostawimy to za sobą? Chciałabym, Hank.Staram się, ale. Westchnęła.Przysunęłasię bli\ej i poło\yła głowę na jego ramieniu. Ja po prostu muszęwiedzieć, \e pragniesz tylko mnie.Nie zniosłabym myśli, \e jest ktośinny. Ale nie ma.Nikt nie mógłby cię zastąpić.Wierzysz mi? Chcę ci wierzyć, Hank.Daj mi trochę czasu. Dam ci więcej obiecał \arliwie. Dam ci wszystko, co mam.Wszystko, co sama zechcesz wziąć, a\ zrozumiesz, \e nigdy cię niezdradzę. Przytulił ją mocno. Susan, jesteś jedyną kobietą, jakiejkiedykolwiek pragnąłem i o jakiej marzyłem.Bóg mi świadkiem, \e niezasługiwałem na ciebie. Nieprawda! Odepchnęła go, rozgniewana tymi słowami, alezaraz go znów objęła. To ja postępowałam tak, jak by mi się nale\ałoto, co od ciebie dostawałam.Ty dawałeś, a ja brałam i nawet niemówiłam dziękuję.Przycisnęła palec do jego ust, \eby nie mógł zaprotestować. Wiem, \e byłam okropna.Powiedziałam ci kiedyś, \e nie chcętakiego mał\eństwa, gdzie obie strony ciągle liczą, co sobie nawzajemzawdzięczają.Dopiero pózniej zrozumiałam, \e to ja jestem twojądłu\niczką.Przez tyle lat mnie wspierałeś i utrzymywałeś rodzinę.Zawsze będę ci wdzięczna, Hank. Ciekawe, za co parsknął drwiąco. Za to, \e zrobiłem cidziecko? Obiecałem do tego nie dopuścić.Wierzyłaś mi, a ja dwa razycię zawiodłem.I z tego powodu masz być wdzięczna? Mieliśmy w tym podobny udział, Hank.Wiedziałam, \e dziecinie przynosi bocian.Znałam cenę i podjęłam ryzyko.Najwa\niejsze, \ebyłeś przy mnie. Nie musiałem się poświęcać.Chciałem, \ebyś za mnie wyszła.Gdyby nie cią\a, nigdy byś tego nie zrobiła. Co za bzdury.Miałam swoje sposoby, ale z nich nieskorzystałam.Wybrałam ciebie. Ujęła w dłonie jego twarz i zmusiła,\eby patrzył jej w oczy. Wybrałam ciebie i nie zapomnę tego, cozrobiłeś
[ Pobierz całość w formacie PDF ]