[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Niektóreszeptem plotkowały w grupkach, ale najwyrazniej żadna z nich380nie interesowała się nową kolekcją, ponieważ fakt, że płacono impotrójnie za pracę u nieznanego projektanta, oznaczał zapewne,że jego kreacje są beznadziejne.Niektóre zapalały papierosy, innegasiły, jeszcze inne zaciągały się w chmurze dymu.Po raztysięczny podziękowałam opatrzności, że moje trzy podopiecznenie palą.Grupka dziewcząt pomachała Mike'owi, kilka przywitałoJustine, ale na Jordan i April patrzyły jak na powietrze.Ichobojętność zdawała się mówić, że to one są tutaj u siebie, a tedwie to tylko zatrudnione na jedną noc praktykantki.- Gdzie jest Lombardi? - zapytała gromko Justine.- Pewnie za tymi dziewczynami - odparł Mike i wskazał nasześć modelek, odwróconych do nas plecami; ich nogi przysłaniałstół.Z miejsca, gdzie staliśmy, wydawało się, że mają na sobiejednakowe kostiumy z niebieskiej wełny, dopasowane, o wąskichramionach i talii zaznaczonej paskiem.Justine poprowadziła dziewczyny do Marco, trzymając ręcena ich ramionach.- Jordan i April już tu są - oznajmiła.Siedział na stole, który niczym mozaika pokrywały dodatkido strojów.- Spózniły się - odparł, nie patrząc na nią.- Paryskie korki - poinformowała go bez przeprosin.- Zabierz je do ich garderobianej.Włóżcie kapelusze - poleciłmodelkom, odwracając się od Justine.Patrzyłam, jak jegoasystenci dopasowują małe, zakrywające włosy pistacjowekapelusiki w kształcie hełmów na sześć najwyżej opłacanychgłów na świecie.Na wszystkie kapelusze naszyto po jednej białejróży.Spódnica każdego z lekkich, dobrze skrojonych kostiumówbyła innej długości, od mini ledwie zakrywającej pupę do maxikończącej się tuż nad kostką.Krój, w kształcie litery A, byłjednakowy, więc im dłuższa spódnica, tym szersza była na dole.Dziewczyny miały na sobie identyczne cienkie beżowe rajstopy iczarne lakierki na niezbyt wysokim obcasie.Trudno było381powiedzieć, która z tych długości jest zgrabniejsza czy bardziejmodna.Marco wstał i poprawił w talii zakrywającą kolanaspódnicę Kate Moss.- Boska - powiedział zalotnie do dziewczyny.- Nawet na nas nie spojrzał - biadoliła April, kiedy zpowrotem przepychałyśmy się przez tłum.- Nawet nie powiedziałcześć.- To nie ma żadnego związku z tobą.Przejdzie mu -zapewniała ją Justine.- Te zróżnicowane długości to niegłupipomysł - powiedziała do mnie zirytowana, ale szczera.- Marco usiadł okrakiem na barykadzie - burknęłam, alemusiałam przyznać, że jeśli wydawcy pism poświęconych modzienadal uważają długość spódnicy za jeden z głównych problemów- a który z nich uważa inaczej? - to Marco w ten sposób dałwyraz własnej opinii na ten temat.Prasa na pewno to zauważy.W końcu dotarłyśmy do dwóch stojaków z ubraniami, naktórych zawieszono kawałki tektury z wypisanymi ołówkiemimionami Jordan i April.Cierpliwość dziewczyn się wyczerpała,więc rzuciły się na stroje, nie zwracając uwagi na protestyzaaferowanej garderobianej.Przerzucały ubrania jak psyszukające zająca, co chwila wykrzykując coś z przejęcia.Ichpełne zachwytu okrzyki stawały się coraz głośniejsze.Obieprzypominały ogarnięte szałem zakupów klientki z jakiegośkonkursu telewizyjnego.Mike tymczasem robił im zdjęcia.- Dziewczyny, na litość boską! - upomniała je Justine.-Panujcie nad sobą!- Spójrz na to! - piszczała April.- Mohairowa peleryna wkolorze strażackiej czerwieni, podszyta różowym jedwabiem, a dokompletu suknia pasująca do podszewki.Muszę to mieć!- A u mnie jest na odwrót, różowa pelerynka i czerwonasuknia! - zawołała Jordan.- Hej, hej! - wykrzyknęła April i uniosła balową suknię bezramiączek, z szerokim dołem, z liliowego jedwabiu,382przyozdobioną misternie plisowaną szarfą w kolorze czekolady.Do kompletu dodano maleńkie, dopasowane bolerko, pokrytebłyszczącymi cekinami w tym samym odcieniu czekolady.Tenstrój był godny młodej Sophii Loren.- Ja też mam coś takiego - szepnęła Jordan, wyciągającprzed siebie zawieszoną na wieszaku suknię o takim samymkroju, ale z brązowego jedwabiu, z liliową szarfą i bolerkiemozdobionym lawendowymi cekinami.- Jesteśmy blizniaczkami?- Nie wiem.Ojej, wiosenny płaszcz! - zapiszczała April,pokazując nam rozszerzany ku dołowi, dopasowany na górzepłaszczyk zapinany na guziki, z lekkiej gołębioszarej flaneli, spodktórego pozornie nieśmiało wyglądał rąbek sukni z białegojedwabiu.- W takim czymś można brać ślub.Jordan, a ty?- Mam taki sam płaszcz, z jabłkowozielonego tweedu isukienkę na jedno ramię z jasnoturkusowego jedwabiu.Spójrzna ten żółty aksamitny żakiet do koktajlowej sukni z różowegoszyfonu.Cudo! Ale aksamit na wiosnę? W każdym razie, tochyba najpiękniejszy odcień żółci, jaki w życiu widziałam.Justine, czy nie jest doskonały?- Daj przymierzyć - błagała Justine, zdejmując własnyżakiet.- Nie ma mowy.Pobrudzisz go.tutaj jest podobny, alebłękitny.ma prawie taki sam krój
[ Pobierz całość w formacie PDF ]