[ Pobierz całość w formacie PDF ]
. Musimy więc szukać gdzieś dalej. Hugo miał agentów,którzy właśnie to robili, odkąd zaczęła się sprawa, nawet jeśliuwaga jego samego była zwrócona ku nagłemuskomplikowaniu interesów króla. Możemy przynajmniej ustalić przedział czasu rozważałCadfael. Dopóki wdowa tam mieszkała, wydaje sięniemożliwe, żeby inni mogli tam wyrządzać szkody.Niemieliby darmowego noclegu.To daleko od gościńca, więc niema przechodniów, a jakaś para szukająca sielanki niewybrałaby zamieszkanego miejsca spośród tylu innych pól.Kiedy wdowa się wyniosła, miejsce nadawało się dla jakichśskrytych celów, a także wcześniej, zanim ją tam umieścilikanonicy.Którego dokładnie dnia Generys odeszła izostawiła drzwi otwarte i popiół w palenisku? Wiemy to z dokładnością do trzech dni powiedziałHugo, zatrzymując się przy otwartej furcie w bramie.Pastuch z Longneru przechodził brzegiem rzeki dwudziestegosiódmego czerwca i widział ją w ogrodzie.Ostatniego czerwcasąsiadka z północnej strony grzbietu to najbliżsi sąsiedzi,jakich mieli, oddaleni o ponad pół mili zaszła tam po drodzedo promu.Niezupełnie po drodze, ale to plotkara i szukałanowin o skandalu.Zastała drzwi otwarte, dom pusty, apalenisko wygasłe.Odtąd nikt nie widział żony Rualda w tychstronach. A umowa, która dała to pole Haughmondowi, zostałaspisana i poświadczona w pazdzierniku.Ty byłeś świadkiem.Którego to było? Siódmego.Stara wdowa po kowalu wprowadziła się trzydni pózniej.Trochę rzeczy do tej pory rozkradziono, kociołek inarzutę z łóżka, i złodzieje wyłamali zamek w drzwiach, żebywejść.O tak, bywali tam goście, ale wtedy nie było większychszkód.Dopiero pózniej splądrowali to miejsce do czysta zwszystkiego, co było warte zachodu. Zatem od trzydziestego czerwca do dziesiątegopazdziernika podsumował Cadfael można było tampopełnić morderstwo i pogrzebać ciało i nikt by się niczego niedowiedział.A kiedy ta stara kobieta wyniosła się do córki wmieście? To zima ją wygnała odrzekł Hugo. Zasłabła kołoBożego Narodzenia, w czasie mrozu.Szczęściem dla niej, madobrego zięcia.Gdy przyszła ostra zima, zaglądał do niej, akiedy leżała bezradna, wywiózł ja do miasta, żeby zamieszkałaz nimi.Od tego czasu zagroda stoi pusta. Więc i od początku tego roku mogły się tam dziać strasznerzeczy bez żadnych świadków.A jednak mówił Cadfael myślę, naprawdę myślę, że ona przeleżała w ziemi rok i więcej,i została tam złożona, kiedy ziemia nadawała się do kopania,nie podczas mrozów.Wiosną tego roku? Nie, to za krótki czas.Popatrz wstecz, Hugonie.Chyba zostało to zrobione w jakimśczasie między końcem czerwca a dziesiątym pazdziernikazeszłego roku.Dość dawno temu, żeby ziemia się uleżała, akorzonki urosły, pogrubiały i splotły się w ciągu kilku pórroku.A jeśli jacyś włóczędzy korzystali z chaty, kto byzaglądał pod krzaki żarnowca na miedzy? Myślę, że ten, kto jąpogrzebał, przewidział, że pewnego dnia ten grunt może byćzaorany, i złożył ją tam, gdzie jej sen nie powinien zostaćzmącony.Gdyby nawrót był mniej oszczędny, o krok czy dwa,nigdy byśmy jej nie znalezli. %7łyczyłbym sobie wyznał Hugo z kwaśną miną żebyście jej nie znalezli.Ale tak, znalezliście ją.%7łyła i umarła,i nie uciekniemy od niej, kimkolwiek by była.I choć nie wiem,dlaczego jest tak ważne, żeby przywrócić jej imię i zażądaćrachunku od tego, kto ją złożył tam na waszym polu, nie będzieodpoczynku dla ciebie ani dla mnie, dopóki to nie zostaniezrobione.Było rzeczą dobrze znaną, że wszystkie plotki z okolicy, wprzeciwieństwie do tych kipiących wesoło w samym mieście,docierały najpierw do hospicjum Zwiętego Idziego, o dobre półmili przez Podgrodzie, na wschodnim skraju tegoprzedmieścia.Ci, którzy zwykle odwiedzali to dobroczynneschronienie, byli pozbawionymi korzeni bywalcami dróg,żebrakami, wędrownymi robotnikami z nadzieją na pracę alboprzeciwnie, kieszonkowcami, złodziejaszkami i oszustami znadzieją na uniknięcie pracy, kalekami i chorymi zdanymi namiłosierdzie, trędowatymi potrzebującymi opieki.Jedynymplonem, jaki zbierali w swych wędrówkach, były nowiny, aużywali ich jako środka płatności, by wzbudzićzainteresowanie.Brat Oswin prowadził to hospicjum podnominalnym kierownictwem pewnego świeckiego, któryrzadko tu zachodził ze swego domu na Podgrodziu.Przywykłdo codziennego ruchu przychodzących i odchodzących ipotrafił odróżnić prawdziwych biednych i nieszczęśliwych oddrobnych, godnych pożałowania oszustów.Fałszywi kalecyzdarzali się rzadko, ale miał dobre oko i w takich przy-padkach.Zanim powołano go do obecnej służby, był przezjakiś czas pomocnikiem Cadfaela w herbarium, i nauczył się odniego czegoś więcej niż tylko przyrządzania leczniczychnapojów i maści.Trzeciego dnia po rewelacjach Suliena Cadfael spakowałmedykamenty, o które prosił brat Oswin, i ruszył z pełną torbąprzez Podgrodzie uzupełnić apteczkę u Zwiętego Idziego.Tozadanie wykonywał regularnie co dwa albo trzy tygodnie, wmiarę potrzeb.Jesień zbliżała się wielkimi krokami i ludzie zdróg zaczynali myśleć o zimowej pogodzie i zastanawiać się,gdzie znajdą wsparcie i schronienie w najgorszym czasie.Liczba bezdomnych jeszcze nie wzrosła, ale wszyscywędrowcy układali już swoje plany przetrwania.Cadfael szedłbez pośpiechu ulicą, wymieniając pozdrowienia przez otwartedrzwi domów, z roztargnieniem i przyjemnością przyglądającsię dzieciom bawiącym się w słońcu w towarzystwienieodstępnych psów z Podgrodzia.Był w nastrojukontemplacyjnym, pasującym do jesiennego powietrza iopadających liści.Odłożył na chwilę wszelkie myśli oproblemie Hugona i wrócił z lekkim poczuciem winy doswoich zakonnych obowiązków.Małe, gryzące wątpliwościzamieszkujące tył jego głowy, zostały chwilowo uśpione,nawet jeśli ich sen był lekki.Dotarł do miejsca, gdzie drogi się rozwidlały, a długi niskidach hospicjum wznosił się za łagodnym trawiastym zboczem iogrodzeniem z wikliny, z przysadzistą wieżą kościółkaczuwającą nad wszystkim
[ Pobierz całość w formacie PDF ]