[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.RozglÄ…daÅ‚ siÄ™ z przerażeniem po pustym sklepie.SzukaÅ‚ subiektów.Ale ciciemni i ruói anioÅ‚owie dokÄ…dÅ› odlecieli.PozostaÅ‚ on sam tylko, w trwoóe przed tÅ‚u-mami, które wnet miaÅ‚y zalać ciszÄ™ sklepu plÄ…drujÄ…cÄ… haÅ‚aÅ›liwÄ… rzeszÄ… i rozebrać mięóysiebie, rozlicytować caÅ‚Ä… tÄ™ bogatÄ… jesieÅ„, od lat zbieranÄ… w wielkim zacisznym spichlerzu.³³³cukry óiÅ›: cukierki.³³t cyn olia cienka folia z walcowanej cyny, materiaÅ‚ ozdobny.³³u andrut typ wafelka.³³v wiszary (poet.) urwiska a.roÅ›linność czepiajÄ…ca siÄ™ kamieni.no sc lz Sklepy cynamonowe (zbiór) 45Góie byli subiekci? Góie byÅ‚y te uroóiwe cheruby, majÄ…ce bronić ciemnych, su-kiennych szaÅ„ców³³w ? Ojciec podejrzewaÅ‚ bolesnÄ… myÅ›lÄ…, że oto grzeszÄ… góieÅ› w gÅ‚Ä™bidomu z córami luói.StojÄ…c nieruchomy i peÅ‚en troski, z bÅ‚yszczÄ…cymi oczyma w jasnejciszy sklepu, czuÅ‚ wewnÄ™trznym sÅ‚uchem, co óiaÅ‚o siÄ™ w gÅ‚Ä™bi domu, w tylnych komo-rach wielkiej kolorowej tej latarni.Dom otwieraÅ‚ siÄ™ przed nim, izba za izbÄ…, komora zakomorÄ…, jak dom z kart, i wióiaÅ‚ gonitwÄ™ subiektów za AdelÄ… przez wszystkie puste i ja-sno oÅ›wietlone pokoje, schodami na dół, schodami do góry, aż wymknęła siÄ™ im i wpadÅ‚ado jasnej kuchni, góie zabarykadowaÅ‚a siÄ™ kuchennym kredensem.Tam staÅ‚a zdyszana, bÅ‚yszczÄ…ca i rozbawiona, trzepocÄ…ca z uÅ›miechem wielkimi rzÄ™-sami.Subiekci chichotali, przykucniÄ™ci pode drzwiami.Okno kuchni otwarte byÅ‚o nawielkÄ…, czarnÄ… noc, peÅ‚nÄ… rojeÅ„ i splÄ…tania.Czarne, uchylone szyby pÅ‚onęły refleksem da-lekiej iluminacji.BÅ‚yszczÄ…ce garnki i butle staÅ‚y nieruchomo dokoÅ‚a i lÅ›niÅ‚y w ciszy tÅ‚ustÄ…polewÄ….Adela wychylaÅ‚a ostrożnie przez okno swÄ… kolorowÄ…, szminkowanÄ… twarz z trze-pocÄ…cymi oczyma.SzukaÅ‚a subiektów na ciemnym podwórzu, pewna ich zasaóki.I otoujrzaÅ‚a ich, jak wÄ™drowali ostrożnie, gÄ™siego, po wÄ…skim gzymsie podokiennym wzdÅ‚użTÅ‚um, Handel, KoniecÅ›ciany piÄ™tra, czerwonej odblaskiem dalekiej iluminacji, i skradali siÄ™ do okna.OjciecÅ›wiatakrzyknÄ…Å‚ z gniewu i rozpaczy, ale w tej chwili gwar gÅ‚osów staÅ‚ siÄ™ caÅ‚kiem bliski i naglejasne okna sklepu zaludniÅ‚y siÄ™ bliskimi twarzami, wykrzywionymi Å›miechem, rozgada-nymi twarzami, które pÅ‚aszczyÅ‚y nosy na lÅ›niÄ…cych szybach.Ojciec staÅ‚ siÄ™ purpurowyze wzburzenia i wskoczyÅ‚ na ladÄ™.I kiedy tÅ‚um szturmem zdobywaÅ‚ tÄ™ twieróę i wkra-czaÅ‚ haÅ‚aÅ›liwÄ… ciżbÄ… do sklepu, ojciec mój jednym skokiem wspiÄ…Å‚ siÄ™ na półki z suknemi, uwisÅ‚y wysoko nad tÅ‚umem, dÄ…Å‚ z caÅ‚ej siÅ‚y w wielki puzon z rogu i trÄ…biÅ‚ na alarm.Ale sklepienie nie zapeÅ‚niÅ‚o siÄ™ szumem aniołów, Å›pieszÄ…cych na pomoc, a zamiast tegokażdemu jÄ™kowi trÄ…by odpowiadaÅ‚ wielki, rozeÅ›miany chór tÅ‚umu.Handel, Prorok Jakubie, handlować! Jakubie, sprzedawać! woÅ‚ali wszyscy, a woÅ‚anie to, wciążpowtarzane, rytmizowaÅ‚o siÄ™ w chórze i przechoóiÅ‚o powoli w melodiÄ™ reÊîenu, Å›piewanÄ…przez wszystkie gardÅ‚a.Wtedy mój ojciec daÅ‚ za wygranÄ…, zeskoczyÅ‚ z wysokiego gzymsu,i ruszyÅ‚ z krzykiem ku barykadom sukna.Wyolbrzymiony gniewem, z gÅ‚owÄ… spÄ™czniaÅ‚Ä…w pięść purpurowÄ…, wbiegÅ‚, jak walczÄ…cy prorok, na szaÅ„ce sukienne i jÄ…Å‚³³x przeciwkonim szaleć.WpieraÅ‚ siÄ™ caÅ‚ym ciaÅ‚em w potężne bale weÅ‚ny i wyważaÅ‚ je z osady, podsuwaÅ‚siÄ™ pod ogromne postawy sukna i unosiÅ‚ je na zgarbionych barach, by z wysokoÅ›ci galeriistrÄ…cać je na ladÄ™ z gÅ‚uchym Å‚omotem.Bale leciaÅ‚y, rozw3ajÄ…c siÄ™ z Å‚opotem w powie-trzu w ogromne chorÄ…gwie, puÅ‚ki wybuchaÅ‚y zewszÄ…d wybuchami draperii, wodospadamisukna, jak pod uderzeniem Mojżeszowej laski.Tak wylewaÅ‚y siÄ™ zapasy szaf, wymiotowaÅ‚y gwaÅ‚townie, pÅ‚ynęły szerokimi rzekami.WypÅ‚ywaÅ‚a barwna treść półek, rosÅ‚a, mnożyÅ‚a siÄ™ i zalewaÅ‚a wszystkie lady i stoÅ‚y.Zciany sklepu znikÅ‚y pod potężnymi formacjami tej sukiennej kosmogonii, pod tymipasmami górskimi, piÄ™trzÄ…cymi siÄ™ w potężnych masywach.OtwieraÅ‚y siÄ™ szerokie dolinywÅ›ród zboczy górskich i wÅ›ród szerokiego patosu wyżyn grzmiaÅ‚y linie kontynentów.PrzestrzeÅ„ sklepu rozszerzyÅ‚a siÄ™ w panoramÄ™ jesiennego krajobrazu, peÅ‚nÄ… jezior i dali,a na tle tej scenerii ojciec wÄ™drowaÅ‚ wÅ›ród faÅ‚d i dolin fantastycznego Kanaanu, wÄ™drowaÅ‚wielkimi krokami, z rÄ™koma rozkrzyżowanymi proroczo w chmurach, i ksztaÅ‚towaÅ‚ rajuderzeniami natchnienia.A u doÅ‚u, u stóp tego Synaju, wyrosÅ‚ego z gniewu ojca, gestykulowaÅ‚ lud, zÅ‚orzeczyÅ‚i czciÅ‚ Baala, i handlowaÅ‚.Nabierali peÅ‚ne rÄ™ce miÄ™kkich faÅ‚d, drapowali siÄ™ w kolorowesukna, ow3ali w zaimprowizowane domina³³y i pÅ‚aszcze i gadali bezÅ‚adnie a obficie.Mój ojciec wyrastaÅ‚ nagle nad tymi grupami kupczÄ…cych, wydÅ‚użony gniewem, i gro-miÅ‚ z wysoka baÅ‚wochwalców potężnym sÅ‚owem.Potem, ponoszony rozpaczÄ…, wspinaÅ‚siÄ™ na wysokie galerie szaf, biegÅ‚ obÅ‚Ä™dnie po bantach³t p półek, po dudniÄ…cych deskachogoÅ‚oconych rusztowaÅ„, Å›cigany przez obrazy bezwstydnej rozpusty, którÄ… przeczuwaÅ‚za plecami gÅ‚Ä™bi domu.Subiekci dosiÄ™gli wÅ‚aÅ›nie żelaznego balkonu na wysokoÅ›ci oknai wczepieni w balustradÄ™, pochwycili wpół AdelÄ™ i wyciÄ…gnÄ™li jÄ… przez okno, trzepocÄ…cÄ…oczyma i wlokÄ…cÄ… za sobÄ… smukÅ‚e nogi w jedwabnych poÅ„czochach.³³w szaniec ziemne umocnienie obronne.³³x j (daw.) zacząć.³³y domino roóaj pÅ‚aszcza z kapturem.³t p bant tu: wspornik zwiÄ™kszajÄ…cy wytrzymaÅ‚ość półek.no sc lz Sklepy cynamonowe (zbiór) 46Handel, GrzechGdy ojciec mój, przerażony ohydÄ… grzechu, wrastaÅ‚ gniewem swych gestów w prozÄ™krajobrazu, w dole beztroski lud Baala oddawaÅ‚ siÄ™ wyuzdanej wesoÅ‚oÅ›ci.JakaÅ› paro-dystyczna pasja, jakaÅ› zaraza Å›miechu opanowaÅ‚a tÄ™ gawiedz³t ¹.Jakże można byÅ‚o żądaćpowagi od nich, od tego ludu koÅ‚atek i óiadków do orzechów! Jak można byÅ‚o żądaćzrozumienia dla wielkich trosk ojca od tych mÅ‚ynków, mielÄ…cych bezustannie kolorowÄ…miazgÄ™ słów! GÅ‚usi na gromy proroczego gniewu, przykucali ci handlarze w jedwabnychbekieszach³t ² maÅ‚ymi kupkami dookoÅ‚a sfaÅ‚dowanych gór materii, roztrzÄ…sajÄ…c gadatli-wie wÅ›ród Å›miechu zalety towaru
[ Pobierz całość w formacie PDF ]