[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.nie odpowiadając.Spokój ten jątrzył go począł śmiaćsię dziko, wstał, przechadzał się po pokoju, zbliżał do łóżeczka dziecka, któreciągle oczy miało rączkami przysłonięte.Nie wiedział jak rozpocząć pytaniadalsze. Złodzieja wczoraj przydybano pod oknem mruknął jestprawdopodobnem bardzo, że ulubieniec pana Piotra i waćpani, Panaspasiecznik, był ze zbójami w zmowie, bo dziś pono uszedł.Cały to taki dwórstary, wszyscy faworyci wasi.Któż wie? gotowi może na życie moje nastawać,bo wiem, że jak Waćpani mnie nienawidzisz, tak nie cierpią wszyscy, którymwygodniej było przy nieładzie i ruinie za Piotra.Ale ja te szajki, te spiski, tomrowie paskudne wyśledzę i wytępię.Marya podniosła oczy na mówiącego, zdziwiona, przemogła wstręt i odezwałasie: Panas jest najpoczciwszy z ludzi, to nie może być. Przecież zbiegł! Czapka na złodzieju zagorzała.począł się śmiać pan Wit.Czegóż by uciekał, gdyby na sumieniu coś nie miał? Kręcą się tu jacyś ludziepodejrzani nieustannie koło dworu.któż wie, może to posłańce miłościwej panii jej posługacza? Lecz nie życzyłbym wcale w żadne pokątne robótki sięwdawać, bo by to na złe wyszło. Ja? w pokątne roboty? słudzy moi? zawołała jakby oburzona Marya,podnosząc się z krzesła.Waćpan mi to śmiesz mówić? Kiedyżeś mógł mnieposzlakować na podobnej sprawie? Moje życie jasne i ja się z niczem taić niepotrzebuję.To mówiąc, siadła znowu, wzięła książkę i próbowała się modlić, nie zważającna Wita, który chodził po sypialni sapiąc i mrucząc.Rozmowa zdała sięskończoną, gdyż Marya widocznie dłużej prowadzić jej sobie nie życzyła.Kilkarazy spojrzała z książki na dziecinę, której oczki otwarte z pomiędzy drżącychpaluszków na nią spoglądały; wzięła różaniec w ręce, szeptała modlitwę, Witchodził.Widząc nareszcie, iż nie przełamie milczenia żony, a sam nie znajdująctreści do nowych wymówek i dokuczania, wyszedł, głośno za sobą trzaskającdrzwiami, Marya wstała, spuściła rygiel znowu i przybiegła klęknąć do łóżeczkaUrszulki, która bardzo cichuteńko ze strachu płakała. Nie płacz, dziecię, śpij kochanie, szepnęła mu, już ci nic nie przeszkodzi, jasię pomodlę jeszcze chwilę.Urszulka rączkami objęła jej szyję w milczeniu, przyciągnęła ku sobie i takprzez chwilę pozostały w uścisku, który obie ukoił. Przeżegnaj się i zaśnij, całując jeszcze raz dodała matka.Otarła niezaschłełezki i otuliła kołderką, zrobiła krzyżyk nad czołem i upadła na kolana domodlitwy.Godzina już dosyć była pózna.Kobiecy dwór Maryi składał się znieprzyjaznego jej płochego fraucymeru, który przypochlebiając się panu, jeślinie dokuczał nieszczęśliwej, przynajmniej ją szpiegował nieznośnie, Z nikimwięc biedna szczerzej pomówić i poboleć nie mogła.Lecz międzynajzepsutszemi istotami znajdzie się zawsze czulsze serce niewieście.Było też itu jedno, bijące właśnie w piersi, w której najmniej się go mogła spodziewać.Wnajwiększych łaskach u rotmistrza i najwyższą piastująca w garderobie władzę,była Basia Barżanka, dziewczyna śmiała, płocha, wygadana, trzpiot największy,bałamut, któremu nikt nie ufał.Zalotna, biegus, intrygantka, słowem jedna ztych istot szalonych, które podobać się mogą, ale się ich obawiać należy.Skrycie miała dla tej niewolnicy pani najserdeczniejsze współczucie.Marya niewierzyła jej, choć dziewczę wszelkiemi możliwemi środkami starało się ją oswem przywiązaniu przekonać.W istocie była to natura dziwna, pełnasprzeczności, namiętna, ale serca pełna.Zaskarbiwszy sobie łaski i wiarę u pana,śmiałem znalezieniem się i wesołością zalotną, będąc pewną, że nikt jejpodejrzewać nie może, postanowiła bądz co bądz, przyjść w pomoc pani i nadtem tylko pracowała.Mimo usilnych jej starań wszakże Marya obawiała się jej ibyła nadzwyczaj ostrożną.Miała ją za jednego z nasadzonych szpiegów.Niezrażało to wcale Basię
[ Pobierz całość w formacie PDF ]