[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Jak jednak tego dokonał? Niewierzyła, by Morgan zdradził się przed nim choć słowem.- Lucy, idz, zaczekaj na mnie w holu - powiedział Samuel.- Muszę porozmawiać z milady na osobności.Lucy zawahała się; przez chwilę przenosiła spojrzenie z Samuela na Clarę.Potem westchnęła i wyszła z pokoju.Clara oddychała z trudem.Boże, to się naprawdę działo.podejrzenia, te wszystkie kłamstwa, które musiaławymyślić.Co ona sobie właściwie wyobrażała, kiedy rzuciła się tak niefrasobliwie w ramiona Morgana? Przecieżmogła w ten sposób zrujnować sobie reputację, sprowadzić zgubę na Dom.310No cóż, nie zamierzała do tego dopuścić.Nie zamierzała.Nie chciała kłamać przed Samuelem, ale nie miała wyjścia.Nic innego nie wchodziło w grę.Clara zaczekała, aż dziewczyna wyjdzie, i przybrała władczy ton.- Tak, o co chodzi?Samuel patrzył jej uparcie w oczy.- Kapitan spędził tę noc z kobietą.W swojej sypialni.Poczuła, że strach ściska jej żołądek.- Powiedział ci o tym?- Nie musiał.Czułem ten zapach.Zapach? Boże, na to nie była przygotowana.- Nie rozumiem, co fakt, że kapitan spędził noc z kobietą, może mieć wspólnego ze mną.- Lucy twierdzi, że milady była w sklepie.- A jeśli nawet, to co?- Ja nie mówię o przyjacielskiej wizycie.Kapitan miał kobietę w łóżku.- Samuelu! - wykrzyknęła Clara, udając największe przerażenie, na jakie mogła się zdobyć.- Chyba nie sądzisz, że janią byłam!Skrzyżował ramiona na piersiach.- To co w takim razie robiła pani w jego sklepie? W nocy? Sama? I proszę nie zaprzeczać.Czułem tam wyrazniezapach pani perfum.Clara rzuciła Samuelowi słynne spojrzenie Stan-bourne'ów świadoma faktu, że choć czasem może liczyć na niegojak na przyjaciela, musi jednak zachować dystans i ostrożność.- To nie twoja sprawa, Samuelu, ale kapitan Pryce został ranny, więc, tak, poszłam do jego sypialni, by opatrzyć muranę.To wszystko.A potem wróciłam tutaj na noc.311Miała nadzieje, że pan Bóg jej wybaczy takie bezczelne kłamstwo.Na szczęście jej słowa przywołały go doporządku.- Ale jego sklep pachniał.- Przerwał na chwilę.- To znaczy.Nawet nie musiała udawać, że się rumieni.- Nawet gdyby kapitan Pryce śmiał sobie pozwolić na jakiekolwiek niestosowne zachowanie, ja nigdy bym do tegonie dopuściła.Nagle Samuel zdał sobie sprawę, że takimi sugestiami przekroczył zdecydowanie dopuszczalne granice.- Ja.przecież tak nie myślałem.tylko.to znaczy.- Ten człowiek to paser - stwierdziła stanowczo, tłumiąc poczucie winy.- Jeśli sądzisz, że mogłabym.- Ja przecież nie.- Zwiesił pokornie głowę.- Milady, nie wiedziałem, co mówię.Po prostu się martwiłem.- Wsunąłręce do kieszeni.- Przecież pani mu się podoba, to jasne jak słońce.Ale ja wiem, że pani nigdy by się z kimś takimnie zadała.- Z pewnością nie - powiedziała Clara, szczęśliwa, że oddaliła niebezpieczeństwo.Zdawała sobie jednak sprawę, że nie uda się jej już nigdy okłamać Samuela.Dlatego musiała trzymać się z dala odMorgana do czasu zakończenia sprawy Spectera.- Czy zamierzasz mnie jeszcze o coś oskarżyć, Samuelu?Zaczerwienił się jak burak, pokręcił głową, a Clarę znów ogarnęły wyrzuty sumienia.Musiała również przyznać, żeSamuel był bardzo spostrzegawczy, a to budziło w niej strach.312- Dobrze - powiedziała zdecydowana, by zakończyć tę dyskusję.- Teraz może ja wyrażę swoje obawy.Mam namyśli ten pistolet Lucy.- Proszę się o nic nie martwić - odparł, najwyrazniej zadowolony ze zmiany tematu.- Już nigdy nie pozwolę jejnikogo postrzelić.- Nie powinna nosić przy sobie broni, skoro nie wie, jak jej używać.- Zgadzam się, milady.Zajmę się tym, przysięgam.- Z tymi słowami odwrócił się na pięcie i wyszedł.Clara ruszyła za nim, ciekawa, jak też sobie poradzi ze zdenerwowaną dziewczyną.Lucy chodziła tam i z powrotem po korytarzu i od czasu do czasu wyglądała przez okno, wypatrując Johnny'ego.- Lucy - zaczął Samuel.- Nauczę cię strzelać.4- Co takiego? - spytała Clara, gdy Lucy odwróciła się od okna.- Zupełnie nie o to mi chodziło.- Samuel rzucił Clarze przepraszające spojrzenie.- W Spitafields pistolet może jej się przydać.Lepiej, żeby nosiła przy sobie broń.Jeśli jednak ją nauczę, jak siępowinna nią posługiwać, nie wyrządzi nikomu krzywdy.- Ale.Samuelu.- Tak! - wykrzyknęła Lucy.- Naucz mnie.Prosiłam pana Fitcha, ale on nie chce.Mówi, że dziewczęta nie powinnyużywać broni.- Pewnie ma rację - mruknęła Clara.- Nauczę cię i koniec - powtórzył z uporem Samuel.- Nie dbam o to, co myśli pan Fitch.Lucy miała zmartwioną minę.- On już i tak będzie zły, że zabieram Johnny'ego.313- Lucy - powiedziała cicho Clara.- Nie sądzisz, że byłoby ci lepiej z mężczyzną, który akceptuje twoich braci?- Jeśli nie zdołam ich utrzymać, to nie - odparła z żalem.- Rodney ma duży dom i chłopcy nie sprawiliby mu kłopotu,gdyby tylko ich polubił.- Więc niech Rodney sam w nim mieszka - przerwał jej gwałtownie Samuel, kładąc Lucy rękę na ramieniu.- Zajmęsię tobą i chłopcami, jeśli tylko mi na to pozwolisz.Lucy przenosiła niepewne spojrzenie z Samuela na Clarę.To, co czuła, było zupełnie jasne, rozum jednak nie słuchałserca.- Nie masz dla nas miejsca, Sam.- Ale mogę je znalezć.Lady Clara nam pomoże.Prawda, milady?Popatrzył na nią tak błagalnie, że poczuła ukłucie w sercu.- Tak, pomogę.I może znajdę ci pracę, dzięki której utrzymasz żonę i.- Zonę! - wykrzyknęła Lucy, spuszczając wstydliwie pczy.- Och, nie, milady.On nie chce mnie poślubić.- Jak to nie? - odparował Samuel.- Mogę się żenić.Mam dwadzieścia lat, chcę zająć się tobą i chłopcami, słowo.Lucy poczuła, że łzy napływają jej do oczu, lecz Samuel natychmiast je otarł.- Och, Lucy.zawsze cię kochałem, właściwie od chwili, gdy zdałem sobie sprawę, że jestem mężczyzną.Zapomnijo Fitchu i wyjdz za mnie.A reszta sama się ułoży.Lucy wciąż stała jak oniemiała, toteż Samuel wziął sprawy w swoje ręce, przyciągnął ją do siebie i pocałował.314Clara odwróciła się dyskretnie, kryjąc łzy szczęścia.I zazdrości.Dałaby wszystko za to, aby Morgan pragnął jej takmocno, jak Samuel Lucy.Nie mogła znieść widoku ich słodkich pocałunków.Nie miała jednak czasu się nad tym zastanawiać, gdyż drzwi wejściowe otworzyły się nagle i dobiegł ją pogodnygłos ciotki.- Oto Dom, milordzie - powiedziała Verity do Winthorpa i zamarła.- Na litość boską, co się tu dzieje?Istotnie, sytuacja wymagała miłosierdzia bożego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]