[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Nie zdawała sobie sprawy, że zasnęła, dopókiLena nie potrząsnęła ją za ramię.- Teraz możesz iść do basenu, pani.Raj obserwował Angielkę przez szybę.Pomyślał,że jest nawet piękniejsza, niż podejrzewał.Jej mokrewłosy spływały złotymi pasmami na smukłe plecy.Jest211zbyt szczupła, pomyślał, gdy się odwróciła; dostrzegłjej biały, plaski brzuch i zbyt wystające żebra.Jednakjej piersi były jędrne i pełne, a pośladki okrągłei kształtne.Na Allacha, była śliczna.Uśmiechnął sięna myśl o minie swojego pana, gdy ten znowu zobaczydziewczynę.Zauważył, że w drzwiach stanęła AleksandryjkaElena.- Jesteś różowa i biała, jak maciora - powiedziała drwiącym tonem.- Panu się to nie spodoba.Arabella uniosła głowę.- Eleno - powiedziała cicho, zanurzając nogiw chłodnej wodzie.- Nie chcę twojego pana.Zapewniam cię, że marnujesz na mnie swoją złość.Jestem tuwbrew mojej woli i twój drogi pan umrze, jeśli spróbuje mnie dotknąć.Czy wyrażam się dostatecznie jasno?- Jesteś zwykłą niewolnicą! Mój pan może zrobićz tobą, co mu się podoba.- Nie, nie może, Eleno.Nie jestem niewolnicą.Daruj sobie tę zazdrość.- Rozkazujesz mi, ty chuda krowo?Arabella westchnęła.- Jesteś nudna, Eleno.Nie czekając na odpowiedz, Arabella zanurzyłasię w basenie i zanurkowała.Raj miał ochotę się roześmiać, widząc, jak zmienia się twarz Eleny.W końcu udało jej się odzyskaćpanowanie nad sobą, wzruszyła teatralnie ramionamii wyszła z komnaty.Arabella zapomniała o wstydzie.Naga, leżała nabrzuchu i pozwoliła, by Lena wcierała jej w plecy i nogi cieple olejki.Potem rozczesała jej włosy.- Jak długo tu jesteś, Leno? - spytała Arabella.- Ja, pani? Zostałam porwana z etiopskiej wioski,kiedy byłam małą dziewczynką.Moja matka była212piękna i handlarz niewolników chyba myślał, że będędo niej podobna, gdy dorosnę.Ale nie jestem.Mieszkam tu już od dziewięciu lat.Jesteś piękna, pani - Lena zmieniła temat.- Pan będzie z ciebie bardzo zadowolony.Ale musisz przytyć.- Nie jestem niewolnicą.A to zwierzę nie jestmoim panem.Lena wyglądała na przestraszoną.- Proszę, pani, musisz uważać na to, co mówisz.Kobiecie nie wolno mówić takich rzeczy.- Ach, więc mam iść na rzez, jak potulne cielę.Na twarz Arabelli padł cień.Otworzyła oczy i zobaczyła stojącego nad nią Raja.Zaskoczona, chwyciła ręcznik i owinęła się nim.Raj kiwnął głową do Leny i ta szybko wyszłaz komnaty.- Pani, wybacz, że cię zawstydziłem, ale naszezwyczaje są.inne.Nie musisz się przy mnie okrywać.- %7ładen mężczyzna nie widział mnie nigdy nagiej- odparła Arabella.To było dość niespodziewane wyznanie.- Jesteś dziewicą?- Tak.- Więc moje przypuszczenia się sprawdziły.Byćmoże pózniej pan każe mi cię zbadać.- Co masz na myśli?- Muszę sprawdzać, czy żaden nasz nowy nabyteknie jest chory.No i stwierdzić, czy dziewczyna jestdziewicą.Arabella zarumieniła się.- Chciałabym się ubrać - powiedziała, nie patrzącna mężczyznę.- Wybrałem dla ciebie ubrania.Chodz.Chwilę pózniej Arabella, wciąż owinięta w ręcznik, powiedziała:213- Nie założę tych.welonów!- A więc chcesz stanąć przed jego wysokościąowinięta w ręcznik? Jesteś bardzo piękna, pani, a panlubi piękne kobiety.Dostrzegł w jej oczach strach, ale wyprostowałaramiona i powiedziała zdecydowanie:- Mnie nie dotknie, Raj.Raj milczał przez dłuższą chwilę.Domyślał się, żejak tylko Kamal zobaczy Angielkę z pięknymi złotymiwłosami, odzianą jedynie w welony, zapragnie jej.Wiedział, że dziewczyna będzie się opierać.Dziwne,że matka Kamala nazwała ją dziwką.Zważając na słowa, powiedział:- To zależy od ciebie, pani.Jesteś inna niż resztadziewcząt w haremie jego wysokości.I to jest twój atut.Podał jej delikatne bolerko, pięknie haftowanemałymi perłami, i przezroczyste, błękitne spodniez jedwabiu.Ruchem ręki wskazał na jasnoniebieskieskórzane pantofle.- Wsuń je szybko.Jego wysokość chce zjeść z tobą kolację.ROZDZI AA 17Gęsta poranna mgła rozciągnęła się nad ZatokąNeapolitańską, ukrywając żagle Maleka".Adam stałna nadbudówce, usiłując dostrzec znikający brzeg.Czuł się dziwnie spokojny teraz, gdy odpłynęli i nie było już powrotu, chociaż wiedział, że być może ryzykuje życie dla siostry.Odrzucił myśl, że być może Arabel-la już nie żyje.Nie, powtarzał sobie, Arabelli nie byłopisane umrzeć, bo inaczej zabito by ją już w Neapolu.Pomyślał o Raynie i uśmiechnął się, wyobrażając sobie214jej gęste włosy, okalające śliczną twarzyczkę, jej ustamokre od jego pocałunków.Uśmiechała się do niego,gdy opuszczał ogród jej ojca.Przeciągnął ręką po wilgotnych od mgły włosach.Był zmęczony.- Odpocznij, panie.Nic więcej nie można zrobić.Odwrócił się i pokiwał do Daniela.- Tydzień - powiedział.- Minie tydzień, zanimsię dowiemy, co się stało z moją siostrą.- A więc będziesz się gryzł i zamartwiał, zamiast.- Dobrze - powiedział Adam, unosząc dłoń z rezygnacją.- Kapitan oddał ci kabinę pierwszego oficera.Jest niewielka, ale wygodna.Nikt nie będzie ci tamprzeszkadzać.- Spędzę w tej przeklętej kabinie wystarczającodużo czasu - powiedział Adam.- Tymczasem odpocznę na pokładzie.- Usiadł na zwoju lin i oparł głowęna ramieniu, ale nie zasnął, dopóki Neapol nie zniknął za horyzontem.- Panie.Adam ocknął się, uniósł głowę i spojrzał na kapitana Alvareza, wysokiego, szczupłego mężczyznę,który ukrywał łysinę pod niemodną białą peruką.- Spałeś cały dzień, panie.Pomyślałem, że możechciałbyś odświeżyć się przed posiłkiem.Adam rozmasował zdrętwiałe mięśnie karkui wstał.Zadrżał i uświadomił sobie, że słońce już zachodziło, a wieczorne powietrze przenikało przez jego ubranie.- Będę gotowy za godzinę, sir - odezwał się.Zerknął w górę na wybrzuszone żagle.- Mamy dobrywiatr.215- Małek" to dobry statek.Jeśli wiatr się utrzyma,dotrzemy do Oranu, zanim znudzi ci się moja paskudna facjata.- Roześmiał się z własnego żartu i poklepał się po peruce.- A może zanim złapiesz wszy, które mieszkają na mojej głowie.Adam uśmiechnął się, myśląc cierpko, że kapitanmógł pozwolić sobie na bycie przyjacielskim w zamianza to całe złoto, które od niego wyciągnął za zawrócenie statku do Oranu.Zszedł z nadbudówki, czując sięrównie pewnie na kołyszącym statku, jak na lądzie,tak samo jak jego matka. Malek" był trzymaszto-wym, handlowym statkiem hiszpańskim wiozącymmnóstwo włoskich towarów, które miały dotrzeć doKadyksu.Adam podejrzewał, że kapitan i tak miał zamiar przybić do portu w Oranie, ale za bardzo mu sięspieszyło, żeby się z nim targować.Zastanawiał się, ilezapłaciła mu hrabina.Zszedł pod pokład do swojej kabiny.Gdy otworzył drzwi, zmrużył podejrzliwie oczy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]