[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.Yoshida spoważniał.- Dziękuję, że tak szybko się ze mną skontaktowałeś.Anthonywzruszył ramionami.- Więc o co chodzi?- Czy miejsce zabójstwa Hoyta zostało przekazane do dyspozycjisenator Crease?- Tak.Oddaliśmy sypialnię do jej dyspozycji dwa dni temu.- Cholera!- Co się stało?- Bardzo chciałbym przyjrzeć się tej sypialni jeszcze raz.- Dlaczego?Yoshida podszedł do biurka i wziął do ręki plik fotografii wykonanychw sypialni Lamara Hoyta.Wybrał dwie z nich i wrócił do Anthony'ego.- Kiedy pisałem raport, przejrzałem jeszcze raz dowody rzeczowe izobaczyłem to - oznajmił Yoshida, wskazując widoczną na obydwufotografiach ściankę komody.- To rozprysk krwi?- Tak, i to właśnie mnie zastanawia.Nie lubię czegoś spaprać, alewygląda na to.że mogłem tak zrobić, i to na dużą skalę.- Nie rozumiem.Yoshida wyjaśnił mu szczegółowo, na czym polega problem.- Do jakiego stopnia jest to pewne? - zapytał Anthony z niepokojem,gdy Yoshida skończył.- %7łeby być pewnym, muszę zobaczyć miejsce zbrodni w trzechwymiarach.To dlatego chcę jeszcze raz obejrzeć tę sypialnię.- Do diabła! - mruknął Anthony, biorąc głęboki oddech.-W porządku.Dwa dni to nie tak długo i nie przypuszczam, że Crease tam sypia.Możejeszcze nic nie zostało zmienione.Moglibyśmy tam pojechać.Chcesz.jechać w tej chwili?- No jasne.- No to jedziemy.- Bardzo dobrze.- Ale nie bardzo dobrze, jeżeli znajdziesz to, czego szukasz - odparłponuro Anthony.Po wielu dniach intensywnych deszczów, które paraliżowały życiemiasta, nastąpił okres dotkliwego chłodu.Płynące nisko na tleołowianego nieba szare chmury groziły kolejnymi opadami.Kręte drogiprowadzące do posiadłości Hoyta były już oczyszczone, ale na całymterenie pozostały ślady zniszczeń i brudu.Zimny powiew wiatru wpadł do samochodu, kiedy Anthony opuściłokno, by skorzystać z mikrofonu przy bramie.Po chwili oczekiwaniabrama się rozsunęła i wjechali na teren posiadłości.Ogród bardzoucierpiał z powodu fatalnej pogody: żywopłoty wyglądały tak, jakbyzostały wypłukane z kolorów, trawnik przybladł, a liście na drzewachposkręcały się z zimna i nadmiaru deszczu.Cichy i ponury dom sprawiałwrażenie pogrążonego w żałobie.Anthony zawrócił na placyku przed domem i gdy tylko zaparkowałsamochód, otworzyły się drzwi frontowe i stanął w nich Allen.Detektywiwysiedli z samochodu i wtulając głowy w ramiona, pośpiesznie przeszlido wejścia.- Dzień dobry, panie Allen - powiedział Anthony.- Czy senatorCrease jest w domu?- Nie, proszę pana.Pojechała na wschód stanu na spotkania wyborcze.Nie spodziewam się, żeby wróciła przed poniedziałkiem.Czy mogęczymś panom służyć?- Tak.Prawdę mówiąc, lepiej by było, gdybyśmy nie musieli zabieraćczasu pani senator.To jest Gary Yoshida z naszego laboratoriumkryminalistycznego.Chcemy jeszcze raz rzucić okiem na sypialnię.- Nie jestem pewien, czy mogę panom na to pozwolić.Pani Creasewyraznie mi poleciła, żeby nikt prócz ekipy sprzątającej nie był tamwpuszczany.- Czy sypialnia została już posprzątana? - zapytał Anthony, starającsię nie zdradzić swego zainteresowania.- Nie, proszę pana.Jutro rano przyjeżdża ekipa do sprzątania.- Przypuszczam, że senator Crease chodziło o to, by po-wstrzymać reporterów.Nie sądzę, by chciała utrudniać namprowadzenie śledztwa.- Na pewno ma pan rację, ale nie mogę wpuścić panów do pokoju bezzapytania pani senator.- Więc niech pan do niej zadzwoni.- Mogę spróbować.Mam numer jej hotelu w Pendleton.Czy zechcąpanowie poczekać w salonie?- Oczywiście.- Czy przynieść panom coś do picia? Kawę, herbatę? Anthony rzuciłokiem na Yoshidę, który pokręcił głową.- Nie, dziękujemy.Anthony pamiętał, gdzie znajduje się salon, gdyż był tam w noczabójstwa, ale pozwolił Allenowi, by ich tam zaprowadził.Głównąozdobą pokoju był masywny kamienny kominek.Podłogę, podobnie jakw holu, przykrywał perski dywan.Yoshida usiłował udawać, że nie robito na nim żadnego wrażenia, ale wytrzymał tylko do odejścia Allena.- Ten pokój jest prawie tak duży jak mój cały dom.Pracujemy w złymfachu, Lou.- No nie wiem, Gary
[ Pobierz całość w formacie PDF ]