[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czterech tubylców popychało ją, biegnąc i płynąc poobu jej stronach, dopóki nie znalazła się poza linią przypływu, daleko od lądu.Wówczas postawiono żagiel i tubylcy jak jeden mąż zawrócili w stronę brzegu.Annę i Juliana, nagich i związanych, pozostawiono nałasce niespokojnych morskich fal.%7łyli jednak oboje.Anna była niesłychanie wdzięcznaza to losowi.Nie miała pojęcia, jakie straszliwe udrękiich czekają.34145Słońce wzbiło się wysoko, a ich więzy zacisnęły siętak, iż trudno było nie tylko się poruszyć, ale i oddychać.Słona morska woda zaschła na skórze Anny, piekło jąi swędziało nieznośnie.Słońce wznosiło się coraz wyżejna niebie, jego promienie paliły delikatne ciało.Nawetszmaragdy rozgrzały się w słonecznym żarze i dotyk ichranił podrażnioną przez sól skórę.Na domiar złego Anna nie mogła zmienić pozycji: jej pęta były zbyt ciasne.Na dnie łodzi zostało jeszcze wody na pół cala i stanowiło to dodatkową udrękę: skóra na prawym bokuAnny była mokra i zimna, podczas gdy reszta ciała niemal się smażyła.Posiniaczone ramię bolało, knebel raniłwyschnięte usta, nogi i ręce dawno już zdrętwiały.Czuła, że Julian przywiązany plecami do jej pleców oddycha, ale z pewnością on także był w opłakanym stanie.Nie mogli porozumiewać się ze sobą, zakneblowano imusta.Anna nie była nawet pewna, czy Julian odzyskałprzytomność.Gdyby wiedziała, ile cierpień czeka ich w tej łodzi, zamiast dziękować Bogu za to, że nadal żyje, błagałaby Goo rychłą śmierć.Gdy minęło południe, Julian poruszył się.Anna uświadomiła sobie, że do tego momentu był nieprzytomny; teraz każde drgnienie jego ciała świadczyło o tym, że wracado siebie.Co prawda nie bardzo mógł się poruszać; z powodu zaciśniętych więzów najlżejszy jego ruch sprawiałAnnie nieznośny ból.Zaczął szarpać swe pęta, ale gdy usły-342szał zduszone jęki, wydobywające się z zakneblowanychust Anny, znieruchomiał.Następne jego próby byłyznacznie ostrożniejsze, choć Anna czuła, że nieustannieporusza rękami, starając się je uwolnić.Gdyby mogła, powiedziałaby mu, że to daremny trud.Tuggowie wydali ichna pastwę okrutnego morza i śmierć jest nieunikniona.W końcu słońce zaszło i Anna odczuła pewną ulgę.Ostre promienie nie paliły już skóry.Jednak zimny wiatr,który powiał z nastaniem nocy, przyprawiał ją o dreszcze,a nieustanne podskakiwanie lekkiej lodzi na falach wywoływało takie mdłości, że pragnęła, by śmierć przyszła jaknajrychlej.Rozpaczliwie starała się usnąć i zapomnieć o lęku przed następnym rankiem i torturą palącego słońca.Jakdługo kona się z braku wody? zastanawiała się, czując, jakpuchnie jej język.Dwa dni? Trzy?Była tak zbolała i tak wyzuta z wszelkiej nadziei, żegdy w końcu - po wielu godzinach nieustannego poruszania rękami -Julian zdołał oswobodzić dłonie, nie mogła w to uwierzyć.Zresztą ramiona nadal miał skrępowane i długo trwało, nim pozbył się knebla.Udało musię jednak tego dokonać i wówczas Anna, usłyszawszypo dwudziestu czterech godzinach głos ukochanego, poczuła budzącą się znów nadzieję.- Anno.- wyszeptał chrapliwie.- Moja biedna Anno.Julian podjął dalsze próby i w końcu zdołał rozsupłaćwęzeł na jej głowie.Długo to trwało, gdyż postronki krępowały jego ruchy i sprawiały ból Annie, a poza tym jego palce poruszały się po omacku.W końcu jednak udało mu się rozwiązać szmatę, przytrzymującą cuchnącyknebel.Pozbywszy się go, Anna odetchnęła pełną piersią.Próbowała zwilżyć językiem spieczone wargi, alewyschły tak bardzo, iż niewiele to dało.- Julianie - wychrypiała, odzyskawszy mowę.- Och,Julianie, nie chcę umierać!343- Wiem, najdroższa.Ja też chcę żyć.Może nam się poszczęści.Byle tylko pozbyć się więzów.- Są takie ciasne! - powiedziała z rozpaczą.- Polali jewodą morską, by wyschły na słońcu i wpijały się jeszczebardziej!Julian milczał przez chwilę
[ Pobierz całość w formacie PDF ]