[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Historia, jaka kryje się zatym krótkim wyjaśnieniem, stanowi klucz do jego osobliwej logiki.W czasie kolejnych kilku sesji Randy opowiadał o swoich doświadcze-niach seksualnych.Dzielił się ze mną wrażeniami z pierwszej randki, pier-wszego pocałunku, pierwszej stałej znajomości z dziewczyną i - zezrozumiałym zażenowaniem - z pierwszego stosunku.Kolejne opowieściutwierdzały mnie w przekonaniu, że chłopak wysoko stawia sobie poprze-czkę.Każdy udany stosunek uważał za zwycięstwo.Grał, a stawką był seks.Randy pragnął posiąść kobietę fizycznie; odrzucał natomiast jakikolwiekkontakt emocjonalny.W trzech przypadkach porzucił dziewczynę kiedy tapróbowała nawiązać z nim bliższą znajomość.Jak sam powiedział, jego me-toda była sprecyzowana".Miała również wyjątkowo zgubne konsekwencje.W mojej ocenie dokonywał emocjonalnych zbrodni na dziewczynach, któreośmieliły się go pokochać.Zasugerowałem, iż jego postawa w stosunku do kobiet była zaburzona;że wydawał się magazynować w sobie całe pokłady gniewu i niechęci wobecpłci przeciwnej.Chyba naprawdę to nim wstrząsnęło.- Nie jestem świadomy tej nienawiści.Przecież chcę kochać.Po prostu niemogę uwierzyć, że takie są moje prawdziwe odczucia.Ale coś w tym przecieżmusi być?- Tak, z pewnością.- Posunąłem się w tym rozumowaniu o krokdalej: - I powiem ci, że chodzi o zemstę.Dla mnie jest to główny wątekwszystkich twoich opowieści.I mścisz się nawet na dziewczynach.Był szczerze zdumiony.- Co? To nie ma żadnego sensu.Zemsta? Dlaczegomiałbym brać odwet na dziewczynach?- Dlatego właśnie tu przyszedłeś - żeby zastanowić się, dlaczego.I zrobićto dla siebie, nie dla mamusi.Wspólnie do tego dojdziemy.Rzeczywiście - dlaczego? Znakomite pytanie.Dlaczego Randy tak podletraktował kobiety? Dlaczego popełniał emocjonalne zbrodnie? Czy zawiódłsię na jakiejś panience? Nie zdołaliśmy niczego takiego ujawnić.Czy możejego matka była złośliwą, sadystyczną schizofreniczką? Raczej nie.Czyżbyojciec wbijał mu do głowy, że należy nienawidzić kobiet, bądz to sam Randymiał ukryte skłonności homoseksualne? Ani to, ani to.By dotrzeć do sedna sprawy poprosiłem go, by skupił się na ostatnimz doświadczeń seksualnych.Potrzebne mi było dokładne, krok po kroku do-konane sprawozdanie.127Syndrom Piotrusia PanaKontakty fizyczne, o których opowiadał, miały niezmiernie symboliczneznaczenie.Ich kanwę tworzył zawiły splot infantylnych fantazji, niedozwo-lonych, a nawet bezprawnych praktyk z młodymi dziewczętami oraz ciągówalkoholowych i narkotycznych.Krótko mówiąc, była to opowieść o seksiei narkotykach.Randy mieszkał w uniwersyteckim miasteczku, w jednym ze środkowychstanów, gdzie siedemdziesiąt procent mieszkańców utrzymywało się dziękiuczelni.Wiele starszych domów przerobiono na stancje dla studentów.Wła-ściciele pobierali opłaty za wynajmowanie i starali się jak mogli zminimali-zować sobie koszty remontów.Randy dołączył do piątki studentów, którzymieszkali w starej ruderze i poszukiwali szóstego do kompletu.Płacił osiem-dziesiąt dolarów za miesiąc, bez wyżywienia.Zajął mały pokoik na pier-wszym piętrze, który dawniej był przestronną garderobą.Imprezy towarzyskie były dla niego tak niezbędne jak powietrze czy wo-da.Z góry zakładał, że będzie miał aż nadto okazji do baletów" w groniejemu podobnych, olewających" wszystko ludzi.I nie pomylił się.Nowi kumple urządzili małe przyjęcie powitalne.Nic takiego - paręskrzynek piwa, trochę prochów, trochę wina, haszysz, marihuana i na deser- odrobina nieocenionej kokainy.O dziewiątej wieczorem piętnastu czy dwu-dziestu młodych ludzi rozlokowało się na parterze starego domu.Ogłuszającamuzyka wstrząsała ścianami rudery.Sądząc z pełnych zachwytu wrzaskówi głośnych tyrad, zapanował już narkotyczny luz.Przekrzykiwali się wzajem-nie, opowiadając sobie o najnowszych wyczynach i dzieląc się plotkamiz college'u.Jak zwykle nikt nikogo nie słuchał.To typowe party niespodziewanie urozmaiciły trzy nowe osoby.Sądzącz wieku, nie powinny się tam znalezć, a jednak widać było, że dobrze znałyten dom i jego pięciu lokatorów.Dopiero zaczęły naukę w szkole średniej,mieszkały w internacie, a to miejsce zastępowało im dom rodzinny.Sprawiaływrażenie, jakby właśnie ukończyły kursy dla organizatorów rozrywki
[ Pobierz całość w formacie PDF ]