[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Nie, to nie znaczy, żenadamy ją zamiast wywiadu z Theresą, ale może tak się zdarzyć.I niepodważaj moich decyzji.Tak.Uhm.Bierz się do roboty.- Boże, zlituj się! - Do gabinetu wszedł Bill Maguire w towarzystwieprawników i wysłuchał fragmentu rozmowy telefonicznej Erika zreżysernią.- Zasrana godzina z Britney Spears? Zdajesz sobie sprawę,ile forsy włożyliśmy w promocję Boudreaux?Erik nacisnął guzik interkomu:- Hilda, natychmiast przełącz Charlesa Worthingtona!- Linia druga! - wykrzyknęła zza biurka i w gabinecie rozległ siędzwonek.Bill Maguire zajął miejsce przy aparacie, obok kanapy, a Erikpodniósł słuchawkę telefonu na biurku, potem jednak obaj sięrozłączyli, sądząc, że ten drugi włączy głośnik.- Szlag by to trafił! - wrzasnął Erik.- Hilda, jeszcze raz połącz mnie zWorthingtonem! - Spojrzał na Maguire'a.-Mogę cię o coś prosić, Bill?Wiem, że ty jesteś tu szefem, ale pozwól mi odebrać telefon wewłasnym gabinecie.Minęło dwadzieścia bezcennych sekund.Telefon zadzwoniłponownie.Erik podniósł słuchawkę, przestawił aparat na stolik dokawy pośrodku pokoju i włączył tryb głośnomó-wiący.- Dobra, Charles, słuchamy twoich rewelacji.Mów, co masz.-Spojrzał na ścianę z zegarami, które pokazywały, jaka jest w tymsamym czasie godzina w czterech amerykańskich strefach czasowych,a także w Londynie, Jerozolimie, Moskwie i Hongkongu.Charles zaczął:- Znasz blogerów RightIsMight.org, najbardziej zagorzałychprawicowców, zwolenników ochrony życia, kary śmierci iwprowadzenia modlitwy do szkół? Pałających żądzą zemsty naNBS?- Uważasz mnie za jakiegoś tępaka? Oczywiście, że tak.To idioci.Wszyscy się z nich śmieją - odparł Erik.- Ale ich błogi czyta wielu ludzi.I trafiłem na nich właśnie tu, wPearl.Poczułam ostry ból w sercu.Pomyślałam o Peterze i jegowątpliwościach.Nie miał niczego konkretnego na ich poparcie,niemniej nurtowały go, a ja nawet nie chciałam ich wysłuchać.Zachowałam się arogancko, desperacko próbując zwiększyć dystansmiędzy nami.W gabinecie zapadła cisza.Prawnicy spojrzeli po sobie irozgorączkowani podnieśli ręce.Bill Maguire opadł na oparcie kanapy, zakrywając rękami twarz.Zbliżył usta do mikrofonu i powiedział:- Cholera, Charles, chcesz, żebym dostał wylewu z powodu jakichśblogerów? O co ci chodzi? Co mnie obchodzi, że są w Pearl?Włączyłam się do rozmowy:- Tam właśnie mieszka Theresa.Erik poczerwieniał na twarzy i walnął ręką w stolik do kawy, a potemwstał i zaczął przemierzać pokój.- A mamy jakiś dowód, że tę kobietę coś z nimi łączy? Głos zaczął midrżeć.- Nie.Piszą swoje błogi anonimowo.Nie znamy ich nazwisk.Goodman miał tego dosyć.- Ta zdzira mieszka w tym samym republikańskim stanie co jakieśprawicowe czubki.Nie bardzo wiem, w jaki sposób może to rzutowaćna mój wywiad.Przez głośnik odezwał się Charles:- To nie tylko ten sam stan, to to samo miasto.Posłuchajcie.Lepszejroboty detektywistycznej nie odwaliłem od lat.Obdzwoniłem ze stopowiązanych z polityką osób i jestem prawie pewny, żeRightIsMight.org ma siedzibę właśnie tutaj.To sensacja sama w sobie.Goodman odniósł się do tego z niedowierzaniem.- Charles, mamy ci wierzyć, bo jesteś prawie pewien", żeRightIsMight.org ma bazę pod Jackson?- Pewien zalany facet w barze powiedział mi wczoraj wieczorem, żew małym miasteczku pod Jackson działaj ąblo-gerzy.A maminformację od jednego z moich zródeł w Białym Domu, żeRightIsMight.org wywodzi się właśnie stąd, i skojarzyłem oba te fakty.Wtrącił się Bill Maguire:- Postawny sprawę jasno.Jakiś podchmielony męt mówi ci, że wmiasteczku są blogerzy.A inny fagas z Waszyngtonu, który gówno wieo Południu, podejrzewa, że RightIsMight.org mieści się pod Pearl.Lepiej znajdz coś więcej, zanim zaczniesz zawracać mi głowę.Naprzykład coś, co by świadczyło, że mają powiązania z tą suką.Charles powiedział drżącym głosem:- Chyba nie mam żadnego dowodu, że coś ich z nią łączy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]