[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Odpowiadam, że owszem, byłem chory.- Szkoda, że minęła cię cała zabawa - mówi.- Czujeszsię już lepiej?Tak, czułem się lepiej.Pewnie to katar żołądka, trwają-cy jeden dzień.- Mam nadzieję, że nie złapiesz już tego wirusa - powiada.- Przynajmniej nie podczas tej wycieczki.- Przyglądami się jeszcze chwilę, pytając wzrokiem , czy dobrze się rozumiemy.- Z pewnością nie - odpowiadam i móyię szczerze.Wiem teraz, jak wygląda pijaństwo: mętne poczucie otępiającej radości, wyrazne wrażenie, że większość twej świado-76 JAK PISAmości przebywa poza ciałem, unosząc się w powietrzu ni-czym kamera w filmie science fiction i filmując wszystko wo-kół, a potem mdłości, wymioty, ból głowy.Nie, nie złapięjuż tej infekcji - powtarzam w duchu.Nie podczas tej wy-cieczki, ani w ogóle.Jeden raz wystarczy, żeby po prostuprzekonać się, jak to jest.Tylko idiota powtórzyłby to do-świadczenie, a tylko wariat - i do tego masochista - uczynił-by z wódki część swego codziennego życia.Następnego dnia jedziemy do Waszyngtonu, po drodzezatrzymując się w okręgu Amiszów.W pobliżu parkingu jestsklep z alkoholem.Wchodzę do środka i rozglądam się.Choć w Pensylwanii alkohol można kupować od dwudzie-stego pierwszego roku życia, w moim jedynym porządnymgarniturze i starym czarnym płaszczu dziadka z pewnościąwyglądam na ten wiek - prawdę mówiąc, prawdopodobnieprzypominam świeżo zwolnionego młodego skazańca: wy-soki, głodny facet, sprawiający wrażenie pozbawionego pią-tej klepki.Sprzedawca podaje mi flaszkę Four Roses, nieprosząc mnie o dowód, i gdy zatrzymujemy się na noc, znówjestem pijany.Jakieś dziesięć lat pózniej jestem w irlandzkim pubiez Billem Thompsonem.Mamy wiele rzeczy do uczczenia,a wśród nich ukończenie mojej powieści Lśnienie".Tak sięskłada, że opowiada ona o byłym nauczycielu i pisarzu alko-holiku.Jest czerwiec, dzień baseballowego meczu All-Star.Zamierzamy zjeść porządny, staroświecki posiłek z potrawstojących na podgrzewaczu, a potem totalnie się urżnąć.Za-czynamy od kilku drinków przy barze.Unoszę wzrok i czy-tam wiszące nad nim napisy:.,Wypij Manhattana na Man-hattanie" - głosi jeden. Podwójny drink we wtorek" - głosiinny. Praca to przekleństwo klasy pijącej" - to trzeci.A tużprzede mną wisi tabliczka z napisem: Specjalnie dla ran-nych ptaszków: drink za dolara.Od poniedziałku do piątku,od ósmej do dziesiątej rano".Gestem wzywam barmana.Podchodzi do mnie: łysygość w szarej marynarce.Mógłby być tym samym facetem,który w sześćdziesiątym szóstym roku sprzedał mi mojąpierwszą flaszkę.Pewnie to on.Wskazuję tabliczkę i pytam:- Kto zjawia się tu kwadrans po ósmej rano i zamawiadrinka?Uśmiecham się, ale on nie odpowiada uśmiechem.- Chłopcy z college'u - mówi.- Tacy jak ty.STEPHEN KING 7733W 1971 bądz 1972 roku siostra mamy, Carolyn Weimer,umarła na raka piersi.Matka i ciotka Ethelyn (blizniaczkaCarolyn) poleciały na jej pogrzeb do Minnesoty.Był topierwszy raz od ponad dwudziestu lat, gdy moja matkawsiadła do samolotu.W drodze powrotnej zaczęła obficiekrwawić z miejsca, które nazwałaby swym miejscem intym-nym".Choć już dawno przeszła menopauzę, wmówiła so-bie, że to po prostu ostatnia miesiączka.Zamknięta w ma-leńkiej ubikacji podskakującego odrzutowca TWAzatamowała krwotok tamponami ( Zatkaj to, zatkaj!" -jakmogłaby zawołać Sue Snell i jej przyjaciółki), a potem wró-ciła na swój fotel.Nie wspomniała o niczym Ethelyn anipózniej Davidowi czy mnie.Nie poszła z tym do Joe Mende-sa w Lisbon Falls, jej lekarza od zarania dziejów.Zamiasttego zrobiła to, co zawsze robiła w razie problemów: swojesprawy zachowała dla siebie.Przez jakiś czas wyglądało nato, że wszystko układa się dobrze.Cieszyła się ze swej pracy,z przyjaciół i z czwórki wnucząt: dwojga dzieci Dave'ai dwojga moich.A potem wszystko nagle się pogorszyło.W sierpniu 1973 roku podczas badań kontrolnych po opera-cji otwarcia" części nękających ją olbrzymich żylaków,u matki wykryto raka macicy.Mam wrażenie, że NellieRuth Pillsbury King, która kiedyś wylała na podłogę miskękisielu i zaczęła w nim tańczyć, podczas gdy jej dwaj synowieleżeli w kącie na ziemi, wyjąc ze śmiechu, tak naprawdęumarła ze wstydu.Koniec nadszedł w lutym 1974 roku.Do tego czasu za-cząłem już dostawać pierwsze pieniądze za Carrie", toteżmogłem pokryć część wydatków na lekarzy - przynajmniejz tego mogłem się cieszyć.I byłem przy niej do końca.Mieszkałem w zapasowej sypialni Dave'a i Lindy.Poprzed-niego wieczoru upiłem się, ale miałem tylko lekkiego kaca -na szczęście.Nie chciałbym mieć zbyt mocnego kaca - czu-wając przy łóżku umierającej matki.Dave obudził mnie kwadrans po szóstej rano, wołająccicho z progu, że to chyba już.Gdy wszedłem do sypialni,siedział obok niej na łóżku i przytrzymywał jej przy ustachpapierosa.Matka zaciągała się pomiędzy chrapliwymi odde-chami.Była półprzytomna.Jej wzrok wędrował od Da-ve'a ku mnie i z powrotem do Dave'a.Usiadłem obok niego,78 JAK PISAwziąłem papierosa i przytrzymał jej przy ustach.Jej wargirozciągnęły się, chwytając filtr.Obok łóżka, odbijając siębez końca w niezliczonych buteleczkach, leżał egzemplarzsygnalny Carrie".Ciotka Ethelyn przeczytała jej na głoscałą powieść jakiś miesiąc przed śmiercią.Wzrok mamy przenosił się bezustannie z Dave'a na mnie,z Dave'a na mnie, z Dave'a na mnie.Z siedemdziesięciu pię-ciu kilo spadła do około czterdziestu.Skórę miała żółtą i takmocno napiętą, że wyglądała jak jedna z mumii obnoszonychw Meksyku w Zwięto Zmarłych.Kolejno podtrzymywaliśmyjej papierosa, a kiedy doszła do filtra, zgasiłem go.- Moi chłopcy - rzekła, po czym osunęła się w stan ni tosnu, ni to nieświadomości.Bolała mnie głowa.Z jednej z fla-szeczek na stoliku wytrząsnąłem parę aspiryn.Dave ujął jed-ną jej dłoń, ja drugą.Pod kołdrą kryło się ciało nie należącedo naszej matki, lecz do zagłodzonego, kalekiego dziecka.Wraz z Dave'em paliliśmy, trochę rozmawialiśmy.Nie pa-miętam, o czym mówiliśmy.Poprzedniej nocy padał deszcz.Pózniej temperatura spadła i ulice pokrył lód.Słyszeliśmy,jak przerwy po każdym chrapliwym oddechu matki stają siędłuższe i dłuższe.W końcu oddechy ustały.Pozostała tylkoprzerwa.34Matka została pogrzebana na cmentarzu kościoła dziel-nicy południowo-zachodniej.Kościół, do którego uczęszcza-ła w Ośrodku Metodystów, gdzie wychowywaliśmy się ra-zem z bratem, był zamknięty z powodu mrozu.Mnieprzypadło w udziale wygłoszenie mowy pożegnalnej.Myślę,że spisałem się całkiem niezle, zważywszy, jak bardzo byłempijany.35Alkoholicy wznoszą wokół siebie mury obronne, tak jakHolendrzy tamy.Przez pierwszych dwanaście lat mojego po-życia małżeńskiego nieustannie wmawiałem sobie, że poprostu lubię wypić".Stosowałem też słynną Obronę Heming-waya.Choć nigdy nie opisuje się jej głośno (byłoby to zdecy-STEPHEN KING 79dowanie niemęskie), Obrona Hemingwaya wygląda mniejwięcej tak: Jako pisarz jestem człowiekiem wrażliwym, alejestem też mężczyzną, a prawdziwi mężczyzni nie okazująswej wrażliwości.Tylko mięczaki to robią.Toteż piję.Jakinaczej mogę stawić czoło egzystencjalnej grozie życiai wciąż pracować? Poza tym, nie przesadzajmy.Radzę z tymsobie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]