[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- To było takie.teatralne!Odwróciłam się, żeby spojrzeć na Pulpeta, ale był równie zdezorientowany jak ja.- Chyba powinnaś za nim iść - stwierdził.- Co mam mu powiedzieć?Pulpet zmierzył mnie tym swoim spojrzeniem.- Poważnie? Mam ci to jeszcze tłumaczyć?Nie miałam pojęcia, co ma na myśli, ale i tak ruszyłam śladami złości i frustracji, jakiezostawiał za sobą Liam.Minęłam toalety i puste ławy, aż w końcu znalazłam się po drugiejstronie budynku, gdzie teren porastały wysoka dzika trawa oraz drzewa.Stamtąd na pewnonie dojrzelibyśmy go z Betty.Stał do mnie tyłem, oparty o ścianę budynku, z ramionami skrzyżowanymi na piersi.Miał zmierzwione włosy.Wydawało mi się, że stąpam cicho jak myszka, ale kiedy stanęłamza nim, od razu mnie wyczuł.Jego smutek spowijał nas jak mgła, a moja skóra chłonęła gojak gąbka.Poczułam, jak w mojej głowie budzą się niewidzialne palce, rozjuszone niczymdziki kot, który zbyt długo przebywał w klatce.Trzymałam się na dystans.- Lee?- Wszystko w porządku.Wracaj do samochodu.- Jego głos znów przesycony byłsztucznym entuzjazmem.Przykucnął, a po chwili usiadł na ziemi.Ruszyłam się dopiero, gdy wetknął głowęmiędzy kolana, jakby miał właśnie zwrócić całą zawartość żołądka.Długo i uporczywie wpatrywałam się w jego kark - w miejsce, gdzie jego jasne włosyzaczynały się kręcić i gdzie stary siniak znikał za kołnierzem jego koszuli.Uniosłam rękę,żeby odgarnąć miękką tkaninę.Chciałam zobaczyć, jak daleko sięga znamię, oraz to, czyLiam ukrywa jeszcze jakieś dawne rany.Już raz go dotknęłaś, wyszeptał cichy głosik w mojej głowie.Wtedy nic się niewydarzyło.Mimo to cofnęłam się o krok i odsunęłam na bok, żeby nie stać tuż za nim.Dystans.Musiałam zachować dystans.- Masz rację - powiedział cicho.- Nie chcę znalezć Uciekiniera tylko po to, bydostarczyć list Jacka.Nie potrzebuję też jego pomocy w odnalezieniu rodziny.Wiem, gdziesą i jak się z nimi skontaktować, ale nie mogę wrócić do domu.Jeszcze nie teraz.Gdzieś z tyłu usłyszałam, jak przesuwają się drzwi Betty, ale ich dzwięk nie przerwałbezruchu tej chwili.- Dlaczego nie? Twoi rodzice na pewno za tobą tęsknią.Liam objął kolana ramionami, nadal siedząc tyłem do mnie.- Czy Pulpet ci mówił.Czy opowiadał ci cokolwiek o mnie i o Lidze?Chociaż nie mógł tego zobaczyć, potrząsnęłam głową.- Harry, mój ojczym, od razu wiedział, że pojawienie się Ligi Dzieci nie wróży nicdobrego.Mówił, że wykorzystają nas gorzej niż Gray i że nie uronią nawet łzy, jeślipomagając im, zginiemy.Nawet po tym, jak.jak Claire, to była moja młodsza siostra.-odchrząknął - odeszła, próbował mi wytłumaczyć, że niezależnie od tego, jak uparciebędziemy walczyć, nie uda nam się jej odzyskać.Cole dołączył do nich wcześniej iprzyjechał, żeby mnie także zwerbować.Do walki.Jego siostra.Odeszła.Kolejna ofiara OMNI.- Uwierzyłem w to.Byłem wściekły.Nienawidziłem wszystkich i wszystkiego, ale niewiedziałem, jak sobie z tym gniewem poradzić.Byłem z nimi przez kilka tygodni.Trenowałem i pozwalałem, by zrobili ze mnie broń.Kogoś, kto potrafi odebrać życieniewinnej osobie tylko dlatego, że Liga na tym zyskuje, tylko dlatego, że oni tego chcą.Mójbrat był dla mnie jak obcy człowiek.W pokoju trzymał nawet coś, co nazywał tabelą ofiar.Ilekroć udało mu się wypełnić zadanie i zamordować kogoś ważnego, wpisywał tam jegonazwisko.Kiedy przychodziłem do niego po całodziennym treningu, spoglądałem na to imyślałem: Ile z tych osób miało rodziny? Czy były osoby, które ich potrzebowały, tak jak mypotrzebowaliśmy Claire? Jestem pewny, że tak było, Ruby.Ludzie nie są samotnymiwyspami.- Więc uciekłeś.Skinął głową.- Musiałem uciec w trakcie treningu, który odbywał się na wolnym powietrzu.Próbowałem wrócić do Harryego i mamy i wtedy schwytało mnie SSP.- Odwrócił się wkońcu, by na mnie spojrzeć.- Nie mogę do nich pojechać.Jeszcze nie teraz.Muszę na tozasłużyć.Muszę wszystko naprawić.- O czym ty mówisz?- Kiedy współpracowałem jeszcze z Ligą, zrozumiałem, że tylko my sami możemysobie pomóc, więc kiedy wymyśliłem sposób, żeby wydostać się z Caledonii.- urwał, a pochwili powiedział: - To było okropne.Okropne.Zawiodłem ich, a przecież obiecałem im, żewszystko się uda.Dlaczego więc.- Słowa uwięzły mu w gardle
[ Pobierz całość w formacie PDF ]