[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Wspólnie z ojcem odprowadziła go na pociąg.- Poradzę sobie.- zawołał z oknaodjeżdżającego pociągu.- Rosja jest duża, a car daleko!- Pamiętam to jeszcze dobrze, jak baliśmy się tej jesieni, kiedy Rosjanie mieli przegrać1młode wino- powiedziała Lotta.- Myślałam tylko o życiu tego jedynego mężczyzny - Anna wbiła wzrok w paznokcie.- Tylko to mnie interesowało.Poza tym niczego nie widziałam i niczego nie słyszałam,miałam jedynie nadzieję i modliłam się, by dane mu było wrócić.Tego się dziś nie pamięta -ciągłego strachu, z którym każdy z nas, pozostałych w domu, musiał żyć - tam były przecieżmiliony takich młodych mężczyzn jak Martin.Lotta poczuła się zobowiązana pomóc Annie przypomnieć sobie, że ci sami młodzimężczyzni wymordowali miliony Rosjan.Anna poderwała się.- Nad tym się przecież wtedy nie zastanawialiśmy! Słychać byłou nas tylko: Vormarsch, Vormarsch1, Białystok, Leningrad, Ukraina.Herman Gringwygłosił wielkie przemówienie: Zdobyliśmy najbardziej urodzajny kraj świata..Obiecywał: Właściwie to spożytkujemy.Odtąd będziemy mieli pod dostatkiem masła, dosyćpszennej mąki.Niemcy wyludniały się: każdy, kto miał choć trochę zdolności, był wysyłany,by kierować przedsiębiorstwami rolnymi i służbą zdrowia.Nawet największy półgłówek tambył nagle kimś i coś potrafił.Jeńców ekspediowano do Niemiec, gdzie musieli pracować wfabrykach.To był obłędny aparat organizacyjny, w pewnej mierze niezwykłe osiągnięcie.Ludzie w ojczyznie stali się także pomysłowi - ze starych kocy szyto sobie płaszcze, robionowłasnoręcznie buty.- Holendrzy robili to samo - oznajmiła zjadliwie Lotta.- Oczywiście.sytuacja kryzysowa mobilizuje wszystkie siły, które w normalnychwarunkach są niewykorzystane.Dlatego też ludzie tak się teraz nudzą i biegają po kursachkreatywności; to choroba naszych czasów.Lotta, zorientowawszy się, że obrona Anny zyskuje stopniowo charakter hymnupochwalnego, żądna zemsty, wpadła jej w słowo: -.I wtedy nadeszła zima.- Tak.Generał Schlamm2.No i było po szybkiej ofensywie.- Już Napoleon został powstrzymany przez błoto i zimno - żywiliśmy wtedy głębokąnadzieję, że to się powtórzy i tak też się stało. Teraz to już Hitler przegrał wojnę, mówiliśmyod razu.- Myśleliśmy: musimy chłopakom pomóc przeżyć zimę.Pisali do domu, że marzną ikażdy brał się do roboty - nawet dzieci i chorzy w szpitalach.Wszyscy poczęli robić nadrutach.Zszywano ze sobą koce i prześcieradła, wysyłano kurtki futrzane, wszystko przezCzerwony Krzyż, za plecami kierownictwa partii.Każda kobieta dbała o to, by jej mąż, syn,1(niem.) - naprzód2(niem.) - generał błotolub ojciec nie marzł.Ach.ja.- tępym wzrokiem spoglądała przez okno, niebo miało kolorłupkowego dachu - w domu ciągle jeszcze mam jego Gefrierfleischorden1 - zwany takżeprzez ludzi cynicznie orderem Zimnej Nóżki, odznaczenie, które żołnierze dostawali zastraszliwą zimę w Rosji, kiedy to wielu z nich miało odmrożone palce u nóg i rąk oraz nosy.Matka Herr von Garlitza, niegdyś dama dworu cesarzowej, postanowiła schyłek swegożycia spędzić między ludzmi i przeprowadziła się do Poczdamu.Zamek z czterdziestomapięcioma pokojami, który opuściła, stał po drugiej stronie Odry, w fryderycjańskiej ulicówce,jakich wiele było w Marchii Brandenburskiej.Swego czasu Fryderyk Wielki zasiedlił izagospodarował tę kresową prowincję oraz ustanowił tam księcia.Pośrodku pól uprawnychzbudowano dla niego zamek, wybrukowano ulicę, a po obu jej stronach postawiono domy dlarobotników rolnych.Doszedł do tego kościół i mała szkoła.W zamian za całkowitądyspozycyjność, robotnicy otrzymywali zboże i kawałek gruntu, wystarczający by utrzymaćjedną świnię i jedną krowę.Ponieważ zamek leżał daleko od miejsc, na które spadały bomby, Herr von Garlitzpostanowił, że wszyscy razem powinni przeprowadzić się do majątku, w którym spędziłdzieciństwo.By wszystko przygotować, pojechał tam wcześniej z żoną, pozostawiwszy dzieciw domu teściów, pod opieką Anny.Sześć tygodni pózniej Anna otrzymała ponaglający list odFrau von Garlitz: Przyjeżdżaj, proszę, natychmiast - potrzebuję cię.Odnalezliśmy Adelheid,dawną piastunkę Rudolfa, ona zatroszczy się o dzieci.I znów Anna wyruszyła ze swymidwiema walizkami, z suknią ślubną i listami od Martina dostarczonymi przez Feldpost wjednej, a pozostałym dobytkiem w drugiej.Na dworcu czekał na nią powóz zaprzężony wkonia - na kozle siedziała jej chlebodawczyni, już nie tak wytworna jak niegdyś, wręczzaniedbana.Nabrała teraz ujmującej obojętności, swego rodzaju postawy, a przyjęta przez niązasada laissez faire2 zdumiała Annę, przyzwyczajoną do jej nienagannych manier iopanowania w każdej sytuacji.- Uśmiejesz się - powiedziała hrabina, kiedy w pełnym bieguprzejeżdżały z łomotem po nieutwardzonych gościńcach, z tą samą beztroską, z którą całewieki temu uprowadzała Annę swym maybachem.- Nam pozostało tylko śmiać się, takstrasznie zdewastowany jest zamek.Nie można sobie tego wyobrazić, to trzeba zobaczyć nawłasne oczy.Wjechały do wioski po półgodzinnej jezdzie przez pustkowia, gdzie nawetnaprzemienny układ lasów i pól uprawnych sprawiał wrażenie monotonii.Wszystko było tu1(niem.) - order mrożonego mięsa2(franc.) - pozwalać, nie sprzeciwiać się.jak należy: kościół, szkoła, po obu stronach drogi domy robotników dniówkowych.Tylkozamek niewidoczny dla oka, gdyż schowany za murem, nad którym zwisały zmęczone gałęziestarych kasztanowców i klonów.Bramę otworzył im mężczyzna, tak zezowaty, że zdawałosię, iż obok Anny i hrabiny widział jeszcze inne osoby.Powóz trzęsąc się wjechał nadziedziniec.Bramę zamknięto i tu właśnie stał zamek, masywny, mocny, z jasnoszarymimurami obrośniętymi dzikim winem, z białymi prostokątami okien i lasem kominów naczerwonych dachach.Stał tam zamknięty w sobie, płochliwy jak istota niechętnie zdradzającaswe tajemnice.Z fryderycjańskiej potrzeby symetrii, na środku ściany frontowej wzniesionowystęp ze schodami, zaczynającymi się szeroko i zapraszająco, lecz zwężającymi się kupodwójnym drzwiom wejściowym.Po obu ich stronach czterokątne filary wspierałytympanon, nad którym widniał relief przedstawiający herb rodzinny.Przejechały wzdłużbocznego skrzydła do wejścia dla służby.Przyległe budynki i stajnie otaczały dziedziniecwewnętrzny, wybrukowany kocimi łbami.Frau von Garlitz weszła do domu pierwsza.Ledwie Anna stanęła na pierwszympodeście, kilku robotników, zajmujących się pracami restauracyjnymi na pierwszym piętrze,strząsnęło z ubrań pył i tynk, który przez klatkę schodową wylądował na wiedeńskimkapeluszu Anny.Wesoły śmiech wypełnił przestrzeń.- Teraz już wiesz, jak tu jest -powiedziała Frau von Garlitz
[ Pobierz całość w formacie PDF ]