[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Daj mi spokój, Hannah.Nie spotykam się z nastolatkami.- Ale prawie jedną pocałowałeś - wyszeptała Hannah.- Miałem nadzieję, że tego nie zauważyłaś.Nie mógł oderwać od niej wzroku.Obydwoje wybuchnęli śmiechem.- Więc co teraz zrobimy?- Czekamy.tak, jak robiłem to do tej pory.- To, co robiłeś, nazywasz czekaniem?Na początku Martin nie chciał angażować się w związek z tak młodądziewczyną.Potem tłumaczył sobie, że musi pozwolić jej dojść do siebiepo rozstaniu z Paulem.Nie mógł jednak zniszczyć tego, co się terazmiędzy nimi wydarzyło.To nie był czas na przesadną szczerość.Wyciągnął z kieszeni bony do restauracji i podał je jej.- Lepiej ty się nimi zajmij.Rozdział 26Z okna w biurze Paula rozciągał się widok na ponure niebo, którewydawało się nieskończone.Bezkres ten zakłócał jedynie rysunekwątłych koron drzew.Niedawno przyszła zima, a od zakończeniaobchodów świąt Bożego Narodzenia nie minęło wiele czasu.Mimo toPaul miał już dosyć wszechobecnej szarości i zupełnie nie cieszył się namyśl o zbliżającym się nowym roku - mimo że zdawał sobie sprawę, iżpowinien wykazać przy tej okazji trochę entuzjazmu.Żył w wolnymkraju, miał kochającą rodzinę, pod dostatkiem jedzenia oraz obiecującystaż w Lepszej Drodze.Od dwóch lat czuł jednak wielką pustkę podczasŚwięta Dziękczynienia i świąt Bożego Narodzenia.Myślami wracał doczasów, kiedy ich związek z Hannah miał rzeczywisty wymiar.Hannah opuściła ich dwadzieścia dwa miesiące temu - od tego czasużył myślą ojej powrocie.Nadzieja ta towarzyszyła mu każdego dnia.Rozumiał, że to może za wcześnie na powrót, ale zastanawiał się,dlaczego nawet nie zadzwoniła.Tego nie mógł pojąć.Zmarnował swojąszansę.Nie miał co do tego żadnych wątpliwości.Czasami, kiedyczłowiek podejmie w życiu złą decyzję, drugi raz już nie dane mu jestpróbować.Ale gdyby chociaż raz się odezwała, może udałoby się jeszczewszystko naprawić.Rozmyślając i patrząc przez okno, zauważył sylwetkę oddaloną ojakieś sto metrów.Wytężył wzrok.Wyglądała jak amiszka lub menonitkai krążyła po pobliskim zagajniku.Analizując jej ruch, starał się odgadnąć,co robi.Najprawdopodobniej zbierała chrust.Obok niej o drzewo opartybył rower.Paul odchylił się w fotelu i powrócił do swoich rozmyślań.Studia magisterskie oraz staże wiele mu dawały, dzięki nim mógł teżprzestać myśleć o Hannah.Praca w Lepszej Drodze zapewniała mu wielesatysfakcji, dlatego na stałe pomagał im jako wolontariusz.Instytucję tęprowadziła niezależna, ekumeniczna organizacja chrześcijańska, którastarała się realizować ideę pomocy ludziom bez względu na wiek, rasęczy wyznanie.Wszyscy, którzy zwracali się do Lepszej Drogi, mogliliczyć na to, że ktoś ich wysłucha, nakarmi i przyodzieje.Na miejscuznajdowało się trzydzieści łóżek, a pomoc niesiono w oparciu okilkanaście specjalnie przygotowanych programów.Paul najbardziejlubił uczestniczyć w programie opieki nad uczniami po zajęciachlekcyjnych.Najlepsze w tej pracy było to, że pod koniec każdego dniajechali do Owls Perch.Nieznajoma przeniosła naręcze patyków, po czym wrzuciła je dorowu.Wydało mu się to dość dziwne.Chcąc bliżej się temu przyjrzeć,wstał z fotela.Kiedy wyjrzał przez okno, kobieta odwróciła się i spojrzaławprost na niego.- Sarah?To niemożliwe.Nie oddaliłaby się tak bardzo od domu.Na zewnątrztemperatura zbliżała się do zera.Paul chwycił płaszcz, zszedł poschodach i wyszedł z budynku.Przebiegł truchtem przez drogę, po czymdotarł do lasu.Zniknęła.Rozglądając się, zawołał:- Sarah?Po kilku chwilach wyłoniła się zza drzewa.Jej twarz nie zdradzałażadnych emocji - próżno było szukać na niej uśmiechu, strachu czyjakiejkolwiek oznaki, że go rozpoznaje.- Sarah, co ty tutaj robisz?Zrobiła krok w kierunku drogi, nie odwracając się do niego.- Widziałeś ją? Paul stał osłupiały.- Ona tu wróci.Dokładnie tu.Wskazała budynek misji.- Jak tu trafiłaś?- Zobaczyłam ten dom we śnie.W środku była Hannah.Wyglądałaprzez okno.Sarah uśmiechnęła się i wskazała jedyny pokój, który pozostawałpusty.- Dlatego postanowiłam odnaleźć to miejsce.Oto i ono.Wyglądałaprzez okno, ponieważ się mnie spodziewała.Kochała cię, ale o tym niewiedziałeś.Tak będzie.Zobaczysz.Paul wiedział, że Sarah nie musiała śnić o tym miejscu, by wiedzieć ojego istnieniu.Przechodziła tędy dziesiątki razy, a Luke i Mary zpewnością jej wspominali, że właśnie w tym domu pracuje ich siostra.To,że wyobraziła sobie, iż Hannah przebywa właśnie tutaj, było zupełnienaturalne.Nie można tego nazwać urojeniem - po prostu wszystko jej siępomieszało.- Sarah, posłuchaj mnie.Masz teraz osiemnaście lat.Jeśli zdecydujeszsię opuścić dom i poszukać pomocy lekarskiej, nie będziesz musiałatłumaczyć się przed ojcem ani w ogóle tam wracać.W misji możnaporozmawiać z psychologiem.Wiedział, że Sarah powinna zwrócić się do kogoś innego niż on, dokogoś, z kim nie będzie związana jakimikolwiek uczuciami, doczłowieka, który samym swoim istnieniem nie wzbudzałby skrajnychemocji w jej wspólnocie.- Doktor Stone przyjeżdża tu raz w tygodniu.Mógłby ci pomóc.Sarah spojrzała na niego pustym wzrokiem.- Daed spalił listy, które Hannah napisała, zanim porzuciła OwlsPerch.Napisała do mnie list, a on go spalił.Ale władza nie należy tylkodo Daeda.Sięgnęła do ukrytej kieszeni w swoim fartuchu i wyjęła pudełkozapałek.Okazało się, że nie zbierała chrustu bez celu.Teraz uformowana przeznią sterta płonęła.- Chodźmy do środka, zobaczę, czy uda mi się dodzwonić do doktoraStonea.- Krążą plotki, że jestem szalona.Przez pewien czas byłam nawetskłonna w to uwierzyć, ale wtedy uświadomiłam sobie, że ja naprawdęwidzę te wszystkie rzeczy.Poczekaj.Przekonasz się, że mówiłamprawdę.Hannah się tu zjawi.Sarah wskazała raz jeszcze pusty pokój w budynku misji.- Zobaczysz ją, ale nie będziesz jej widział.Przechyliła głowę,uporczywie się w niego wpatrując.- Oto prawdziwy problem, czyż nie? Widzimy ludzi, ale wrzeczywistości oni nie ukazują się naszym oczom.- Zamachała do niego iruszyła przed siebie.Po chwili stanęła i odwróciła się.Zamachała doniego, po czym zaczęła biec.Nagle raz jeszcze się zatrzymała i znowuodwróciła
[ Pobierz całość w formacie PDF ]