[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.No i naoliwić, zawsze przydatną, machinę społecznych kontaktów.W domu Carranzów sytuacja była podobna.Marichu, matka Aurory, biegała po domu whalce i papilotach, dmuchając nerwowo na świeżo polakierowane paznokcie.Nie mogła sięzdecydować, czy włożyć oszałamiającą sukienkę koktajlową w kolorze szafiru, czy bardziejstonowany koralowy kostium.Aptekarz, w przeciwieństwie do niej zupełnie spokojny, zabijałczas, rozwiązując krzyżówki w salonie, wiedząc, że musi tylko się ogolić i włożyć smoking.Nana tymczasem chodziła w kółko po domu, zastanawiając się, jak też przekonać córkę, by ją zesobą zabrała.Nic nie wskórała, chociaż gdy tylko córka i zięć zniknęli za drzwiami, w drzwiachstanął posłaniec z bukietem kwiatów i bilecikiem od Loretty.%7łona dowódcy zapraszała Nanęnastępnego dnia na obiad, by zrelacjonować ze szczegółami postępy przedsięwzięcia.Tymczasem jednak wolała trzymać szaloną staruszkę z dala od centrum wydarzeń.Punkt ósma w rezydencji Harrisów zaczęli się zjawiać pierwsi goście.Czekał na nichwspaniały bufet, coś zupełnie niewiarygodnego w Hiszpanii 59 roku, w której czterdzieściprocent społeczeństwa nie umiało pisać i czytać, a roczny dochód na mieszkańca nie przekraczałtrzystu dolarów.Dobre stosunki Loretty z żoną dowódcy bazy w Rocie i znajomości sierżantaNievesa sprawiły, że goście mieli okazję skosztować typowo amerykańskich produktów: sałatkiWaldorf, filetów z dzikiego łososia, langusty z Nowej Anglii w sosie maślanym i innychzamorskich specjałów, które przywieziono do rezydencji Harrisów wojskowymi jeepami.Przyjechała też z nimi zastawa z białej porcelany ze złotą obwódką i emblematem U.S.Navy.Komandor Harris dowiedział się zaledwie dzień wcześniej o diabolicznych machinacjachżony i swojego podwładnego, ufał jednak, że oboje wiedzą, co robią.Poza tym nigdy nie miał nicprzeciwko spotkaniom towarzyskim.Wciśnięty w swój mundur z komandorskimi dystynkcjamiuśmiechał się szeroko do gości, podczas gdy jego żona witała wszystkich serdecznie.Obojestarali się jak najwięcej mówić po hiszpańsku, podczas gdy w tle rozbrzmiewała cicho trąbkaLouisa Armstronga.Sierżant Nieves, zgodnie ze swoją rangą, usunął się na drugi plan.Kobiety prezentowały dumnie swoje najbardziej olśniewające suknie i najcenniejsząbiżuterię, taksując się ukradkowymi spojrzeniami, oceniając kreacje konkurencji i przyglądającsię jednocześnie nowoczesnemu wystrojowi amerykańskiej rezydencji.Prawie wszyscy panowiemieli na sobie smokingi i tylko nieliczni roztargnieni stawili się w zwykłym garniturze,straszliwe faux pas, które nieprędko miały im wybaczyć zawstydzone małżonki.Nieves dyskretnie i bez słów, w sposób niezauważalny dla reszty gości, pokazał Harrisommałżeństwo Carranzów.Elegancka kobieta w niebieskiej sukni, śmiejąca się i gestykulująca wożywionej grupie, to matka.Ojcem zaś był ów jegomość wyglądający na roztargnionego, który zniekłamanym zdziwieniem przyglądał się obrazom, na których nie było nic prócz chaotycznierozmieszczonych figur geometrycznych i dziwacznych linii.Należało mieć ich na oku, choć niezamierzali od razu zagajać rozmowy.%7łeby ich nie wystraszyć.Goście zaczęli nieśmiało zbliżać się do bufetu.Z udawaną naturalnością serwowali sobieprzysmaki z kolejnych półmisków, nie mając pojęcia, co właściwie sobie nakładają.DoHiszpanii, w której królowały targi z jedzeniem, jadłodajnie i tawerny, nie dotarła jeszcze modana szwedzki stół i samodzielne nakładanie dań, a potem jedzenie na stojąco okazało się dla gościzadaniem diabelnie trudnym.Większość nie potrafiła poradzić sobie z trzymaniem talerza,sztućców i kieliszka, i prowadzeniem konwersacji.Wielu gości poddało się i rezygnując zkolacji, odstawiało talerze.Lepiej być głodnym, niż umrzeć ze wstydu, widząc sałatkę i langustęna szacownym dekolcie którejś z dam, pomyślał zapewne niejeden z nich.Po chwili Harris, jego żona i Nieves wymienili znaczące spojrzenia.Ten umówiony znakmiał rozpocząć drugą część inscenizacji.Loretta zbliżyła się do aptekarza i zagaiła rozmowęniewinnym pytaniem o skład chemiczny hiszpańskich kompleksów witaminowych, a potemwygłosiła długi monolog, w niezrozumiałej częściowo hiszpańszczyznie, na temat lekarstwamerykańskich i hiszpańskich.Niemal w tym samym momencie, w drugim kącie salonuprzytomna reakcja komandora zapobiegła temu, by potknięcie stojącego obok Marichumężczyzny zdewastowało jej olśniewającą szafirową suknię.Dowódca bazy złapał w lociekieliszek, w ten sposób nie tylko uratował kreację, ale sprowokował wybuch wdzięczności zestrony pani Carranza, który ułatwił nawiązanie rozmowy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]