[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- I są one równie częstoprawdziwe jak fałszywe.- Och, to są pewniaki.- Kelsey uśmiechała się szeroko znad kubka kawy.- Przysięgał,że komu jak komu, ale córce Naomi mówi prawdę.Zamierzam postawić w pierwszym bieguna Necromancera; tor jest wolny, a on się nie oszczędza i wygra śpiewająco.- Uniosła brew.-Czy dobrze kombinuję?- Nikt by się nie domyślił, że jesteś tu pierwszy raz - oznajmił z powagą Gabe.- Och, jestem pojętną uczennicą.- Rozejrzała się.Stwierdziła, że wszystko wokółulega spowolnieniu.- Co teraz będzie?- Będziemy czekać.- Naomi wstała, wyprostowała się.- Idziemy.Kupimy sobie parępączków do kawy.Zdawało się, jakby oczekiwanie stanowiło stały element wyścigów.Do dziesiątejzakończył się dzień pracy dla koni nie startujących w biegach.Podjeżdżały i odjeżdżałyprzyczepy.Wyrównywano nawierzchnię toru.Około południa zaczęły się wypełniać trybuny.W przeszklonej restauracji na tyłachtrybun podawano lunch tym, którzy woleli przeżywać wyścigowe emocje z dala od zgiełku izapachów tłumu.Na terenie stajni znowu przygotowywano konie.Spuchnięte końskie nogi zanurzano wwiadrach z lodowatą wodą.W zależności od indywidualnej strategii niektóre konieutrzymywano w stanie pełnej gotowości, inne zaś uspokajano jak małe dzieci.Dżokejewkładali jedwabne kurteczki.Udzielał się nastrój oczekiwania na to, co nastąpi.Podniecenia, którego brakowałotego zamglonego poranka.Konie stawały dęba, okazywały nerwowość, jak zawodnicy gotowido biegu.Niektóre uspokajały się, gdy ich grzbietów dosiadali dżokeje; inne grzebałykopytami, drżały.Z padoku ruszyły stępa w stronę toru w pojedynczym szeregu, niektóre w asyściestajennych, inne bez eskorty.Na trybunach zrobiło się gwarno; pomiędzy starymi bywalcami tu i ówdzie zasiedlinowicjusze, a wszyscy z tą samą nadzieją, że właśnie dzisiaj będzie ich wielki dzień.Paradę -główną część ceremoniału wyścigów konnych - rozpoczęły konie biegnące po torze zwysokim wykrokiem.Przy dzwięku trąbki zatoczyły w szyku koło.Zapaleńcy obstawiającygonitwy wertowali biuletyny wyścigów, obserwowali bacznie konie i dżokejów w nadziei, żewyłowią zwycięzcę.Koń jest spocony, może nerwowy? Czy to zaleta, czy wada? Każdy grający ma własnezdanie.Zabandażowane pęciny? Mogą być kłopoty.O, a ten zrywa wędzidło.Niewykluczone, że jest narowisty.Ale dlatego może być szybki!Tamten wygląda jak zwycięzca.Już po pięciu minutach pokaz dobiegł końca, rozsypał się na linii mety niczymwyrzucone w powietrze kolorowe konfetti.To nic, pomyślała Kelsey, jest jeszcze tyle do obejrzenia! To dziwne, tor wcale nie byłrówny, lecz pożłobiony i podziurawiony.Owalna mila prędkości i marzeń!Stojąc przy balustradzie, wręcz czuła zapach marzeń.Dobiegał z trybun, dochodził oddżokejów.Rozróżniała jego niuanse: niektóre zapachy były świeże, kwiatowe, innezastarzałe, przykurzone.Stojąc tak zrozumiała, jak potężnym narkotykiem może byćpragnienie zwycięstwa.- Myślę, że skorzystam z waszych rad.Naomi się roześmiała.Spodziewała się tego.- Pójdz z nią, Gabe, proszę.Nikt nie powinien być sam, gdy po raz pierwszy w życiuznajdzie się przed okienkiem.- Jestem pewna, że dam sobie radę - powiedziała Kelsey, gdy Gabe ujął ją za rękę.- Każdy tak myśli.- Przecisnął się do środka budynku, gdzie przed okienkami zaczęłysię już ustawiać kolejki.- Pozwól, że udzielę ci błyskawicznej lekcji gry na wyścigach.Czyjuż wiesz, ile gotówki chcesz zainwestować?Skrzywiła się, niezdecydowana.- Jakieś sto dolarów.- Podwój to.Każdą kwotę, jaką zamierzasz przeznaczyć na grę, podwój.A teraz, czymasz swój informator wyścigów?- Taaa, mam.- Nic z niego nie rozumiała, ale miała go.- W normalnych okolicznościach potrzebowałabyś czterech niczym nie zakłóconychgodzin na przestudiowanie go, przejrzenie pod kątem kolejności gonitw, eliminacji jednychkoni, dania pierwszeństwa innym.Najlepiej jest ograniczyć się do dwóch - trzech koni.Niemasz lornetki, prawda?- Nie, nie pomyślałam.- Nie szkodzi, możesz wziąć moją.- Zrobił jej miejsce w kolejce, obejmując poprzyjacielsku ramieniem.Nie uśmiechał się.Chciał się uśmiechnąć, ale nie zrobił tego.Byław niego wsłuchana jak prymuska w sławnego, zasłużonego nauczyciela.- A teraz chceszzapomnieć o podwójnych zakładach czy innych obliczeniach, o jakichkolwiek kombinacjach.Teraz chcesz zagrać, by wygrać.- Oczywiście, że chcę.Słusznie, agresywna gra sama w sobie stanowi nagrodę.Zakładanie się na pokaz jestdobre dla mięczaków.- Z prawdziwą satysfakcją odnotował w kolejce faceta, który rzucił wjego kierunku spłoszone spojrzenie i skulił się w ramionach.- Sprawdziłaś tablicę zakładów?- Nie.- Kelsey poczuła się jak idiotka.- Na twojego konia stawia się cztery do jednego.To dobrze.Stawianie na faworytówjest dobre dla tchórzy.Szkoda, że nie uznajesz hazardu - nie pozwoliłbym ci jeść ani pićprzed zakładami.- Co?- Dopóki nie wybierzesz zwycięzcy, nigdy nie pij ani nie jedz, Kelsey.Zmrużyła oczy.- Zmyślasz na poczekaniu.- Nie.To święta prawda.- Dopiero teraz uśmiechnął się szeroko.- Wszystko to sąwierutne bzdury.Zakładaj się dla zabawy, bo to jest uciecha.Zamknij oczy i wybieraj numer.Konie są jak sportowcy, nie jak maszyny.Nie możesz ich dokładnie wyliczyć.Wielkie dzięki.- Rozbawiona podeszła do okienka.- Dziesięć dolarów naNecromancera.- Rzuciła Gabowi wyzywające spojrzenie.- Na zwycięzcę!Trzymając nadal rękę na jej ramieniu, Slater sięgnął po pieniądze.- Pięćdziesiąt na trójkę.Na zwycięzcę! Zaciskając kurczowo bilet, Kelsey zmarszczyłabrwi.- Który to koń?- Nie wiem.- Wsunął bilet do kieszeni.- Stawiasz po prostu na numer, tylko na numer?- Na przeczucie.Chcesz się założyć na boku, który przyjdzie pierwszy? Twój faworytczy moje przeczucie?- Jeszcze dziesięć - odparowała krótko.- I ty mówisz, że nie masz żyłki hazardzisty?Odprowadził ją z powrotem do balustrady w momencie, gdy konie podchodziły dobramy startowej.Może to było głupie, ale serce jej waliło, a dłonie zwilgotniały.Gdy uderzyłdzwon, wychyliła się, oślepiona kolorowymi plamami.To już nie był trening w porannej mgle, lecz zwarta masa umięśnionych ciał,walczących o pozycję, obciążonych jezdzcami na grzbiecie.W ciągu paru sekund konierozwinęły pełne tempo, a galopujące na przedzie nieomal ocierały się o kanat
[ Pobierz całość w formacie PDF ]