[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zamiast wolności i spotkania z wymarzoną Ojczyznączekał ich niepewny los.Co się stało z tymi znękanymi cierpieniami, ciężko doświadczonymiprzez wojnę żołnierzami, dowiedzieliśmy się dopiero w 1956 roku, kiedy zaczęto ichwypuszczać już z naszych, radzieckich obozów koncentracyjnych.Po dwóch dniach nasz pociąg wyruszył w daleką drogę do Leningradu.Przejeżdżaliśmy przezDagestan i Kubań.Wolno jechaliśmy przez puste stanice i chutory.Prawie na każdympostoju robiono długie przerwy w podróży.Oglądaliśmy na własne oczy miejsca bitew,potyczek i walk.Obok nasypów kolejowych piętrzyły się sterty spalonych wagonów irozbitego sprzętu.Dotarliśmy wreszcie do Donu.Przez most przepuszczano jedynie pociągi z wojskiemna front i z rannymi z frontu.Wokół Batajska rozciągały się góry rozbitego sprzętuwojskowego, niemieckiego i naszego.Chodziliśmy szukać broni w samochodach i czołgach.Braliśmy najczęściej pistolety.Wtem w jednym z czołgów rozległ się wybuch i dwóchnaszych kolegów wyleciało w powietrze.Obu w ciężkim stanie wysłano do szpitala wBatajsku, W Leningradzie dowiedzieliśmy się, że jeden z nich zmarł, a drugi został kaleką.Dostaliśmy dobrą - choć tragiczną w swej wymowie - lekcję.Wreszcie skończył się przymusowy postój i przekroczyliśmy Don.Wolno ruszyliśmyprzez zniszczoną Rosję, Dokoła widać było rozbite i spalone wagony, zburzone stacje, ruinymiast i dworców.Był początek sierpnia.Nasi dowódcy unikali postojów w miastach,stawaliśmy przeważnie w stepie albo w lesie.Na Dworzec Moskiewski w Leningradzie dotarliśmy wczesnym rankiem.Najpierwrozładowaliśmy się, doprowadziliśmy do porządku umundurowanie i zjedliśmy śniadanie.Potem zapakowaliśmy rzeczy na przysłane ze szkoły ciężarówki.Wszystkie formalnościzostały dopełnione.Sformowaliśmy szyk na placu przed dworcem i kompaniami ruszyliśmywzdłuż Newskiego Prospektu do szkoły na Wyspie Wasilewskiej.Zarówno Prospekt Newski, jak i całe miasto były puste.Z rzadka przemykalipojedynczy przechodnie.Orkiestra grzmiała na całą ulicę, a my szliśmy w milczeniu.Spodziewaliśmy sięujrzeć ruiny, zniszczone drogi, a tymczasem zobaczyliśmy ocalałe budynki z szybami woknach i witrynami, czyste ulice.Kilka domów jednak ucierpiało - jeden na rogu Sadowej iNewskiego, gdzie dziś znajduje się wejście do metra, drugi na ulicy Hercena ze zniszczonymgłównym wejściem do Instytutu Włókienniczego.Zlady wybuchów pocisków dużego kalibrunosiło też kilka innych budynków.Pozostałe były całe.Czyż można było to porównać zwyglądem Stalingradu i innych miast, przez które przejeżdżaliśmy?Dopiero pózniej, gdy lepiej poznaliśmy miasto, dostrzegaliśmy zniszczone całedzielnice - szczególnie w okolicy zakładów im.Kirowa.Po kilku dniach ogłoszono, że jedziemy na obóz na półwysep Koivisto w Karelii.Przyjechaliśmy, rozbiliśmy wojskowe namioty przy samym brzegu, doprowadziliśmy doporządku teren i zorganizowaliśmy służbę wartowniczą.Wkrótce obóz zaczął tętnic życiem.Przede wszystkim musztra, regulaminy i praktyczne zajęcia z pływania łodziami wiosłowymii żaglowymi.Mieliśmy sporo wolnego czasu.Wałęsaliśmy się po okolicy, zbieraliśmy jagody igrzyby.W pobliżu obozu znajdowały się porzucone przez Finów domy i obejścia.Opuścili tomiejsce wszyscy co do jednego, widocznie wzięli z sobą tylko to, co zdołali unieść,przepędzili też bydło.Reszta była połamana i rozbita - prawdopodobnie kradzieże izniszczenia były dziełem naszych żołnierzy.Potwierdziło się to znacznie pózniej, kiedy byłem w Finlandii w delegacji służbowej.Finowie opowiadali mi, że w trakcie odwrotu niczego w swoich obejściach nie niszczyli.Pewnego razu natknęliśmy się w lesie, dość daleko od obozu, na strącony radziecki myśliwieci zwłoki pilota.Niedaleko tego miejsca znalezliśmy grób porucznika, jak się domyślaliśmy - takżelotnika.Pilota myśliwca pochowaliśmy obok.Po powrocie z obozu zaczęła się nauka.Szkołę poznawaliśmy długo.Budynkizajmowały prawie całą przestrzeń między nadnewskim bulwarem a Wielkim Prospektem imiędzy 11 a 12 linią WyspyWasilewskiej
[ Pobierz całość w formacie PDF ]