[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Ten słuchał cierpliwie, kiwającod czasu do czasu głową i ignorując otaczający zgiełk.Kiedy wreszcie wrzawa ucichła,sam podniósł głos. Słuchajcie wszyscy.Bądzcie cicho i słuchajcie! Krzyki ścichły, zmieniając sięw głuchy pomruk. To, co usłyszeliśmy, wykracza poza zwykłe wieści ze świata.Mu-simy najpierw wszystko przedyskutować na posiedzeniu Rady Wioski: Panie Fain, czydołączy pan do nas w gospodzie? Mamy kilka pytań. Garniec dobrze zaprawionego korzeniami, grzanego wina nie byłby czymś naj-gorszym w obecnej sytuacji odpowiedział handlarz i zaśmiał się.Zeskoczył z wozu,otrzepał ręce z kurzu i poprawił płaszcz. Zajmijcie się moimi końmi, proszę. Ja też chcę usłyszeć, co on ma do powiedzenia zaprotestowało kilka głosów. Nie możecie go zabrać! %7łona kazała mi kupić szpilki! Wit Congar stropił siętrochę pod spojrzeniami, jakimi go obrzucono, dalej jednak hardo patrzył na handla-rza. Też mamy prawo zadawać pytania krzyknął ktoś z tyłu. Ja. Cisza krzyknął burmistrz, powodując, że ludzie się trochę uspokoili. KiedyRada dowie się wszystkiego, będziecie mogli sami zadać swoje pytania.A także kupićswoje garnki i szpilki.Hu! Tad! Odprowadzcie konie pana Faina do stajni.Tam i Bran szli po obu stronach handlarza, reszta Rady podążała za nimi.W ten spo-sób weszli do gospody, bezwzględnie zamykając przed nosem drzwi tym, którzy chcieliwślizgnąć się do środka.Dobijający się do drzwi usłyszeli tylko krzyk burmistrza. Idzcie do domów.Ludzie kręcili się wokół gospody, rozmyślając nad tym, co powiedział handlarz, coto właściwie oznacza, jakie pytania zada mu Rada i dlaczego im nie pozwolono słuchaćoraz zadawać pytań na własną rękę.Niektórzy podglądali przez frontowe okna gospo-dy, inni nawet usiłowali się czegoś dowiedzieć od Hu i Tada, chociaż doprawdy nie wia-domo co oni mieliby wiedzieć.Dwaj flegmatyczni stajenni chrząkali tytko w odpowie-43dzi i metodycznie rozpinali uprząż.Potem po kolei odprowadzili konie do stajni i niepokazali się już więcej.Rand nie zwracał uwagi na tłum.Usiadł na skraju starego fundamentu, owinął siędokładnie płaszczem i zapatrzył na drzwi gospody.Ghealdan.Tar Valon.Same nazwybyły dziwne i ekscytujące.Oznaczały miejsca, które pojawiały się tylko w przekazachhandlarzy i w opowieściach kupieckich strażników.Aes Sedai, wojny, fałszywe smoki stawali się materią opowieści, jakie słyszało się pózniej przy płonącym ogniu, gdyświeca rzucała osobliwe cienie na ściany a wiatr wył w okiennicach.W sumie, sądził ra-czej, że woli mieć do czynienia ze śnieżycami i wilkami.Jednak świat musi być inny niżw Dwu Rzekach, taki jaki żyje w opowieści barda.Przygoda.Całe życie jak jedna dłu-ga przygoda.Powoli tłum wieśniaków się rozpraszał, rozchodzili się mrucząc i potrząsając gło-wami.Wit Congar zatrzymał się i patrzył na opuszczony wóz tak, jakby spodziewał sięznalezć wewnątrz jakiegoś innego, ukrytego handlarza.W końcu zostało tylko kilkumłodzieńców.Mat i Perrin powoli zbliżyli się do miejsca, w którym siedział Rand. Nie wyobrażam sobie cóż bard mógłby zaproponować bardziej interesującego zaczął podniecony Mat. Ciekawe, czy uda nam się zobaczyć tego fałszywego Smo-ka?Perrin potrząsnął kędzierzawą głową. Ja nie mam na to ochoty.Może gdzieś indziej, ale nie w Dwu Rzekach.Nie, o ileoznacza to wojnę. Ani wtedy, gdyby miało oznaczać to obecność Aes Sedai dodał Rand. Przy-pomnijcie sobie, kto spowodował Pęknięcie.Smok je rozpoczął, ale to w rzeczywistościAes Sedai przełamały świat. Słyszałem kiedyś opowieść powiedział wolno Mat. od strażnika kupca weł-ny.Mówił, że Smok odrodzi się wtedy, gdy ludzkość będzie tego najbardziej potrzebo-wać i uratuje nas wszystkich. Cóż, był głupcem, jeżeli w to wierzył. Głos Perrina brzmiał twardo. A ty by-łeś głupcem, ponieważ go słuchałeś.Perrin był człowiekiem niezwykle spokojnym, trudno było go wyprowadzić z rów-nowagi.Czasami jednak szczególnie dzikie pomysły Mata wywoływały u niego irytację,jej ślad dawał się teraz odnalezć w tonie głosu. Przypuszczam, że jemu się wydaje, iż żyjemy obecnie w nowym Wieku Legend. Nie powiedziałem, że wierzę w tę opowieść bronił się Mat. Słyszałem ją tyl-ko.Nynaeve słyszała ją również i miałem wrażenie, że ma ochotę obu nas, strażnikai mnie, obedrzeć ze skóry.Powiedział, ten strażnik, jeszcze, że wielu wierzy, tylko bojąsię powiedzieć, boją się Aes Sedai i Synów Zwiatłości.A gdy Nynaeve nas przyłapała,nie chciał powiedzieć już nic więcej.Poskarżyła się kupcowi i ten oznajmił, że wyrzu-ci strażnika z pracy.44 I dobrze zrobił powiedział Perrin. Smok ma nas uratować? Brzmi to jak roz-mowa z Coplinem. W jakiej potrzebie musielibyśmy się znajdować, żeby pragnąć pomocy od Smoka? zadumał się Rand. To tak, jakby prosić o pomoc samego Czarnego. On czegoś takiego nie powiedział Matowi zrobiło się nieprzyjemnie. Niemówił też nic o nowym Wieku Legend.Powiedział tylko, że świat zostanie rozdartyprzez przyjście Smoka. I to nas na pewno uratuje sucho dodał Perrin następne Pęknięcie. Niech sczeznę wymruczał Mat. Przekazuję wam tylko to, co powiedziałstrażnik.Perrin potrząsnął głową. Ja chciałbym jedynie, aby ten fałszywy Smok i Aes Sedai zostały tam, gdzie są.Tyl-ko w ten sposób można uratować Dwie Rzeki. Myślisz, że one rzeczywiście należą do Sprzymierzeńców Ciemności? Matzmarszczył brwi w namyśle. Kto? zapytał Rand. Aes Sedai.Rand spojrzał na Perrina, który wzruszył ramionami. Opowieści zaczął powoli, lecz Mat przerwał mu natychmiast. Nie we wszystkich opowieściach nazywano je sługami Czarnego, Rand. Mat, w imię Zwiatłości odrzekł Rand spowodowały Pęknięcie.Czegoż jesz-cze ci trzeba? Pewnie masz rację westchnął Mat, lecz po chwili uśmiech znowu pojawił sięna jego twarzy. Stary Bili Congar mówi, że oni nie istnieją.Aes Sedai.Sprzymierzeń-cy Ciemności.Uważa, że historie o nich to bajki.Mówi, że nie wierzy nawet w samegoCzarnego.Perrin sapnął. Coplin przekazuje słowa Congara.Czego jeszcze można się po tym spodziewać. Stary Bili wezwał Czarnego pełnym imieniem.Założę się, że tego nie wiecie. Zwiatłości z piersi Randa wydarło się westchnienie.Uśmiech Mata stał się szerszy. To było zeszłej wiosny, tuż przed tym, zanim na jego pole, tylko na jego, spadłaplaga gąsienic.Tuż przed tym, zanim wszyscy w jego domu zapadli na żółtą gorączkę.Słyszałem, jak to mówił.A kiedy wciąż twierdził, że nie wierzy, prosiłem, aby zrobił tojeszcze raz, a wtedy rzucił we mnie czymś ciężkim. Jesteś wystarczająco głupi, żeby to zrobić, nieprawdaż Matrimie Cauthon?Nynaeve al Meara podeszła do nich, jej przewieszony przez ramię czarny warkoczniemalże najeżył się gniewem.Rand poderwał się na nogi.Wiedząca była szczupła i du-45żo niższa od nich, ledwie sięgała Matowi do ramienia, teraz jednak wydawała się nadnimi górować, nieważne było, że jest młoda i piękna
[ Pobierz całość w formacie PDF ]