[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Była to dziewczyna niewiele starsza odemnie, rumiana i dobrze zbudowana, ale nieładna.- Możesz mi powiedzieć, jak znalezć Barras Hall? - zapytałam.- Barras Hall? Po co tam chcesz iść?- Mój brat tam jest - odpowiedziałam.- Muszę go znalezć.- Jaki interes ma twój brat z takimi jak oni?- To znaczy z Ayrtonami?- A z kim? Oni mu nie dadzą pracy, jeśli tego szuka.Nikt nie cho-dzi do Barras Hall szukać pracy.- Dlaczego?- No bo tak.- Niemniej przypuszczam, że on tam jest.Możesz mi powiedzieć,jak tam trafić?51Zawahała się, potem kiwnęła głową.- Idz główną drogą, kiedy stąd wyjdziesz, to droga do Cambo.Mi-niesz Cambo i dojdziesz do Scot's Gap.Potem skręcisz w lewo przedHartburn.Dojdziesz aż do Barras Hall.Na pewno trafisz.Wszędziedookoła jest mur i tylko jedno wejście.Podziękowałam jej i wyszłam.W powietrzu wyczuwało się zapo-wiedz śniegu.Poranny szron na trawie jeszcze nie stopniał.Mijałamciemne lasy, gdzie oszronione gałęzie bezlistnych drzew odcinały sięna tle sosen jak języki płomienia.Nie spotkałam nikogo na drodze.W Cambo ponownie zasięgnęłam języka.Do tej pory prawie cał-kiem już zdarłam buty i nie wiedziałam, ile jeszcze zdołam w nichprzejść.Nawierzchnia była w fatalnym stanie i zanim dotarłam doScot's Gap, zaczęłam utykać.Trochę dalej inna droga, niewiele szerszaniż ścieżka, skręcała na północ pomiędzy wysokimi, ściętymi mrozemżywopłotami.Wkrótce pojawił się mur.Wysoki i gruby, nie do pokonania.Trawaporastała go na dole, a wierzchołek pokrywał mech.Za nim gęstwinadrzew przesłaniała widok.Nie dostrzegłam ani śladu domu.Po lewejwysokie granie odcinały się ostro na płaskim tle nieba.Przeszłam co najmniej trzy kilometry, zanim dotarłam do przerwy wtej długiej ścianie z kamienia.Pomiędzy wysokimi słupami tkwiła za-rdzewiała brama.Za nią zobaczyłam jakiś budynek, z powybijanymioknami, z drzwiami zabitymi deskami.Pchnęłam skrzydło bramy i weszłam do środka.8.Wcale nie śpię, a jednak na jawie śnię o przeszłości.Przede mnąbiegnie długa ścieżka albo podjazd, chociaż z tego miejsca widzę tylkoniewielki fragment.Po obu stronach rosną gęste zimozielone krzewy,tuż przy ścieżce, tworząc nieprzebytą ścianę.Wysokie, bezlistne drzewa52wznoszą się spomiędzy zarośli i przesłaniają niebo.Im dalej od ścieżki,tym wydają się grubsze i bardziej splątane, aż rozpływają się w niewy-razne cienie, przez które nie widzę już nic.Zupełnie jakbym, przechodząc przez bramę, zerwała wszelkie kontak-ty ze światem zewnętrznym, jakby mój wszechświat nagle się skurczyłdo tej wąskiej, odległej, żwirowanej ścieżki, zarośniętej chwastami.Obejrzałam się za siebie.Ciężka brama zamknęła się za mną niedosły-szalnie, jakby działała w zmowie z drzewami i krzewami, żeby po cichuzamknąć i chronić wszystko, co tam trafiło.Chronić, ale także uwięzić.Co dziwne, ta myśl mnie pocieszyła, bo czyż w istocie nie należałosię strzec świata, z którego przybyłam? Mur i brama, które początkowowywarły na mnie takie złowrogie wrażenie, teraz nabrały całkiem inne-go charakteru, jako przedpola fortecy, gdzie - jeśli wszystko dobrzepójdzie - odnajdę wreszcie na powrót bezpieczeństwo, którego mniepozbawiła śmierć ojca.Za tymi wyniosłymi murami zapomnę o nędzy ipodłości tamtej egzystencji.%7łeby tylko tak się stało.Zamknęłam oczy iw duchu zmówiłam modlitwę.%7łeby tylko tak się stało.Najwyrazniej ścieżka była rzadko używana.Niemal ginęła wśródmchu i chwastów.Zaczęłam się obawiać, że Barras Hall okaże sięopuszczony albo zrujnowany.Czy dlatego listy mojej matki pozostałybez odpowiedzi? Drzewa - dęby, buki i jawory - rosły dziko, zaniedba-ne.Przypomniałam sobie wspaniałe stare drzewa w naszym ogrodzie wdomu, nieustannie przycinane i przystrzygane przez naszego ogrodnikaToma, który twierdził, że to konieczne dla ich zdrowia.Tutaj kępkibrudnozielonego mchu i szpecące plamy grzybów przywierały do pni,przeżerając i niszcząc korę.Zauważyłam kilka martwych drzew i jednotrafione przez piorun, które opierało się ciężko na swoim sąsiedzie iprzyginało go do ziemi.Maszerowałam prawie przez pół godziny.Miejscami żwir ustępowałmiejsca kałużom na wpół zamarzniętego błota, przez które brnęłam ztrudnością.Zcieżka ostro skręciła i nagle ujrzałam przed sobą dom w całej oka-załości
[ Pobierz całość w formacie PDF ]