[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Policzek Hazen miał wcią\ jeszcze lekko zasiniony, lecz poza tym cerę zdrową irumianą.Kiedy wstał i uścisnął mu dłoń, Strand przekonał się, \e oczy ma jasne, a rękępewną.Po takiej nocy, zdziwił się.- Mam nadzieję, \e spał pan dobrze - rzekł Hazen głosem spokojnym i uprzejmym.- Ketley przyniósł drugą gazetę dla pana.- Wskazał na kredens, gdzie le\ał nie tknięty egzemplarz.- Nie cierpię, kiedy moją gazetę ktoś poprzewraca, i wyobra\am sobie, \ewiększość ojców rodzin jest podobna do mnie pod tym względem.- Muszę przyznać, \e ja jestem - powiedział Strand i siadł naprzeciwgospodarza.Jeśli Hazen zdecydował się ignorować wypadki poprzedniej nocy i udawać, \e nicsię nie stało, nie ujawniono \adnych zgryzot, to on, Strand, z pewnością niezamierza o nich wspominać.- Przeczytam ją pózniej.Ale proszę sobie nie przeszkadzać.- Naczytałem się ju\ dość - rzekł Hazen, składając gazetę i odkładając ją nabok.- Normalne nieszczęścia.Czy kolacja była dobra?- Doskonała.Hazen skinął głową.- Ketleyowie to znakomita para.Co by pan sobie \yczył na śniadanie?Strona 51Shaw Irvin Chleb na wody płynące- spytał, kiedy Ketley przyszedł z kuchni.- Sok i jajka na bekonie?- Zwietnie.- W domu nie pozwalał Leslie wstawać i przygotowywać mu śniadania, obywał sięwięc fili\anką kawy i bułką.Koło południa zawsze skręcał się z głodu.- Słyszałeś, czego sobie \yczy pan Strand?- spytał Hazen Ketleya.- Tak, proszę pana - odparł Ketley i zawrócił w stronę kuchni.- Och, nawiasem mówiąc - dodał Hazen - czy mo\esz powiedzieć Ronnyemu, \e jeślichce potrenować sobie dziś rano, to będę do jego dyspozycji po meczu tenisowym.- Jestem pewien, \e będzie na pana czekać - odparł pan Ketley i poszedł dokuchni.- Ronny to jego wnuk - wyjaśnił Hazen.- Ma jedenaście lat.Gra jako miotacz w dru\ynie baseballowej w lidze juniorów.Stanowię dla niego cel do rzucania.- Nalał sobie fili\ankę kawy.- Strasznie mi przykro, \e musiałem państwa pozostawić samych wczorajwieczorem, ale nie miałem wyjścia.Conroy śpi snem sprawiedliwych.Ja odświe\yłem się nieco małą drzemką w aucie, kiedy on prowadził.Słyszałem, jak pańskie dzieci wróciły gdzieś koło drugiej nad ranem.- Mam nadzieję, \e nie zakłóciły panu spokoju.- Zupełnie nie.Słyszałem tylko, \e przyjechało kombi.Zachowywali się całkiem cicho.- Wybrali się do pewnego baru w Bridgehampton, który zna Eleonora.- Zdumiewające, jak ci młodzi ludzie potrafią wysiadywać godzinami w brudnychbarach.Szczególnie \e, według Ketleya, oni nic nie piją.Wszedł Ketley ze szklanką soku pomarańczowego i dzbankiem świe\ej kawy, aStrand zastanawiał się, co jeszcze ten człowiek włączył do raportu o rodzinieStrandów.- Mam nadzieję, \e Karolina nie wybrała się razem z nimi na tę ich nocnąeskapadę - rzekł Hazen.- Nie.Ona oglądała przez chwilę telewizję i wcześnie poszła spać.- Dobrze - pochwalił Hazen.- Zorganizowałem kilkoro młodych osób, które przyjdą dziś rano na tenisa.Całkiem dobrzy z nich gracze i będzie musiała pokazać, co umie, \eby imdorównać.- Widzę, \e chce pan te\ zagrać.Hazen wzruszył ramionami.- Mogę się dołączyć na seta lub dwa, to są uprzejmi młodzi ludzie i respektująmój wiek.Starają się utrzymać piłkę na odległość spacerową, kiedy odbijają ją w mojąstronę.- Wypił łyk kawy.- Wszystko gra?- spytał.- Gra?- powtórzył Strand, zakłopotany.- Chodzi mi o to, czy wszyscy zostali wygodnie ulokowani i tak dalej?Czy nie ma wertepów w łó\ku, cieknących wodociągów lub ryczących rur?- Więcej ni\ wygodnie - zapewnił Strand.Mo\e, pomyślał, Hazen naprawdę zapomniał tę noc.Jeśli tak, tym lepiej.- Wspaniale.To przepiękny dom.Hazen pokiwał głową z roztargnieniem.- To ładny dom.Zbudowany naturalnie dla hordy ludzi.Ach, te rodziny naszych ojców.Często mam ochotę go sprzedać.Ale nie w taki ładny poranek jak dzisiaj.- Machnął ręką w stronę okien, zalanych promieniami słońca, i lśniącego oceanu.- Jeśli będzie pan potem miał ochotę popływać, to basen jest podgrzany.Strona 52Shaw Irvin Chleb na wody płynące- Nie, dziękuję - rzekł Strand.Miał chude nogi i nie chciał, \eby go oglądano w kostiumie kąpielowym.- Oddam się leniuchowaniu.- Jak pan sobie \yczy.Tu nie trzeba przestrzegać \adnych reguł.Miał pewno na myśli, powiedział sobie Strand, \e tak tu ustalono reguły, \enikt na nic nie zwraca uwagi.Wszedł Ketley z jajkami na bekonie i postawił je przed Strandem.- Proszę pana - zwrócił się do Hazena.- Telefon.- Obawiałem się tego - rzucił Hazen.- Przełącz go do biblioteki.- Wstał.- Proszę mi wybaczyć - zwrócił się do Stranda.- Obawiam się, \e będzie to raczej długa rozmowa.Proszę się czuć jak u siebie w domu.-Wyszedł z jadalni.Strand zauwa\ył, \e jego nogi są długie i muskularne i mogłyby być nogamimłodego człowieka.Efekty je\d\enia na rowerze.Pokręcił głową podziwiając konstytucję Hazena, zarówno fizyczną, jakpsychiczną.Był rad, \e Conroya nie widział przy stole.Następne spotkanie z nim będzie kłopotliwe.No ale nie zamierzam dać sobie zepsuć dnia, zdecydował.Jadł z zadowoleniem śniadanie, posmarował grzankę marmoladą i wypił trzyfili\anki kawy, przeglądając "Timesa".Hazen nie wrócił do jadalni, więc Strand skończywszy jeść, wyszedł na taras ipoło\ył się na le\aku, zamykając oczy i wystawiając twarz do słońca.Kort tenisowy był dość daleko w ogrodzie za domem, osłonięty od wiatru wysokim,porządnie przyciętym \ywopłotem.Kiedy Strand dotarł do kortu, Karolina i Hazen oraz dwóch młodych ludzizaczynali grę.Przedtem zajrzał na piętro, \eby się dowiedzieć, czy Leslie nie zechcepopatrzeć razem z nim na rozgrywkę.Leslie wcią\ jeszcze le\ała w łó\ku i jadła śniadanie podane jej na tacy przezpanią Ketley.Powiedziała mę\owi, \e to jedyny sobotni ranek w jej \yciu, kiedy nie zamierzarobić absolutnie nic.- Jeśli ten błogostan po jakimś czasie mnie znudzi, to mo\e wło\ę coś na siebiei zejdę na kort.Ale nie oczekuj mnie.Mam takie uczucie, \e będę po prostu rozkoszować się nieróbstwem a\ do lunchu.- Nie wspomniała ani słówkiem o niebywałym odrzuceniu jej przez mę\a ostatniejnocy.Strand usadowił się na płóciennym le\aku w małym ocienionym pawilonie przykorcie.Dzień był gorący i widział, \e Hazen ju\ się spocił - tu\ nad rondem jegobiałego bawełnianego kapelusza przeciwsłonecznego pojawiła się smu\ka wilgoci.Alkohol występuje na powierzchnię, pomyślał Strand.Przynajmniej widać, \e Hazen jest człowiekiem.Hazen i Karolina grali debla i jak się wydawało niezbyt znającemu się na rzeczyStrandowi, niemal tak dobrze jak dwaj młodzieńcy, którzy z pewnością oddzieciństwa grali w tenisa pod okiem doświadczonego trenera.Hazen grał na zimno i dokładnie, a piłkę odbijał tak samo mocno jak innigracze.Nie biegał zbyt du\o, ale zawsze udawało mu się być na właściwym miejscu izdobył tyle samo punktów, jak się zdawało Strandowi, co Karolina, któraporządnie się naskakała i nanurkowała w efektownych akrobatycznych rzutach kusiatce.Najwidoczniej dobrze się bawiła i uśmiechała się z zadowoleniem, jak zauwa\ył,kiedy wyszedł jej as serwisowy albo odbicie wysokiego smeczu.Młodzieńcy początkowo grali dość protekcjonalnie, odbijając piłkę przypołowicznej szybkości i nie posyłając jej w rogi kortu, ale kiedy Karolina iHazen wygrali pierwsze dwa gemy, zaczęli walić w piłkę i strzelać wzdłu\ linii,nie okazując względów dla wieku ani płci przeciwników.Seta wygrali młodzieńcy siedem pięć
[ Pobierz całość w formacie PDF ]