[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Aaskawi bogowie, tego już by nie zniósł! Wolałby się zabić, niżponownie ją zhańbić.- Nie, Chesso.Teraz nie mogę.Zobaczymy się pózniej. Cmoknął ją przelotnie i pomaszerował dowyjścia.Przy drzwiach odwrócił się i dorzucił: - Przykro mi z powodu dzisiejszej nocy, nie wiem, comi się stało, ale po prostu musiałem cię mieć.Nigdy przedtem nie przydarzyło mi się nic takiego,jak.Na jego twarzy Chessa wyczytała wściekłość na samego siebie, wstyd i rozpacz.Spojrzała muprosto w oczy.- Chcę cię dotykać, Cleve, chcę owinąć się wokół ciebie, słuchać twoich jęków, czuć, jak drżysz.Dotyk twojego ciała napełnia mnie szczęściem.Czy nie jest ci przyjemnie, gdy kładę na nim dłoń?Zmienił się na twarzy, jakby ugodziła go strzałą.Otworzył drzwi i już go nie było.Chessa zerknęłana swoje ciżemki, uśmiechając się ukradkowo.Mężczyzni! Cóż za dziwne, acz fascynujące zarazemistoty.Ledwie mogła się doczekać dzisiejszej nocy.Ale co zrobić z Kiri? Przypomniała sobie, jak dziewczynka przywołała Kerzoga i powiedziałakundlowi, że miał rację.Wzięła to wszystko za jakąś nową zabawę, której reguły wymagają, by onidwoje, obnażeni, znalezli się w jednym łożu! Mała przekomarzała się z Kerzogiem, ciągnąc psiaka zakudły, wybiegając wraz z nim z niewielkiej sypialni.Rankiem Chessa zaczekała, aż Kiri skończyowsiankę, po czym przytuliła ją, podrzuciła w powietrze i zapowiedziała, że tego wieczoru przywiążeją do ogona Kerzoga, żeby nie mogła nachodzić swego biednego tatusia i męczyć go, kiedy jeszcze śpi.- Którego tatusia? - spytała dziewczynka, zaśmiała się w uznaniu własnego sprytu i wyślizgnęła zramion Chessy.Rano nie wiedziała, czego oczekiwać, ale miała nadzieję, że.Niestety szybko się rozczarowała:Cleve był skrępowany i zawstydzony, przy pierwszej sposobności wyszedł z izby, a gdy próbowałapodjąć rozmowę, odpowiadał półgębkiem, pojedyńcznymi słowami.Teraz wreszcie zrozumiała.Ciekawe, jak wyglądała jego rozmowa z mężczyznami, co powiedział przyjaciołom o tej nocy?Twarz Cleve'a spurpurowiała, żyły na szyi pulsowały krwią.- Powiedziałaś Rorikowi, że wziąłem cię pięć razy? Pięć razy!! Pięć razy do końca? I jeszcześmiałaś się dopytywać, czy to wystarczająco dużo? Pytałaś, czy siły mężczyzn w tym zakresie sąniewyczerpane?Spuściła wzrok na ciżemki.Posłała mu ukradkowe spojrzenie zażenowanej skromnisi.- No, tak.- szepnęła nieśmiało, wiercąc koniuszkiem stopy w piachu.- Niech cię licho, Chesso! Przestań udawać.Ani przez chwilę nie dałem się nabrać na ten pokazniewinności.Spójrz mi w oczy i daruj sobie ten dwuznaczny uśmiech!- Jeśli chcesz.- Teraz już uśmiechała się szczerze i bez odrobiny wstydu.- Lordowi Rorikowiszczęka opadła niemal do ziemi.Zaczął mnie wypytywać, żeby się upewnić, czy naprawdę rozumiem,co znaczy pięć razy.Powtarzał: Czy to było pięć oddzielnych razy, a między jednym a drugimmijał jakiś czas? Bardzo mu zależało, żebym dokładnie zrozumiała, o co mu chodzi.Cleve wciąż miał przed oczami oszołomioną twarz Rorika, który gapił się na niego z zachwytem,zadając sobie pytanie, czy i jego byłoby stać na tak niewiarygodną jurność.- Co za dzień! Mężczyzni w kółko o tym rozprawiają, jakby na świecie nie było innych tematów.Chyba nie sądziłaś, że Rorik zatrzyma dla siebie tak smakowite wyznanie, co? Niee.Widzę, żedobrze wiedziałaś, co robisz.- Przeczesał palcami złocistą czuprynę i wygładził kilka pasemek wzdłużtwarzy.- Prawda zaś jest taka, że najpierw cię sponiewierałem, a potem zasnąłem jak wół.Więc.- Więc co, Cleve? Jestem zachwycona, że wzbudziłam taką żądzę, iż nie zdołałeś się powstrzymać.Nie wierzę, byś mógł powiedzieć innym mężczyznom, że mnie zawiodłeś.To śmieszne! Ból, który mizadałeś, nie był aż taki dotkliwy.Niecierpliwie wyczekuję kolejnej nocy z tobą.Zapragnął wziąć ją za ramiona i mocno potrząsnąć, żeby zaczęła mówić z sensem, ale w ostatniejchwili się zatrzymał.Zawarczał jedynie posępnie, jak Kerzog, gdy ktoś próbował wyrwać mu z pyskakij, odwrócił się na pięcie i odszedł.Do Chessy podeszła Laren z jabłkiem w wyciągniętej dłoni.- Masz, zjedz, a ja ci zrobię wykład o mężczyznach.Chessa wgryzła się w soczysty miąższ.Laren popatrzyła za odchodzącym Cleve'em, który niemalbiegiem mijał wrota ostrokołu.- Mężczyzni nie mogą znieść, gdy kobieta zabiera im coś, co uważają za swoją wyłącznąwłasność.- Spółkowanie to ich wyłączna własność?- Och, tak.W grę wchodzi ich krzepkość i męskość, rozumiesz? I jeszcze więcej: uważają, że tenakt obnaża ich prawdziwą naturę, sedno ich istoty.Muszą więc dowieść, że w tej dziedzinie są praw-dziwymi władcami.To mężczyzna decyduje, jak powinien przebiegaćstosunek, a jego ogólne reguły zostały ustalone przez nich i są od wieków przekazywane z ojca na syna.Kobietom nie przystoi otwarcie dyskutować o tych rzeczach.- Jakie reguły?- Cleve to mężczyzna uważający, dbały o dobro innych, nieskłonny do wybuchów emocji,ugruntowany w swych nawykach.Niechcący podsłuchałam waszą rozmowę i powiem ci jedno: on czujesię winny, bo uważa, że zawiódł nie tylko ciebie, ale siebie i wszystkich mężczyzn na ziemi.Bardzosię tego wstydzi.Ty natomiast zachowałaś się wspaniale, zmyślając wersję dla Rorika.Wszyscy inniuważają teraz Cleve'a za niemal równego bogom.Słyszałam dziś słowa pięć razy tak często, żewystarczy mi ich do końca życia.Właściwie to było: pięć oddzielnych razy.To kłamstwo jeszczebardziej pogłębia jego zażenowanie, bo wie, że zmyśliłaś je, by zatuszować to, co sam uważa za więcejniż niedociągnięcie, za klęskę.Ty, rozumując jak prawdziwa kobieta, próbujesz oszczędzić muupokorzenia.On zaś nie może tego znieść.- Bogowie, cóż za absurd! - Chessa odrzuciła ogryzek.- Nas jest dwoje, a nie tylko Cleverealizujący jakiś z góry założony program osiągnięć.Przecież uczestniczę w tym akcie tak samo jakon, prawda?Laren uścisnęła dziewczynę z pełnym zrozumienia współczuciem.- Masz rację.Kobiety są zachwycone twoim zachowaniem.Zaśmiewają się, że tak łatwo obróciłaś tenkij o dwóch końcach i przejęłaś kontrolę nad tym, co ich mężowie uważają za swoją wyłącznądomenę.Kerek miał chyba rację.- W czym?Laren wzruszyła ramionami.- Aatwo mogę sobie wyobrazić, jak siedzisz w wozie bojowym, prowadząc za sobą tysiączneoddziały zbrojnych, posłuszne twoim rozkazom.Być może naprawdę jesteś jak nowa Boadycea,królowa Iceńczyków? Ty, Chesso, podejmujesz decyzję i zaczynasz działać.Być może nie zawszewidzisz sprawy jasno.cóż, nie narodził się jeszcze człek, który by zawsze miał słuszność.Chodzi oto, że się nie wahasz.Nie zmieniasz zdania co chwila, ale decydujesz i działasz.To mi się u ciebiepodoba.Cleve też podziwia u ciebie tę cechę, ale nie spodziewaj się, że to doceni właśnie teraz, gdyczuje się urażony w swej męskości.Czy dzisiejszej nocy potrafisz podejść do niego odpowiednio?- Och, tak! Mirana poleciła mi wyszukać gniazda siewki i zebrać ich jaja
[ Pobierz całość w formacie PDF ]