[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.I ciepła, które promieniowało od tego mężczyzny.Po ostatniej modlitwie, w której zwrócono się do Boga, by zlitował się nad zagubionymi duszami, Felicjan ujął dłoń Klary.Poczułana przemian zimno i gorąco, gdy palcem wskazującym drugiej rękiniezwykle delikatnie narysował na jej dłoni małe kółeczko, a pośrodku niego krzyż, mówiąc przyciszonym głosem: - To jest inny znakkrzyża, Klaro, krzyż katarów, jeśli tak wolisz.Symbolizuje on ziemię, wodę, powietrze i ogień.To jest prawdziwy krzyż, a nie ten rzymski, na którym Jezus umarł męczeńską śmiercią i który wznieśli dlaniego wrogowie! Sam Pan Bóg musi pałać nienawiścią do tego krzyża i z pewnością go nie uznaje.W każdym, kto kocha Boga, winienon budzić odrazę, gdyż symbolizuje straszliwe cierpienie.Klara nie w pełni wiedziała, co się z nią dzieje.Wiedziała tylko,że modlitwy i rozmowy z tymi osobliwymi ludzmi, heretykami,w wilgotnym podziemiu nad Sekwaną poruszyły w niej jakąś nieznaną strunę i jej myśli zaczęły krążyć wokół czegoś większego niż desperacka miłość do człowieka, który nigdy nie zabiegał o jej względyW końcu, gdy już odzyskała panowanie nad sobą i opadły emocje, musiała przyznać sama przed sobą, że całymi latami goniła zaułudą, za miłością, która nią nie była.Znajomość z hrabią Szampanii nie była zródłem wzniosłych doznań, powołała tylko do życiawyobrażenie Tybalda, które - podobnie jak jego rzekome uczucia- istniały wyłącznie w jej wyobrazni.Widział w niej jedynie przyjaciółkę; zrozumiawszy to, Klara przeżyła ogromny wstrząs.Z jego strony nie było niedomówień, od początku traktował ją jak przyjaciół-- 5 7 -kę, jedną z wielu.Jak towarzysza, z którym dzielił dobre i złe chwile.Ale nie wszystkie - i nie wszystko.A już z pewnością nie swoje serce.Z niezwykłą lekkomyślnością oszukiwała samą siebie w kwestii prawdziwej natury ich związku.I nagle znalazła się wśród ludzi, którzy otwarcie mówili o wszystkim, co ich poruszało, o bólu, jaki odczuwali, o trudnym do zniesienia, paraliżującym lęku, i którzy snuli rozważania, jaki sens nadają życiu wszechobecne cierpienie i troski.Jak nic nieznaczący byłw porównaniu z tym jej własny ból z powodu nieodwzajemnionej,wymyślonej miłości!W Klarę wstąpiło nowe życie.- Dusza ludzka jest zbuntowanym duchem, wygnanym na początku świata z nieba, który tam powróci, gdy tylko rozpozna swąprawdziwą naturę - nauczano w ciemnej piwnicy.Nie rozumiała tego zdania, ale towarzyszyło jej ono przez całynastępny dzień.Zupełnie, jakby te słowa kazały jej przypomniećsobie coś, co wprawdzie należało już do odległej przeszłości, ale comusiała przywołać z pamięci, gdyż miało ogromne znaczenie dla jejdalszego życia, dla jej przyszłości.Zasłyszane zdanie niosło ze sobąobietnicę, nadzieję na nowe jutro.Poprosi Felicjana, aby ją pouczył, przekazał jej swoją wiedzę natemat tego ekscytującego, nieznanego świata, który tak nagle wtargnąłw jej życie, wzburzył wszystkie uczucia i myśli i poruszył jej duszę.Na myśl, że już tego wieczoru dowie się więcej o tym niezwykłym świecie, jej serce przepełniła radość.Felicjan miał czekać nanią przy rozetowym oknie powstającej katedry.Przyrzekła mu, żeprzyjdzie, jeśli tylko uda jej się po raz kolejny wykraść.Wykraść.Uczynić coś zakazanego.Ależ nie, to przecież nie mogli być prawdziwi kacerze! Ostatecznie Felicjan modlił się do tego samego Boga co królewski dwór.Byłgłęboko wierzący.Dobry człowiek, który pomógł jej w potrzebie- 5 8 -i z pewnością nie oczekiwał za to wynagrodzenia w postaci klejnotów czy miłosnych pieśni.Wszystkie te myśli sprawiły, że omal nie umknęły jej pożegnalnesłowa Tybalda:W twych oczu morzu szarymz radością bym zatonął,niegodnym jest wszak tego,zbyt jesteś oddaloną.Dla ciebie, przyjaciółko, katedry pragnę wznosić,lecz ważę się tylko o jedno spojrzenie cię prosić.Takich słów jeszcze nigdy jej nie poświęcił; zrenice Klary rozszerzyły się, a wspomnienie utraconej miłości znów zapukało do jej serca.Jednakże następnym wersom towarzyszył drwiący błysk w takniegdyś ukochanych, fiołkowych oczach:Zaiste, to przypadek zawsze sprawia,w którą stronę mężczyzny wzrok zabłądzi,którą z dam prosi ze sobą, a którą zostawia,i jak wybór ów o losie obu dam przesądzi.Klara zrozumiała, że Tybald nigdy nie zbudowałby dla niej katedry.A już na pewno nie chciał utonąć w szarym morzu jej oczu.Otrzezwienie jednak było zadziwiająco bezbolesne; gdyby to onapoprzedniego dnia stała obok Blanki, gdy Tybald wyznał słowamipieśni, że oddalił swoją żonę, jego wybór padłby na nią, nie naAgnieszkę.Klara rzuciła szybkie spojrzenie na Agnieszkę, z którą od dziecięcych lat dzieliła sypialnię.Jej oczy błyszczały; cynizm Tybaldai jego niezbyt subtelne aluzje zupełnie umknęły jej uwadze.- 5 9 -Klarę ogarnął głęboki smutek.Delikatna skóra przyjaciółkizwiędnie pod pozbawionym miłości dotykiem jej przyszłego małżonka.A jej dusza będzie cierpiała.- Adieu - powiedziała krótko Klara i opuściła powieki.2DecyzjaWłaściwością serca jest, że nie jest zgodne w sobie.Biegnie od jednej myśli dodrugiej, zmienia decyzje, czyni rzeczy nowe, niszczy stare, odtwarza to, co rozbiło się w kawałki, chce i nie chce, jak gdyby nie mogło wytrwać przy jednym,zachwyci się tu i ówdzie widoma rzeczami i szuka, gdzie mogłoby wypocząć.Próżność przynosi mu rozczarowanie, ciekawość pozbawia spokoju, pożądliwość wabi, rozkosz oszałamia, rozwiązłość - kala, zazdrość bierze na męki,złość - wprowadza zamęt, smutek o gniew przyprawia.Ze Zwierciadła duszy, rękopisu poświęconego królowej Blance5 sierpnia 1223- Czyżby brakowało ci tutaj, w Reims, twego tajemniczego kochanka, a może przyjechał z tobą na koronację? - zapytała Blankaprzez zaciśnięte wargi.Królowa musiała uważać na mimikę, gdyżpapka z rozgniecionego grochu i białka na jej twarzy zdążyła już zaschnąć i w żadnym wypadku nie mogła popękać.Klara zamarła z przerażenia.Na szczęście jej twarz była zakrytaręcznikiem, pochylała bowiem głowę nad parówką, która wcześniejposłużyła królowej do oczyszczenia cery.Spoglądając na sfatygowane fiołki, pływające po powierzchni już nie tak gorącej wody, siąknę-ła głośno nosem, udając, że wydany przez nią dzwięk zagłuszył pytanie.Podniosła głowę znad miski, wytarła starannie ręcznikiem nosi policzki, po czym oparła się z powrotem na krześle.Pokojówkapośpiesznie roztarła w garnuszku kruszące się resztki papki z odrobiną wody różanej na jednolitą masę.Nim jednak zdążyła nałożyćmazidło na twarz Klary i unieruchomić ją, Blanka uniosła dłoń
[ Pobierz całość w formacie PDF ]