[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Znikło dudniące echokroków odbite od kamiennych ścian, chłodna wilgoć ustąpiłaświeższemu powiewowi, woń stęchlizny nie była już tak wyrazna.Czy tylko to sobie wmawiała, czy też rzeczywiście wyczuwałazmianę intensywności światła?Ktoś ją przytrzymał i stanęli w miejscu.Z oddali dochodziłyjakieś odgłosy.Czy zobaczy jeszcze kiedyś świat na zewnątrz tychprzeklętych tuneli?Usłyszała prowadzoną szeptem rozmowę i nastawiła uszu,chcąc rozpoznać język, jednak rozmawiający stali zbyt daleko.Potem znów ktoś ją popchnął i ruszyła do przodu, potykając się nanierównościach.Po chwili nie miała już wątpliwości.Słychaćbyło odgłosy rozmów, kroków i ruchu ulicznego.Raptowniezmieniła się barwa czerni pod opaską, jakby ktoś rozświetlił nocneniebo fajerwerkami.Odebrała też nieomylny sygnał w postaciuczucia ciepła na skórze.Wyprowadzono ją na nasłonecznionąulicę.Nie wiedziała, co się z nią dzieje, ale i tak poczuła ulgę.Przynajmniej nie zabiją jej w tych tunelach, a jej ciało nie będzie sięrozkładać przy odgłosach psalmów mamrotanych przez rozmodlonekobiety.Jednak chwila optymizmu trwała krótko.Ta sama stalowa dłoń,która wcześniej krępowała jej ręce, teraz chwyciła ją za kark ipchnęła w dół.Jej prześladowca cisnął na nią z taką siłą, jakbychciał ją złamać na pół.Instynktownie stawiła opór i naprężyłamięśnie pleców.Czuła, jak rozezlony napastnik jeszcze bardziejzwiększa nacisk i chwilę pózniej usłyszała rzucone wściekłymszeptem tylko jedno słowo: samochód".A więc o to chodzi! Chcieli ją wtłoczyć na tylne siedzeniesamochodu.Przestała walczyć, poczuła jednak coś na kształt dumy,że zdobyła się na opór.Nic właściwie nie zwojowała, ale i tak czuła,że coś w ten sposób osiągnęła.Choćby to, że wymusiła nanapastnikach przerwanie milczenia, jakie od pierwszej chwilikonsekwentnie utrzymywali.Nie chcieli przy niej mówić, a ona ich dotego zmusiła.To prawda, że padło tylko jedno słowo, ale na początekdobre i to.Było to z jej strony swoistym początkiem negocjacji.Musieli ustąpić, by zapewnić sobie jej współpracę.Jest wprawdziezwiązana i zakneblowana, ale jej zdaniem pierwsza runda wnegocjacjach należała do niej.Wyliczyła, że w samochodzie jest ich co najmniej pięcioro.Czułaobecność dwóch osób, które usiadły z nią z tyłu i wzięły między siebie,prawym kolanem wyczuła wybrzuszenie fotela dla pasażera.Wszyscy nadal zachowywali grobowe milczenie, ale gdy już siedziaław samochodzie, do jej uszu dotarły strzępy rozmowy.Nie wiedziałajednak, czy rozmawiają przypadkowi przechodnie, czy też inniczłonkowie bandy, która urządziła na nią polowanie w podziemiach.Nie miała natomiast wątpliwości co do języka.Rozmawiano poarabsku.Wyliczyła, że jazda nie trwała dłużej niż dziesięć minut, choć znównie była tego pewna i mogło to być zarówno krócej, jak i dużodłużej.Nie tylko nie mogła spojrzeć na zegarek na ręcelub w samochodzie, ale przez to zasłonięcie oczu zupełnie straciłapoczucie czasu.Brzydziła ją bezpośrednia bliskość napastników, wśród których była tego pewna był też ten łajdak, który obmacywał jąwczoraj rano.Siedziała skulona na tylnym siedzeniu i chcąc niechcąc, stykała się z ich nogami, dotykała kolanami ich kolan.Może właśnie jego kolan.Tak bardzo chciałaby ich od siebieodepchnąć, ale miała skrępowane ręce i była zupełnie bezbronna.Przez całe jej ciało przebiegały dreszcze.Poczuła wreszcie, że samochód zwalnia i podskakuje, jakbypokonywał garb na jezdni.Usłyszała szum szyby opuszczanej postronie kierowcy, która chwilę pózniej znów podjechała w górę.Może kierowca musiał się legitymować na jakimś punkciekontrolnym.Czyżby zawiódł ją słuch z tym arabskim? A może mado czynienia z komandem izraelskim, które przekracza punktkontrolny i wiezie ją w rejon Zachodniego Brzegu? Czy tamzrobią z nią to, czego nie odważyli się zrobić na tereniewłaściwego Izraela?Dochodzące z zewnątrz dzwięki znów się zmieniły.Zjechali wdół po pochylni i samochód zdawał się teraz poruszać w po-mieszczeniu zamkniętym.Może przywiezli ją na jakiś podziemnyparking.Przed oczami stanął jej przerażający obraz.Dwa ciałależące w kącie podziemnego parkingu, prawie niedostrzegalne wmroku ledwie rozświetlanym upiornym, zimnym światłemjarzeniówek.Oba martwe, z których jedno było kiedyś nią, drugieUrim.Samochód zatrzymał się i silnik został wyłączony.Usłyszałaotwierające się tylne drzwi i poczuła, jak stalowa dłoń raz jeszczechwytają za kark i wyciąga z samochodu.Tym razem nawet niepróbowała stawiać oporu.Sama też chciała jak najszybciejwydostać się z ciasnego, dusznego wnętrza.Jeśli to był podziemny parking, to długo na nim nie zabawili.Wyglądało na to, że samochód pozostawiono tuż obok jakichśdrzwi, bo po paru krokach znalazła się we wnętrzu i trzymający jąza prawe ramię napastnik poprowadził ją schodami w górę.Potem przeszli jeszcze kilka kroków i Maggie usłyszała zamy-kające się za nią drzwi. Okay.To, że ktoś się głośno odezwał, tak ją zaskoczyło, że niemal niezwróciła uwagi na sam głos.Wiedziała na pewno, że należy domężczyzny, ale właściwie nic ponadto.Co to był za akcent?Wydał jej się akcentem izraelskim i odtworzenie w głowieusłyszanego słowa tylko tę diagnozę potwierdziło.Potem jednakprzymierzyła je do akcentu Palestyńczyków i uznała, że także doniego pasuje.To krótkie słowo mógł właściwie wypowiedziećktokolwiek mówiący z jakimkolwiek akcentem.Zaraz potem zrozumiała, czego to słowo dotyczyło.Byłowyrażeniem zgody na podjęcie działań.Poczuła kilka obmacują-cych ją dłoni.Niektóre gładziły ją po nogach, inne niemalpieszczotliwie błądziły po plecach
[ Pobierz całość w formacie PDF ]