[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.- Dwadzieścia cztery, dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć.- Dalej, dalej, nie stawać!- Wchodzić na koniec! Na sam tył! Tam jest jeszcze pełno miejsca!- Ludzie przednim trapem! Aadunek tylnym! Szybciej!- Odcumuj dziób! Trap góra! Na wodę! Następny! Rzucaj cumę! Następny!- Szybciej, ludzie!- Prawym brzegiem, płynąć pod brzegiem! Nie wychodzić na środek! Do wioseł!- Do straży przedniej: ruszać! Trzy długości strzału do przodu! Podaj dalej!Załadunek trwał dziewięć godzin.Był to czas, który ciągnął się bez końca, ale wreszcie wszystkie okręty zostałyzapełnione ludzmi i zwierzętami.Podniesiono ostatnie trapy, wtoczono ostatnie beczki.Odpoczątku ku tyłowi konwoju z ust do ust pobiegły ostatnie rozkazy.- Nie możemy dłużej na nich czekać - powiedział Atleif.- Wsiadaj - odparł Drakkainen.- Ulfie.Tam jest cały klan Ludzi Ognia.Trzeba ich stąd zabrać.Oni są jednymi z nasi zrobili to, żeby ocalić swój klan.Nie chcieliby, żeby wszystko przepadło, dlatego że na nichczekałeś.- Wsiadajcie - powtórzył Drakkainen z uporem.- Na przedostatni statek.Dogonię was.Atleif położył mu dłoń na ramieniu.- Ulfie.Wiesz, że potrzebujemy cię potem.Tam, na murach Lodowego Ogrodu, a niew górach Ziemi Ognia, szukającego pięciu ludzi.Potrzebujemy cię.Prowadzisz nas.Wszystkich, a na tym to właśnie polega.Musisz myśleć o tysiącach, a nie o pięciu, nawet jeślisą twoimi braćmi.- Nie rozumiesz - powiedział Vuko zdławionym głosem.- To Nocni Wędrowcy.Niktnie zostaje porzucony.Razem wyruszamy i razem wracamy, nawet martwi.Odchrząknął.- Tylko do rana.Potem ruszam za wami.Mam najszybszy statek pchany pieśniamibogów.Dogonię was, zanim wyjdziecie na morze.Atleifie, to Grunaldi.Spalle.Warfnir.- Znałem ich od dziecka - rzekł Atleif.- Tak samo jak znałem wielu z tych, co padli woblężeniu.Tak samo jak znałem mojego sternika, Grunfa Kolczaste Serce.Płakałem pokażdym.Po każdym z osobna, aż zabrakło mi łez.Ale muszę myśleć jak styrsman: o tych, cowciąż żyją.O klanie.Ty też jesteś styrsmanem, Ulfie.Wiesz, że nie możesz ruszyć pózniejniż o świcie, bo zawiedziesz nas wszystkich.- Zostaję z Ulfem - oświadczyła Sylfana.- Jestem Nocnym Wędrowcem, tak jak oni.Ledwie konwój wtopił się w mgłę i ciemność, Drakkainen zszedł pod pokład i mimoże kręciło mu się w głowie ze zmęczenia, natychmiast wetknął twarz w maskę i pomknął wnoc jako skrzydlate widmo.Ludzie żyjący w świecie za Morzem Gwiazd widzą wszystko w skrócie.Wpomniejszeniu.Wydaje im się, że ocean jest mały, bo przelatują nad nim w ciągu paru godzin.Zawsze mogą włączyć sprzęg globnetu i zobaczyć dowolny skrawek Ziemi z orbity.Mająkomputery zdolne segregować terabajty danych w ułamku sekundy.Tymczasem w rzeczywistości kilkanaście kilometrów kwadratowych lasu, gąszczy,gór, skał, wąwozów i rozpadlin to ogromny teren.Przeszukanie go nawet z powietrza dlaznalezienia śladów pięciu ludzi to losowanie.Nic więcej.Kilkadziesiąt kilometrówkwadratowych to już nawet nie losowanie.To jakaś kosmiczna loteria, jakieś trafianie szansliczonych w setce miejsc po przecinku.Ale i tak szukał.Przeleciał wzdłuż tras, które mogli obrać, wracając od brzegów Trakeriny.Zataczał kręgi na dużych wysokościach, wypatrując iskierek ludzkiej obecności.Natrafił na dwie niezidentyfikowane grupki niebędące jego ludzmi.Latał, przeczesując teren systematycznie, raz koło razu.Miotał się tuż nad czubkami drzew albo patrzył z wysoka.Ani Wędrowców, anikruka.A w końcu nastał świt.Drakkainen odkleił twarz od maski, a potem długo pił duszkiem wodę z miodem idyszał ciężko.Gdy wyszedł na pokład, wrzucił do jeziora skórzane wiadro na lince,wyholował je pełne wody, po czym postawił na stopniach zejściówki forkasztelu, zanurzyłgłowę w zimnej wodzie i trzymał ją tak dobre pół minuty.A pózniej otrzepał się jak pies i z martwą, kamienną miną, głosem zdartym odwczorajszego wrzasku kazał rwać kotwicę
[ Pobierz całość w formacie PDF ]