[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Zrozumiałeś wszystko? Zrozumiałem, proszę pana. To dobrze.I jeszcze jedno: musisz to wszystko robić po ciemku.Moja gospodyni widzizapewne i w ciemności, nigdy jednak do mojego pokoju nie wchodzi o tej porze.Do widzenia,dziecko kochane.Nie bój się i śpij sobie jak król, co się okrywa dziurawym dywanem.Czyśoszalał?& Co ty wyprawiasz? Mnie nikt nigdy nie całował po rękach& Ejże, panie miły, bo siępogniewam! Bądz zdrów& Bądz zdrów& Czego jeszcze?Ignaś, nagle wzruszony, rzekł cicho: Niech się pan nie gniewa& Ja pana bardzo kocham. Przesada, przyjacielu, przesada mówił Raczek szybko, nie mniej wzruszony odIgnasia. I mam prośbę& dodał chłopiec. Pan pewnie zobaczy w redakcji tego grubegopana.Bo ja chciałbym go przeprosić& Za tę czapkę i za wszystko& Czy ja mogę do niego napisaćlist?Raczek zmrużył oczy i długo patrzył dziwnym spojrzeniem w jasną twarz chłopięcą. Pisz! rzekł szybko. Tam jest papier, atrament i pióro.Ignaś, pomyślawszy przez długą chwilę, pisał list. Zaadresuj! rzekł Raczek. Dobrze, proszę pana.Jak to się pisze? Szanowny Pan. Nigdy! zaśmiał się wesoło mąż. Szanowny Pan jest na nic! Cha! cha! PanLepajłło jest Litwinem, a co drugi Litwin, którego nazwisko kończy się na o i w którym stercządwa ł, jest kniaziem.Wal mu: Jaśnie Oświecony. To pan Lepajłło jest księciem? Jest czy nie jest, pisz Jaśnie Oświecony.Doskonale!List zostanie doręczony& A ty jesteś uczciwa kreatura, Ignasiu.Dobrześ zrobił, żeś tonapisał, bo pan Lepajłło wart nie tylko dobrego słowa, ale najlepszego.Nie pytam, coś mu tamnapisał, bo pewnie dobrze, ucieszysz zacnego człowieka.A teraz gaś światło, przyjacielu, izamknij za mną drzwi.Aj, aj, byłbym zapomniał! Boisz się myszy? Broń Boże! To bardzo dobrze, bo tu jest ich kilka, a jedna taka bezwstydna, że biega sobie po łóżkui wywraca, zdaje się, koziołki.Dzisiaj czuć w lokalu kiełbasę, więc będzie wielkie zgromadzenie.Pamiętaj, abyś się nie przestraszył i nie rzucał butami.Rzekłszy to pan Raczek, bardzo szczęśliwy, wsiąkł w noc podśpiewując sobie w duszy,równie fałszywie śpiewającej jak jej ciałodawca: Pomian, panie, z Odrowążą, w jedno godło dziśsię wiążą& Ha! krzyknął nagle niezmiernie rad.Jakiś przechodzień odskoczył, przestraszony, potem smutno i litościwie pokiwał głową,słusznie mniemając, że odrobina litości i współczucia nie zaszkodzi człowiekowi, co głośno i bezpowodu na ulicy wykrzyka.IVKiedy wszedł do redakcyjnej sali, pan Lepajłło już tam siedział.Raczek przywitał sięuprzejmie, co zostało umyślnie niezauważone.Raczek natomiast zauważył, że nagromadzoną wpowietrzu, a promieniejącą z głowy Lepajłły elektrycznością można by łatwo oświetlić któryś zmałych krajów europejskich.Na tej głowie powinna widnieć tabliczka z ostrzeżeniem: Baczność!Wewnątrz wysokie napięcie! Toteż Raczek miał się na baczności.Usiadł i ostrzył ołówek.Na widnokręgu sali zahuczał grzmot. Panie Naleśnik! zawołał Lepajłło.Człowieka tak nazwanego powinni wnieść na patelni, ale wszedł on sam.Był to woznyredakcyjny, nigdy niczemu się nie dziwiący, nawykły do najprzedziwniejszych wiadomości,katastrof i krwawych zdarzeń. Panie Naleśnik! grzmiał Lepajłło. Czy może mi pan powiedzieć, gdzie siępodziała z mojego biurka pierwsza kartka z nekrologu miliardera Keitha? Miliarder ten przecież żyje& ośmielił się wtrącić Raczek, zadrżawszy na myśl o tejkartce, którą zdejmował miarę nogi Ignasia.Lepajłło rozwiał ruchem ręki dym tych słów i rozmawiał tylko wyraznie: tylko zNaleśnikiem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]