[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Miałem wspaniałego mentora w Georgetown.Dużo razem napisaliśmy.Rozwinął we mnie nawyk prowadzenia obserwacji i publikowania,co wyszło mi na dobre.Utworzyłem tutaj pierwszą bazę danych badawczych i to oczywiściestanowi duże ułatwienie podczas przygotowywania publikacji.Reszta przychodzi sama.- Ale wygląda na to, że ty sam bardzo dużo piszesz.Nie masz rezydentów, którzychcieliby ci pomagać?- Nie, Qanta, nie mamy jeszcze takich programów, ale, in sza Allah, uda mi się takistworzyć.- Zamilkł, wybiegając myślami w przyszłość.Skupiliśmy się na pracy nad kilkoma dokumentami, które przyniosłam.Imad nachyliłsię w moją stronę, gdy przedzieraliśmy się przez szczególnie zawiły akapit.Jego udoznajdowało się kilka milimetrów od mojego.Był ładnie umięśniony.Podążałam wzrokiem kugórze po idealnie zaprasowanym kancie spodni, aż do miejsca, w którym zniknął pod fałdąbiałego fartucha.Czułam, że między mną a Imadem jest chemia.Zapanowała cisza; żadnez nas nie śmiało podnieść wzroku znad papierów w obawie, że nasze spojrzenia mogłyby cośzdradzić.Przyglądałam się nadgarstkowi Imada, gdy wskazywał na jakiś fragment dokumentu.Spod wykrochmalonego mankietu koszuli widać było delikatną skórę, przez którąprześwitywały niebieskie żyły.Wyobraziłam sobie, że całuję tę kuszącą skórę.Jego ciałorobiło wrażenie nietkniętego ani przez słońce, ani przez seks.Nie byłam w stanie skupić się na uwagach Imada na temat artykułu.Nawet stukaniew klawiaturę przez Maleę nikło gdzieś w tle.Imad i ja siedzieliśmy zamknięciw emocjonalnej bańce.Gdy pochylał głowę nad kartkami, jego siwe twarde włosy z cichymszelestem muskały kołnierzyk koszuli.Raz po raz przeciągał palcami po brodzie, głębokozamyślony.Byłam zupełnie nieobecna, nie mogłam sformułować nawet jednej spójnej myśli.Na szczęście Imad był zajęty głośnym czytaniem rękopisu, który leżał na jego muskularnychudach.Nie wyglądało na to, by oczekiwał ode mnie jakiejkolwiek reakcji.Wystarczyło, żesłuchałam.Byłam wdzięczna naturze za moją karnację, dzięki której rzadko można dostrzecoblewające mnie aż do nasady włosów rumieńce.Zaczęły piec mnie uszy.Przerażonaintensywnością pożądania poczułam, że muszę wyjść.Gwałtownie wstałam, zaskakując tymi siebie, i Imada.Z trudem powstrzymałam się, by nie wybiec.Imad wyglądał nazawiedzionego.Wygaszacz ekranu ponownie zadzwięczał niczym świerszcz.Imad odezwał się, spokojnie cedząc słowa:- Musisz już iść, Qanta?Przez dłuższą chwilę w milczeniu wpatrywał się we mnie nieruchomym spojrzeniem.Nie mogłam dłużej uciekać przed jego wzrokiem.Pozwoliłam sobie na to, by spojrzećmu w oczy.Zobaczyłam w nich płomień; grzały niczym mocny koniak w zimowy dzień.W ich błękicie rozpoznałam Doktora %7ływago Arabii.- Tak, niestety - skłamałam.- Było mi bardzo miło, Imadzie.Myślę, że będzie nam siędobrze razem pracowało przy tym projekcie - dodałam nieprzekonująco, niepewna, jakpowinnam zakończyć rozmowę.- Owszem, będzie - odpowiedział i odchylił się w fotelu.Skrzyżował w kostkachdługie smukłe nogi.%7łyczył mi udanego dnia, a jego twarz złagodniała i pojawił się na niej uśmiech.Zapewniliśmy się wzajemnie, że pozostaniemy w kontakcie e-mailowym.Z własnejinicjatywy Imad wręczył mi swoją wizytówkę z kilkoma numerami telefonów.Na odwrociepismem pełnym zawijasów naskrobał prywatny numer telefonu komórkowego.Wyniosłam jąniczym trofeum.Przed wyjściem, odwracając się już do drzwi, pomachałam mu na pożegnanie.Spojrzał na mnie jak sfinks.Wszelkie emocje zniknęły z jego twarzy.Przybrał oficjalną pozę.Zadałam sobie pytanie, co spowodowało tę zmianę.Jakąkolwiek maskę przywdział, patrzyłteraz na mnie zza swojej zasłony, jaką było biuro.Za pózno.Mężczyzna, który ukrywał prawdziwą twarz pod maską, zdążył złapać mniew swoje sidła. ROZDZIAA 26Miłość w KrólestwieMijały tygodnie, moje kontakty z Imadem stały się częstsze, ale dręczyły mnierozterki.Imad nigdy nie zaproponował mi wspólnego lunchu czy kolacji.Idąc za jegoprzykładem, ja także tego nie robiłam.Nie mógł dopuścić do tego, by widziano go ze mnąw szpitalu na lunchu, a gdyby zaprosił mnie do domu, jako singiel mieszkający w Astrze(sąsiednim kompleksie mieszkaniowym dla saudyjskich pracowników naszego szpitala)wywołałby skandal, ponieważ nasza znajomość stałaby się sprawą publiczną
[ Pobierz całość w formacie PDF ]