[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Nie jesteś taka niechętna.- W jego głosie dzwięczała pewność, jakby znał jej sny.- Poza tym nie doceniasz swojego powabu.Przyciągnął ją do siebie.Próbowała się odsunąć, ale Adrian za mocno przycisnął jądo swojego muskularnego ciała.Był tak blisko.Wystarczyło zrzucić kaptur, a wypu-ściłby ją z odrazą.Nie mogła uwolnić rąk - były uwięzione między ich ciałami.Tymcza-sem on sięgnął wolną ręką ku jej twarzy.- Nie zrobi pan tego.- Już od pewnego czasu chciałem to zrobić, panno Spenser.RLTZsunął kaptur z głowy Charlotte i pocałował ją w usta.Do świadomości Liny dotarł dzwięk przypominający krakanie ptaka, kawki, a mo-że wrony.Otworzyła oczy i zrozumiała, że zasnęła obok leżanki Monty'ego.Siedziała napodłodze, z głową opartą na ramionach, a Monty spał i nie przeszkadzało mu owo kraka-nie.- Uhm.Uhm.To nie było krakanie.Ktoś chrząknął.To pewnie Dodson, który przyniósł herbatę igrzanki, pomyślała, wciąż rozespana.Gdy po chwili odwróciła głowę, przekonała się, żeto nie kamerdyner.Tego mężczyzny w czarnym, niemal żałobnym ubraniu i w zgrzebnejbiałej lnianej koszuli wcześniej nie widziała.Nie miał żadnych ozdób - koronek czy bi-żuterii - i patrzył na nią z góry.Na jego twarzy malowało się potępienie.Lina, która ob-nosiła się ze swoim brakiem wstydu, niespodziewanie się zaczerwieniła.Kiedy zobaczył, że zaczęła się podnosić, wyciągnął rękę, by jej pomóc wstać.Za-mierzała go zignorować, ale zdrętwiałe nogi odmówiły jej posłuszeństwa, więc ujęła jegosilną dłoń.- Czy Montague przeszedł na katolicyzm, nic mi o tym nie mówiąc, czy jest paniuczestniczką jego bluznierczych praktyk?Lina wciąż miała na głowie zakonny kornet, w tej chwili przekrzywiony.Zerwałago i długie czarne włosy rozsypały się na ramiona.- Jestem uczestniczką jego bluznierczych praktyk - oznajmiła zimnym tonem, są-dząc, że speszy nieznajomego.Kto mu dał prawo osądzania jej? Był tylko zwykłym pastorem.Jednak jej odpowiedz nie zrobiła na nim wrażenia.Był niemłody - może bliskoczterdziestki, sądząc po głębokich bruzdach, którymi poorana była jego twarz.Zresztądość przystojna, z ciemnymi brązowymi oczami, prostym nosem, wydatnymi kośćmi po-liczkowymi i wyrazistymi ustami, które u kogoś innego można by określić jako zmysło-we.U kogoś innego, ale nie u duchownego.- Pan musi być nowym proboszczem.RLT- Bardzo pani spostrzegawcza.Jestem wielebny Simon Pagett, przyjechałem, abyobjąć tutejszą parafię.- Spojrzał na śpiącego Montague'a.- On nie żyje?- Co za bzdura! Jak pan może o to pytać?- Simon nigdy nie owijał w bawełnę, zawsze walił prawdę prosto z mostu - rozległsię głos Montague'a.- Przykro mi, że cię rozczaruję, ale jeszcze nie wyciągnąłem nóg.- To znaczy, że ciągle jeszcze można uratować twoją duszę.- Pastor spojrzał su-rowo na Linę.- I duszę tej ladacznicy również.Lina oniemiała, natomiast Monty roześmiał się.- Wiesz równie dobrze jak ja, Simonie, że tak bardzo się nie zmieniłem.Moje la-dacznice są męskiego rodzaju.Lina jest najlepszą przyjaciółką i będę ci wdzięczny, jeśliprzestaniesz ją obrażać.- Przyjaciółką z sąsiedniego zakonu, bez wątpienia.- Uważaj, co mówisz, Simonie.To jest lady Whitmore.Wiem, że znajdzie się z półtuzina jej wielbicieli, którzy chętnie staną w obronie jej honoru przed twoim pruderyj-nym osądem.- A gdzie te pół tuzina obrońców, Monty? - zapytał Simon.- Widziałem przed do-mem powozy, ale dom wydaje się pusty.Gdzie jest to całe twoje rozwiązłe towarzystwo?- W ruinach opactwa.Kazałem je odnowić i urządzić ogrody.Wyszło niezle, choćwątpię, czy byłbyś w stanie docenić czysto ludzki urok tego miejsca.Byłbyś zgorszony.- Od lat nie masz mnie już czym zgorszyć, mimo to ciągle próbujesz.Od jak dawnachorujesz?- Trzeba się namęczyć, aby dać się zabić chorobie.Nie wiem, jak długo choruję,nie zwracam na to uwagi.- I dlatego doprowadziłeś się do takiego stanu.Nie możesz dłużej igrać z własnymzdrowiem.- Nie potrafię inaczej.Miałeś przyjechać dopiero po wyjezdzie moich gości.Nie-stety, dzięki ingerencji Dodsona, zjawiłeś się w najbardziej niefortunnym momencie.- Przykro mi - rzekł z przekąsem Simon.- Przypuśćmy, że to prawda
[ Pobierz całość w formacie PDF ]