[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Czy to się jakoś kłóci z pańskimpunktem widzenia? A może uważa pan, że w naszej umowie zabrakło ja-kiejś klauzuli, napisanej bardzo drobnym drukiem, ale przez to nieubłaga-nej?- Nie.Pamiętam.- I pozostanie pan rozsądny? To dobra cecha, także u lekarzy.- Tak.- To niech pan czyni swą powinność i zbytnio nie przeszkadza w re-alizacji moich planów.Zapewniam pana, że nie krzywdzę osób użytecz-nych i rozważnych.I mam wyłącznie pozytywne intencje, jeśli chodzi ouosobienie moich namiętności.Nie musi pan ukradkiem żałować, że po-zwolił, a nawet przyczynił się swoim autorytetem i dobrą sławą, do oszu-kania kobiety, którą sobie upodobałem, bo niezawodnie i tak bym ją odzy-skał, z pańskim udziałem, czy bez niego.Emocjonalnie jestem z nią takzwiązany, że żadne przeszkody nie mogłyby mnie powstrzymać.Mówię topanu w zaufaniu.I na wypadek, gdyby pan zapragnął, oczyścić swoje su-mienie.*Gdy obie kobiety stoją w korytarzu, naprzeciw jednego z wielkichokien, gdzie wyszedł do nich doktor Morgan, Natalia cofa się pod ścianę,371obok obrazu Koonsa.W czerni, z niedbale spiętymi włosami, wydaje siętaka bezbronna.Szczególnie, w opozycji do wysmukłej, okazałej, strzelistejMiriam, która osacza swoim przepychem stroju i wonią, jaka ją otacza,niczym niepowtarzalny obłok samozadowolenia i doskonałości.- Co z nim, doktorze? Pan gdzieś wychodzi?- Zastąpi mnie doktor Grey.Przekaże pani mój biuletyn o stanie zdro-wia pana Barlow.- Jak go pan znajduje?Natalia stoi z boku, wydaje się podejrzewać jakiś spisek między nimi.Ale nie słyszy, o czym mówią.Morgan spogląda na nią.Więc to jest kobie-ta, która opętała tego hedonistę Barlowa? Dla niej pozwolił się pokłuć iunieruchomić? To ona go do tego przywiodła? Bogactwo nastrojów, zaklę-te w ciele drobnym, acz foremnym.Szlachetny drobiazg.Cenny, staranniewykończony i niepowtarzalny.Morgan wyobraża sobie potężnego, atle-tycznie zbudowanego Barlowa, pełnego zmysłowej energii, jak krąży wo-kół niej ostrożnie, ze starannością wrażliwego artysty, który czuwa, byeteryczność i pastelowość tego zjawiska nie została naruszona, przez jegorozbuchaną namiętność.Jakie drogi wytycza miłość? Nie można bardziejniefortunnie dobrać pary! Piękna i Bestia.Ale ten mężczyzna jest atrakcyj-ny, imponujący i niepodległy.Okazała mu sprzeciw.Wyzwoliła się spodsilnej dominacji i zmusiła go do tylu poświęceń.A teraz stoi tam, pod ob-razem i nawet nie podejrzewa, co ją jeszcze czeka.- Mózg pana Barlow skorzystał z naturalnych zasobów tlenu i powi-nien być w dobrej kondycji.Podałem odpowiednie leki.Jedyne, co można zrobić, to czuwać przy nim, o ile to możliwe, całyczas.I starać się do niego mówić.Najlepiej, żeby to był ktoś szczególniebliski.Kogo głos dobrze mu się kojarzy.Ona podąża za wzrokiem lekarza.Tak.Nell.Ta nieszczęsna ofiara jegożywiołowej, miłosnej pasji.To wszystko przez nią.Teraz zapłaci za swojeżałosne istnienie.Zostanie przykuta do łoża boleści! Wiliam spoczywa nałóżku szpitalnym.Twardym, dostępnym z trzech stron, sterylnym,372konkretnym, jak medyczny arsenał, do którego go podłączono.To właśniete aparaty wydają regularne dzwięki.Wiliam ma odsłoniętą klatkę piersio-wą, jest pod kroplówką.Cienki, jasnoniebieski materiał okrywa wstydliwiejego biodra i nogi.- Co to jest? On.- Natalia nie może uwierzyć.- Jest nieprzytomny.Siadaj! - Miriam sadza ją na fotelu, obok posła-nia. Boże! On żyje! Co za niebywałe szczęście! To, dlatego nie mogłamuwierzyć.Nie docierało do mnie.Wiedziałam! Czułam! Natalia spoglądaw osłupieniu na jego twarz i ciało.Nienaruszone.Wygląda, jakby spał.Twarz pogrążona w spokoju.Długie rzęsy rzucają cień na pociemniałe odzarostu policzki.Czyli żyje.%7łyje! Nie może być inaczej.Silne ramiona,dłonie o smukłych palcach i równo, starannie przyciętych paznokciach.Splot rzemyków na nadgarstku.Tatuaże.Tyle dni minęło w cierpliwymukładaniu rozbitego lustra.I teraz znowu.Ona naprzeciw jego nagiej posta-ci.Tego mocarza o duszy zepsutego dziecka.Kapryśnego, wstrząsanegowłasnymi, nieokiełznanymi pożądliwościami.Bezwzględnego, upartego,namiętnego.- To twoja robota! Co się tak cieszysz? Siadaj! - słowa popiera żela-zny, konsekwentny uścisk - Kiedy wyjechałaś, przyszedł tu, usiadł z twojąkoszulą i.- A wypadek?- Ty byłaś jego wypadkiem.Nie rozumiesz? Postanowił umrzeć, potym, jak go podle potraktowałaś.Jest w śpiączce! Masz tu być, mówić doniego.Cały czas.Zostawiam cię.Nie opuścisz tego pokoju, chyba razem zjego trupem!- Pani.mnie oszukała.- Lekarze zrobili już wszystko.Teraz kolej na ciebie!- Nie mogę znów zawieść dzieci.Miałam zaraz wrócić.- Czy do ciebie coś dociera?! - Miriam szarpie Natalią - On musi z te-go wyjść.Ty go do tego doprowadziłaś! I ty go z tego wyciągniesz.Za373wszelką cenę.Choćbym miała dla niego wytoczyć krew z wszystkich two-ich bękartów
[ Pobierz całość w formacie PDF ]