[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.W biurach Orbisu" ustalono, że zgłoszenia tychdwóch osób wpłynęły na początku czerwca, po normalnymterminie zapisów, na skutek zgłoszonej rezygnacji dwóchinnych zapisanych wcześniej kandydatów.Była to okoliczność obciążająca Klimczaka.Niemniej, gdy poodprawie Osuch zagadnął Kotowicza, jakie wrażenie wywarł nanim Klimczak, kapitan chwilę zastanawiał się, nim powiedział:- Byczek, zwykły byczek.- Z tych, co potrafi się rozjuszyć?Kotowicz skrzywił się.- Nie wiem.Równie dobrze byczekFernando, który lubił kwiatki, stokrotki i bławatki i w cichewieczory letnie chodził pod drzewo stuletnie , chociaż ten wletnie wieczory woli dziewczynki.- Według ciebie większą frajdę powinien znajdować wukatrupianiu mężów swych przyjaciółek i ułatwić ci pracę.Tym bardziej, że poza tym podejrzanym nie widać nahoryzoncie podejrzanego numer dwa.Kotowicz chodził jak przysłowiowa gradowa chmura.Z dewizówki dano znać, że Dobecka nie figuruje w ichkartotekach.Tak więc ten punkt zaczepienia urzędowoodpadał.Jednakże osoba byłej bufetowej nie dawałaKotowiczowi spokoju.Informacje przekazane przez Brusek owieczornej wizycie znajomego Dobeckiej w mieszkaniuMłotkowiczowej, świadczyło o powiązaniu tej trójki.Ale jakiegorodzaju mogło być to powiązanie, Kotowicz biedził siębezskutecznie.Czy dotyczyło bezpośrednio zabitego jubilera?Jeśli - jak sugerowała Dobecka - był on hazardzistą, toosobnikiem, który odwiedził Młotkowiczową mógł być ktoś ztego kręgu i tajemnicy zabójstwa należy szukać w tej strefieżycia Młotkowicza.Z drugiej strony dozorczyni określiła tegożosobnika jako znajomego Dobeckiej, kogoś, kto odwiedzałprzedtem tylko emerytowaną bufetową.Wyciągając z tychprzesłanek dalsze wnioski, mogłoby to oznaczać, że mieszkanieDobeckiej mogło być meliną gry.Ale czy w takim przypadku,gdyby jej mieszkanie było meliną, czy naprowadzałaby na trophazardu jubilera? Czy była na tyle pewna, że ustalenie, w co igdzie grywał Młotkowicz, jest nie do wykrycia? Tu kapitanuczciwie stwierdzał, że gdyby nie informacja dozorczyni,rzeczywiście mogło nie być do wykrycia.Poza tym wszystkim zachodziła jeszcze dość istotnaokoliczność, że kapitan nie mógł się pozbyć zasadniczejwątpliwości, czy Dobecka nie chciała go naprowadzić nafałszywy trop.A wówczas cała tak pięknie wydedukowanahistoryjka nie miała żadnego sensu.Mógłby to stwierdzićjedynie poprzez rewizję w mieszkaniu bufetowej.Jeżeli u niejgrywano, znajdą się dowody rzeczowe, tego był pewien.Ale taksamo był pewien, że wniosku o rewizję, opartego na takichprzesłankach, żaden prokurator w PRL nigdy nie wyda.Kiedy wstąpił do sekretariatu, żeby poprosić Irenkę o kawę,zastał tam podporucznika Ola- cha, który niedawno zacząłpracować w Komendzie.Sądząc z ożywienia, rozmowa, którąprowadzili, była interesująca dla obydwu stron.Kapitan zdążyłteż zauważyć, że Olach najwyżej dobiega ćwierćwiecza i jestbardzo przystojnym chłopakiem, co dotychczas uchodziłokapitanowej uwadze.Zamiast prośby o kawę, zakomunikował Irence, że wychodzi ijuż dziś do Komendy nie wróci.Popołudnie spędził na przystani nad Wisłą.Woda była mętnai ciepła, kąpiel nie przyniosła zwykłego orzezwienia.Leżałpotem na pomoście i patrzył na ciemny nurt Wisły, ogarniętytotalnym zniechęceniem do siebie i świata.Co go może jeszczew życiu czekać, poza pracą i zwykłymi wulgarnymi flirtami? Tejpracy miał już dosyć, dosyć po same uszy, tej wiecznejszarpaniny, której końcowym efektem bywa w najlepszymwypadku ujęcie jakiegoś bandziora.Może, gdyby zmieniłpracę.Ale co można w jego wieku zaczynać od nowa? Zzaocznie przed dziesięciu laty ukończonym prawem, mógłby conajwyżej przejść do prokuratury i w kółko pichcić aktyoskarżenia
[ Pobierz całość w formacie PDF ]