[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jeszczeprzed chwilą jej tam nie było i nagle pojawiła się tak cichojak polujący kot.Miała na sobie czerwone spodnie narciarskieblondynki, którą pojmali, oraz zieloną bluzę z podwiniętymirękawami, zdjętą ze zwłok siostrzeńca Kretka.Lecz to niebyła brązowooka Amerykanka.Nie miała na głowie kaptura,415więc widział jej wysoko upięte, kruczoczarne włosy orazchłodne, szare oczy.Jej akcent przypominał brytyjski.Kobietastała odprężona, z rękami luzno skrzyżowanymi na brzuchu. Ale ty też nie jesteś miłym człowiekiem dodała,a potem się uśmiechnęła.We Vlahoviciu wezbrało jakieś dziwne, niepohamowaneprzerażenie.Zupełnie nieuzasadnione, bo przecież był męż-czyzną z bronią maszynową w ręku, a przed nim stała nie-uzbrojona kobieta.Mimo to odczuwał strach, jaki czuje ska-zaniec, słysząc kroki zbliżającego się kata.Uniósł broń.Usi-łował odciągnąć zamek, ale z przerażenia plątały mu się ręce.Pierwszy rzucony nóż wbił mu się w prawe ramię, paraliżującrękę.Drugi trafił w środek klatki piersiowej, przebił mosteki zagłębił się w sercu.Valentina Metrace pozwoliła sobie na jeden powolny, głębokioddech.Wróg zginął, a przyjaciele przeżyli.Tak właśniepowinno być.Przyklękła obok zwłok Vlahovicia, by zabraćnoże.Zanim je schowała, oczyściła ostrza garścią śniegui wytarła o ubranie przemytnika.W chwili gdy zamierzała odebrać zmarłemu broń i pozostałąamunicję, pojawił się nowy czynnik.Valentina miała dobrywidok na wschodnią stronę cypla.Wstała, osłoniła oczy przednarastającym blaskiem słońca i spojrzała w kierunku odsło-niętego odcinka nadbrzeżnego szlaku. Ojej mruknęła pod nosem.Rozdział 50Stacja badawcza na Wyspie Zrodowej Jon, patrz! zawołała Randi, wskazując palcem. Niespalili śmigłowca!Ze swej pozycji na szczycie wzgórza z anteną spoglądalina szczątki stacji badawczej.Wszystkie trzy baraki ogarniałypłomienie, jednakże na lądowisku stał najwyrazniej nienaru-szony long ranger przykryty ochronną powłoką przysypanegośniegiem brezentu.Smith zrzucił z butów rakiety i zsunął z ramienia SR25. Jeśli nie uszkodzili go w jakiś inny sposób, wciąż możenam się udać.Chodzcie, ale uważajcie, bo ktoś mógł tu zostać.Z bronią gotową do strzału zeszli ze wzgórza na teren stacji.Snujący się nisko dym cuchnął topionym plastikiem i roz-grzanym metalem.Można było również wyczuć lekką nutkęjakby pieczonej wieprzowiny.Cała trójka ją rozpoznała, niktjednak tego nie skomentował.Po zaledwie kilku chwilach bacznej inspekcji nie ulegałowątpliwości, że wszyscy ludzie Kretka opuścili ruiny stacji. Wycofali się stwierdziła Randi, opuszczając karabinValentiny. Z całym dobytkiem. Musieli uciec, kiedy usłyszeli strzały.Zrozumieli, żedzieje się tutaj więcej, niż sądzili. Smith spojrzał na to-417warzyszkę. Jak myślisz, Randi? Jakie są szansę na to, żeprzerwali operację?Kobieta pokręciła głową. Myślę, że facet, który tu rządzi, Kretek, w tym momenciegotów jest poświęcić wszystko, tylko nie ładunek wąglika.Terazchyba zachowuje się jak słoń w składzie porcelany.Leci do celu. W takim razie my też.Rzućmy okiem na śmigłowiec.Musieli obejść szerokim łukiem płonący barak laboratoryjny.Po drodze Smith nieomal potknął się o jakiś kształt na wpółzakopany w śniegu. O cholera!To były zwłoki Trowbridge'a, porzucone od niechcenia napoboczu ścieżki i zamarznięte w dziwnej pozie.Smith pomyślał,że na szczęście śnieg, który spadł w nocy, pokrył twarz męż-czyzny; nie musiał oglądać jego oskarżycielskiego wzroku. Przykro mi, Jon odezwała się cicho Randi, stającobok Smitha. Trochę schrzaniłam sprawę. To nie twoja wina.To ja wszystko zaaranżowałem.Przedewszystkim pozwoliłem mu z nami jechać.Ostatnia lekcja, sierżancie.Kiedy się dowodzi, z konsekwen-cjami swojej decyzji nie żyje się tylko dzisiaj.Zostają na cależycie. On sam chciał jechać powiedziała Randi, patrząc nanieruchomą postać profesora i to do niego należała decyzja.Nikt z nas nie wiedział, co tutaj zastaniemy. Chyba masz rację. Smith spojrzał na nią.Po jego twarzyprzemknął ponury półuśmiech. Lepiej się z tym czujesz?Pokręciła głową. Nie za bardzo.Ruszyli dalej.Kiedy dotarli do lądowiska, w świeżym śniegu znalezli tylkojeden rządek śladów prowadzących do long rangera.Odnalezlirównież brzydką paczkę wielkości cegły, przymocowaną taśmąizolacyjną do jednego z zastrzałów podwozia.Smith i Smysłow418zamarli, gdy ją zobaczyli, Randi natomiast przyklęknęła obokpływaka i zaczęła bacznie przyglądać się ładunkowi. To plastik stwierdziła po chwili. Nieuzbrojony.Poproszę nóż.Smith podał jej bagnet. Zapewne przerwała im strzelanina.Ostrożnie przecięła taśmę, która przytrzymywała materiałwybuchowy.Wstała, po czym cisnęła ładunek poza granicęwiatrochronu. Zdrowy rozsądek podpowiada, że skoro mieli zamiarwysadzić śmigłowiec, to raczej nie zawracali sobie głowyunieruchomieniem go w inny sposób oznajmiła. Będziecie musieli sprawdzić, ty i major. Smith obejrzałsię w stronę płonących baraków.Gdzie, u diabła, podziewasię Val? Miała dołączyć do zespołu po zakończeniu biegu.Ile czasu zajmie wam przygotowanie śmigłowca do lotu?Randi skrzywiła się, odgarniając kaptur parki. Stał tutaj na mrozie przez dwa dni.Zgodnie z podręcznikiem w tych warunkach rozgrzanie i przygotowanie możepotrwać ze dwie godziny. Na tej wyspie podręczniki nie istnieją. Dobrze.Zobaczę, co się da zrobić.Majorze, będę potrzebowała pomocy w zdjęciu brezentu i osłon silnika.Smith przekręcił klamkę drzwi bocznego luku śmigłowca.Przesunął je i zajrzał do kabiny.Wszystko było chyba w nie-naruszonym stanie, dokładnie tak jak wówczas, gdy zostawialimaszynę, włącznie z dużą aluminiową walizką ze sprzętemlaboratoryjnym.Wiele z niej mieli pożytku.Pułkownik zdjął plecak i wrzucił go do kabiny.Obok położyłbroń Valentiny.Winczester znów przypomniał mu o jegowłaścicielce.Była tak bardzo pewna, że uda jej się ta samotna operacja.A jeśli się myliła? Smitha aż ścisnęło w żołądku.Nie chciał,żeby Val stała się kolejną porażką, z którą będzie musiał żyć.419 Pułkowniku, spójrz!Smysłow odrzucił jedną z pokryw silnika i wskazał palcem.Za płonącymi budynkami pojawiła się drobna postać.Wyłoniłasię zza wzgórza i biegła nie, słaniała się wzdłuż nad-brzeżnego szlaku.Smith chwycił broń i popędził w jej kierunku.Smysłow ruszył za nim.Dobiegli do niej tuż przed barakami. Nic ci nie jest? zapytał Smith, kiedy Valentina osunęłasię na jego zgięte ramię. Nie, wszystko dobrze wydyszała, opierając dłonieo kolana. Po prostu się zmachałam.Ale mamy.komplikacje.Komplikacje, Jon. Co się dzieje?Z trudem się wyprostowała, wciąż dysząc po szybkim biegu. Nasza podwójna zasadzka udała się idealnie.Prawieremis.Zostałam, żeby posprzątać i może zdobyć jakąś broń.Ale mi przerwano
[ Pobierz całość w formacie PDF ]