[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Tłusty mężczyzna pochylił się nad płaskim ekranem wyświetla-cza.Skradziony śmigacz ciął w brązowym morzu zboża proste linie,precyzyjne parabole i zamaszyste spirale.W pogoni za nim pędziłoosiem innych śmigaczy, ryjąc własne ślady i kręgi, choć może niecałkiem zaplanowane.- Dobry kierowca z tego gościa - zauważył szef, kiedy śmigaczslalomem minął rząd starożytnych wiatraków, po czym rzucił się wserię ósemek, zanim przyjął nowy kierunek ucieczki.- Musiał byćkiedyś gra-wicyklistą.Zidentyfikowali go?- Nie - warknął Bow.- Ale potwierdzono, że to ten sam, któryrozbił system dezaktywacji robotów na poziomie piątym.Szef,brzuchaty i wąsaty chłop, uśmiechnął się lekko.- Słyszałem, że natknąłeś się na kilka robotów, które właśnie oc-knęły się do życia.Bow skrzywił się.- Dobrze słyszałeś.Ale powiem ci coś: to nie żaden robot otwo-rzył drzwi.Ktoś, kto miał dostęp do systemu zrobił to w chwilę po prze-budzeniu się robotów.Szef prychnął.- Co to za facet, który przebiera się najpierw za inspektora CCA,a potem wiceprezesa korporacji, żeby uwolnić Ryna i kilka tysięcyrobotów?- Ktoś z dużymi plecami.Ryn został aresztowany przy Azylu 17,kiedy razem z towarzyszącym mu człowiekiem pojawili się tam w po-szukiwaniu członków klanu Ryna.Niestety, ci akurat zdołali zwiać z te-go świata na lewych papierach tranzytowych.- Może to było zaplanowane.to, że Ryn pojawił się akurat tam.i dał się aresztować?- Nie kombinuj.Ryn nie mógł wiedzieć, że zostanie tu przeniesio-ny.A poza tym nie zdołałby nic podpowiedzieć swojemu partnerowi,bo tamten wiedział wszystko, zanim jeszcze pojawił się przy frontowejbramie.Nasi ludzie sprawdzali w kontroli lotów, skąd i kiedy mogliprzylecieć, ale coś blokuje wejście do banków danych o imigrantach.- Coś czy ktoś? - zapytał szef.- Moim zdaniem mieli tu wspólni-ków.Bow zacisnął wargi i nic nie odpowiedział.Szef ochrony wywołał hologramy zdjęte z bramy wejściowej iskanerów bezpieczeństwa w dziale ulepszania produktów oraz dane zidentyfikatora z nastawni na poziomie piątym.- Broda i rysy twarzy wyglądają dość naturalnie - powiedział pod-nosząc wzrok znad obrazów.Bow podrapał się po podbródku.- Zdejmij mu brodę i czapkę.Obaj mężczyzni przyjrzeli się skorygowanym hologramom.- Wygląda znajomo - mruknął w końcu szef.- Ale nie wiem, skądznam tę gębę.- No cóż, pewnie to jakiś agent.- Rywala Salliche? Może Nebula Consumables? Bow wzruszyłramionami.- Kurs się zmienia - zauważył nagle szef, przełączając się nasatelitarną transmisję z pól uprawnych.- Kierują się na wschód.Przyglądali się, jak skradziony śmigacz zagłębia się w kolejnepole uprawne, gdy nagle i bez ostrzeżenia pojazd zmienił kierunek,zjeżdżając z pola na coś, co Bow początkowo wziął za drogędojazdową.Tym razem jednak żaden z członków pościgu nie ruszył zanim.- Co się dzieje? - warknął Bow.- Co za sukinsyn! - zawołał szef ochrony.- To nie droga.Wsko-czyli w kanał irygacyjny i zniknęli z ekranów skanerów powierzchnio-wych naszych śmigaczy.Chłopcy nie wiedzą, co się z nimi stało.- Wejdz do systemu śluz i pozamykaj wszystkie na tym odcinku!- Właśnie to robię - odparł szef.Bow zwrócił się znów do ekranu satelitarnego, akurat wodpowiednim momencie, żeby ujrzeć, jak śmigacz sabotażystówprześlizguje się przez zamykającą się bramę śluzy, przeskakuje przeznastępną, po czym pod ostrym kątem skręca w drugi, szerszy kanał.- To kanał zrzutowy - wyjaśnił szef.- Wpada do rzeki otaczającejAzyl numer 17.Jeśli dotrą aż tam, możemy ich zgubić.- Sięgnął znówdo przycisków zamykających bramy śluz, kiedy Bow powstrzymał jegodłoń.- Nie, jeszcze ich nie zamykaj.Niech myślą, że mają czas.- Spoj-rzał na obraz satelitarny.- Zrób zbliżenie.Kiedy szef spełnił polecenie, zauważyli, że skradziony śmigaczstracił wysuwaną owiewkę.Połamane łodygi ostroprosa sterczały zeszczelin w zaokrąglonym kadłubie i spomiędzy siedzeń, a w kabiniebyło pełno wytrząśniętego z kłosów ziarna.- Jaką według ciebie ma prędkość? Szef zaczął liczyć.- Kanał nie tylko jest szerszy, ale i ze dwa razy głębszy.Powie-działbym, że zaraz zajezdzi te turbiny, ale na razie.powiedzmy, zedwieście.- Jak daleko jest najbliższa brama?- Może kilometr stąd.- Jak szybko się zamyka?- W okamgnieniu.Bow wyszczerzył zęby.- Trzymaj palec na przycisku.Powiem ci, kiedy.Szef uśmiechnąłsię także.- To jak gra w Zabójcze Płotki!Bow przez chwilę obserwował ekran, po czym krzyknął:- Teraz!Zmigacz zawirował w desperackiej próbie wytracenia prędkości,ale leciał wprost na bramę.Siła uderzenia wyrzuciła człowieka i Ryna zkabiny, cisnęła ponad bramą do rowu za nią.- Mamy ich! - krzyknął z podnieceniem szef.- Połącz mnie z grupą pościgową.Szef nawiązał łączność, aledodał:- Mam lepszy pomysł, jak ich spłukać.- Włączył komunikator.-Dajcie mi kontrolę pogody.Bow zmarszczył brwi, ale zaraz rozjaśnił się, kiedy zrozumiał, oco chodzi.- Niezłe zagranie.Szef wzruszył ramionami.- Deszcz i tak był już potrzebny.Uratowało ich błoto - głębokie zaledwie na stopę, ale miękkie jakbudyń
[ Pobierz całość w formacie PDF ]