[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Zwykle kogo zabijani - o wiadczy a che pliwie.By a pewna, e zrobi a na pytaj cym du e wra enie.Potwierdzi a swe s owa sk onemowy, eby Keith nie pos dza jej o blef, i czeka a na reakcj.By a zupe nie niespodziewana.aaTTnnssFFffooDDrrPPmmYYeeYYrrBB22.BBAAClick here to buyClick here to buywwmmwwoowwcc.AAYYBBYYBBr r- Nosi pani niew ciwy tartan, milady.Dzisiaj jest sobota.Mia a ochot udusiKeitha.Za jej plecami rozleg o si d wi czne bekni cie.Zareagowa a tak, jakby ktopróbowa d gn j w plecy.G no sapn a, wyrwa a m owi dzban z r ki i odwróci a si wstron m czyzn.Gabriel zd j przytrzyma , nim narobi a szkody.Rzuci dzban Keithowii odwróci on w swoj stron.- Powiedzia am, e masz si nie wtr ca - szepn a.- Johanno.- Czy to jest mój dom, czy nie?- Jest.- Dzi kuj.- Za co mi dzi kujesz? - spyta z nag czujno ci.Johanna co knu a.Widzia to poysku w jej oczach.- W nie zgodzi si mi pomóc - wyja ni a.- Nic z tego.- Powiniene.- Dlaczego?- Poniewa to jest mój dom, prawda?- Znowu do tego wracamy?- Gabrielu, chcia abym mie woln r w prowadzeniu gospodarstwa.Prosz ci.Westchn g no.Do diab a, nie potrafi jej niczego odmówi.Nie by nawet pewien,na co si zgadza, a mimo to kiwn g ow.- Ile jeszcze mis i dzbanów masz zamiar rozbi ?- Tyle, ile b dzie trzeba - odrzek a.Obróci a si i podesz a do sto u Maclaurinów.Stan a u jego szczytu.- Keith, je li we miesz za jeden koniec, a ojciec MacKechnie b dzie tak mi y i chwyciza drugi, to otworz i przytrzymam wam drzwi.Panowie - doda a, kieruj c wzrok kunierzom - bardzo prosz pomóc, bior c swoje sto ki.To zajmie tylko chwil.- Co pani zamierza? - spyta Keith.- Wynie stó na dwór.- Po co?- Chc , eby Maclaurinowie byli zadowoleni - wyja ni a.- S teraz cz ci mojegoklanu i dlatego dbam o ich zadowolenie.- Ale my nie chcemy na dwór - parskn Lindsay.- Dlaczego pani tak my li? Dopierood niedawna mam zaszczyt je razem ze starszym klanu.Chc zosta tutaj.aaTTnnssFFffooDDrrPPmmYYeeYYrrBB22.BBAAClick here to buyClick here to buywwmmwwoowwcc.AAYYBBYYBBr r- Nie chcesz - zaoponowa a Johanna.U miechn a si , eby kompletnie zbi nierzaz tropu.- Nie chc ?- Wszyscy b dziecie si cieszy z mo liwo ci jedzenia na dworze, bo wtedy niedziecie musieli stosowa si do adnych zasad obowi zuj cych u mnie w domu.Prawdajest taka, e jecie jak zwierz ta.Mo ecie wi c równie dobrze razem z nimi si posila.Dumfries ch tnie dotrzyma wam towarzystwa.Maclaurinowie jak jeden m spojrzeli na Keitha.Keith spojrza na starszego klanu,dojrza skinienie g ow , wi c odchrz kn.Dosta pozwolenie na przywo anie pani doporz dku.- Chyba pani le ocenia sytuacj , milady.Ta posiad nale y od niepami tnychczasów do Maclaurinów.- Teraz nale y do mnie.- Ale milady.- zacz Keith.- Co ona ma na my li, mówi c, e nasza ziemia nale y do niej? - spyta Niall.Johanna splot a d onie.Gabriel podszed i stan przy niej.- Ch tnie wam wyja ni , ale tylko raz, wi c prosz uwa - powiedzia a Johanna.-Wasz król sprzeda t ziemi za bezcen.Czy wszyscy si z tym zgadzaj ? - Poczeka a, anierze przytakn.- Król Jan nada t ziemi mnie.Czy wszyscy si z tym zgadzaj ?- Tak, naturalnie - potwierdzi Keith.- Ale pani rozumie.Nie pozwoli a mudoko czy.- Wybacz, prosz , e ci przerywam, ale bardzo chc doko czy wyja nienia.-Zwróci a si ponownie do nierzy.- No, dobrze.Teraz uwaga, bo bardzo nie lubi sipowtarza.Kiedy wzi am za m a waszego starszego, ziemia przesz a na jego w asno.Widzicie, jakie to proste?Utkwi a wzrok w Lindsayu.Dla wi tego spokoju nierz skin g ow.Johannamiechn a si.Nagle ca a wielka sala zacz a jej wirowa przed oczami.Zamruga a,usi uj c skupi wzrok na jednym punkcie.Chwyci a za kraw sto u, eby utrzymarównowag.Targn a ni fala md ci i odesz a tak szybko, jak si pojawi a.To przez mi so,pomy la a.Zrobi o jej si niedobrze od tego ohydnego smrodu.- Co dalej, córko? - przynagli! j ojciec MacKechnie, promieniej c z zachwytu nadstanowcz postaw pani wobec m czyzn.- Ciekawe, co j ugryz o?aaTTnnssFFffooDDrrPPmmYYeeYYrrBB22.BBAAClick here to buyClick here to buywwmmwwoowwcc.AAYYBBYYBBr rJohanna nie wiedzia a, kto zada! to pytanie.Dobieg o od sto u MacBainów.Zwróci asi w tamt stron z wyt umaczeniem.- Niedawno Megan powiedzia a co , co bardzo mnie zaskoczy o.Rozwa am to, alenadal nie rozumiem uwagi, któr zrobi a.- Co ja takiego powiedzia am? - spyta a Megan.Szybko przesz a na drug stron sto uMaclaurinów, eby stan przodem do pani.- Powiedzia , e kucharka jest z MacBainów, wi c ochoczo spe ni wszystkie mojeyczenia, bo nie ma powodów do narzeka.D ugo zastanawia am si , co mia na my li, alechyba ju rozumiem.Uwa asz, e Hilda powinna by wdzi czna, e wolno jej tutaj mieszka ,prawda?- No, bo powinna by wdzi czna - powiedzia a Megan przytakuj c.nierzeMaclaurinów zgodnie pokiwali g owami.Johanna zareagowa a przecz cym gestem.- My , e wszyscy stawiacie spraw do góry nogami - oznajmi a.- Maclaurinowienie maj prawa zg asza adnych pretensji do tego don onu lub ziemi wokó niego, i to tejest fakt, panowie.Mój m jest MacBainem.Czy by cie o tym zapominali?- Jego ojciec by starszym Maclaurinów - wtr ci Keith.- Ale on jest MacBainem - powtórzy a Johanna z naciskiem.- Traktuje was bardzo ugodowo.I ma o wiele wi cej cierpliwo ci ni ja - doda a.- Takczy owak, moim zdaniem MacBainowie wykazali askawo pozwalaj c wam tutaj zosta.Naprawd nie jest mi przyjemnie podejmowa ten dra liwy temat, ale dosta am wawiadomo i musz doprowadzi gospodarstwo do porz dku.By oby mi przykro, gdyby ciemusieli st d odej , ale je li moje zasady s dla was zbyt trudne i je li nie potraficie dogadasi z MacBainami, to nie b mia a wielkiego wyboru.- Ale to przecie MacBainowie s wyrzutkami - wyb ka Lindsay.- No w nie - popar go Keith.- Byli - powiedzia a Johanna.- Ale ju nie s.Rozumiecie? Ani jeden Maclaurin nierozumia.Johanna zastanawia a si , czy powodem jest ich nieprawdopodobny upór, czyabsolutny brak obycia.Postanowi a podj ostatni prób t umaczenia.Gabriel jednak do tego nie dopu ci.Odsun Johann i wyst pi do przodu.- Ja jestem tutaj starszym - przypomnia nierzom.- Ja decyduj , kto zostaje, a ktoodchodzi
[ Pobierz całość w formacie PDF ]