[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Odpieramjego tezę, twierdząc, że jestem tylko przykładem błędu w kodziegenetycznym, a nasza niezdolność do poczęcia dziecka udowadnia,że nie przydzielono mi misji Brakującego Ogniwa.Po chwili cytujemy już Kierkegaarda i Heideggera, rzucając sobie morderczespojrzenia.Tymczasem Clare spogląda na mnie z powątpiewaniem.- Ludzie nie pojawiają się i nie znikają tak jak ty.Jesteś podobny do Kota z Cheshire.- Chcesz przez to powiedzieć, że jestem postacią fikcyjną? - Nareszcie dostrzegam właściwy ruch: wieża na QR3.Clare może miteraz zabrać gońca, ale straci przy tym królową.Mija chwila, zanimto sobie uświadamia, po czym pokazuje mi język.Jest przerażająco pomarańczowy po wszystkich chrupkach, jakie zjadła.- Przez to wszystko zaczęłam się zastanawiać nad bajkami.Bojeśli ty jesteś prawdziwy, to czemu bajki też nie miałyby być prawdziwe? - Wstaje, nie spuszczając wzroku z szachownicy, i wyko-73nuje mały taniec, podskakując, jakby paliły się jej spodnie.- Ziemia robi się coraz twardsza.Pupa zupełnie mi ścierpła.- Może rzeczywiście są prawdziwe.A może jakiś ich elementjest prawdziwy, a resztę dodali ludzie, kto wie.- To może oznaczać, że Królewna Znieżka zapadła w śpiączkę?- I Zpiąca Królewna też.- A Jaś z bajki o fasoli był strasznym ogrodnikiem.- A Noe zdziwaczałym staruszkiem, który mieszkał na łodzii miał mnóstwo kotów.Clare patrzy na mnie rozgniewana.- Noe to postać z Biblii.To nie jest bajka.- Rzeczywiście.Przepraszam.Jestem coraz bardziej głodny.Za chwilę Nell zadzwoni na kolację i Clare będzie musiała wrócić do domu.Siada na swojej połowie szachownicy.Widzę, że straciła zupełnie zainteresowanie grą,bo zaczyna budować piramidę ze zbitych figur.- Wciąż nie udowodniłeś, że jesteś prawdziwy - mówi.- Ty też nie.- Zastanawiałeś się kiedyś, czy jestem prawdziwa? - pyta zaskoczona.- Może tylko mi się śnisz.Może ja śnię się tobie; może istniejemy tylko w swoich snach, a co rano, kiedy się budzimy, zapominamy o wszystkim.Clare marszczy brwi i macha ręką, jakby chciała odpędzić tędziwną myśl.- Uszczypnij mnie - żąda stanowczym głosem.Pochylam sięi szczypię ją lekko w ramię.- Mocniej! - Szczypię jeszcze raz takmocno, że na skórze zostaje biało-czerwony ślad, który utrzymuje sięprzez kilka sekund, po czym znika.- Nie sądzisz, że powinnam sięobudzić, jeśli spałam? Poza tym wcale nie czuję się tak, jakbym spała.- A ja nie czuje się jak duch.Albo fikcyjna postać.- Skąd wiesz? Gdybym cię wymyśliła, nie chciałabym wcale,żebyś się o tym dowiedział, więc bym ci o tym nie powiedziała.Patrzę na nią, marszcząc brwi.- Może to Bóg nas wymyślił i nic nam o tym nie powiedział.- Nie powinieneś mówić takich rzeczy - wykrzykuje Clare.-Poza tym, ty nawet nie wierzysz w Boga, prawda?Wzruszam ramionami i zmieniam temat.74- Jestem prawdziwszy niż Paul McCartney.Clare wygląda na zaniepokojoną.Zaczyna wkładać figury do pudełka, starannie oddzielając białe od czarnych.- Mnóstwo ludzi zna Paula McCartneya.A ciebie znam tylko ja.- Ale mnie poznałaś, a jego nie.- Moja mama była na koncercie Beadesów.- Zamyka pokrywęi wyciąga się na ziemi, spoglądając na baldachim liści.- W ComiskeyPark w Chicago, ósmego sierpnia tysiąc dziewięćset sześćdziesiątegopiątego roku.- Szturcham ją w brzuch i zwija się jak jeż, chichoczącz całych sił.Przez chwilę łaskoczemy się i miotamy na trawie, poczym kładziemy spokojnie z rękami splecionymi na brzuchu.- Czy twoja żona też podróżuje w czasie? - pyta Clare.- Nie, dzięki Bogu.- Dlaczego dzięki Bogu"? To mogłoby być zabawne.Moglibyście razem odwiedzać różne miejsca.- Jeden podróżujący w czasie w rodzinie to i tak za dużo.To bardzo niebezpieczne, Clare.- Czy ona martwi się o ciebie?- Tak - mówię cicho.- Bardzo.- Ciekawe, co robi Clare, terazw tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym dziewiątym roku.Możejeszcze śpi.Może nawet nie wie, że zniknąłem.- Kochasz ją?- Bardzo - szepczę.Leżymy w milczeniu obok siebie, wpatrując się w rozkołysanedrzewa, ptaki, niebo.Nagle słyszę zduszony dzwięk i odwracamsię.Po twarzy Clare spływają łzy.Siadam i pochylam się nad nią.- Co się stało, Clare? - pytam.Kręci głową i zaciska usta.Gładzę jej włosy, podnoszę i mocnoprzytulam.Jest przecież jeszcze dzieckiem i jednocześnie nim nie jest.- Co się stało?Odpowiada tak cicho, że muszę ją prosić, by powtórzyła.- Myślałam, że może ożeniłeś się ze mną.Zroda, 27 czerwca 1984 (Clare ma 13 lat)CLARE: Stoję na Aące
[ Pobierz całość w formacie PDF ]