[ Pobierz całość w formacie PDF ]
.107Wybaczone, lecz nie zapomniane przez zignorowaną ambitną lekarkę oraz samąMariannę, która z podłogi w izolatce wpatrywała się w Harego.Właściwie dlaczego nie chodzisz na terapię zajęciową?Chodzę na zajęcia w grupie, na przykład na malowanie, odpowiedział jejniespokojnie Hary, wielkie chłopisko o przestraszonych rozbieganych oczach.Bywały chwile, kiedy Marianna była wściekła na cały świat za ten strach w jegooczach, jednak najbardziej na siebie za to, że nie potrafi z nich go przepędzić.Chodzę, chociaż wolałbym malować tu w moim pokoju.Ale oni nie dają mi farb ipapieru do pokoju, więc muszę malować ze wszystkimi.Zawsze najeżał się, mówiąc o wszystkich albo o innych.Prawie równie grozniejak wówczas, gdy w jego narracji pojawiał się jakiś pojedynczy on albo nawet ona.Są różne zajęcia, Hary, powiedziała Marianna.Być może powinieneś brać w nichudział, to znaczy odzywać się, nie tylko siedzieć w kącie.Nie mogę.Jego głos, cich-szy niż zazwyczaj, zawierał coś nowego, nawet dla Marianny, jego przyjaciółki nawyciągnięcie ręki.Dlaczego, Hary?Trzymam się daleko od Gęsiareczki.Przyjęła jego wyznanie, obawę, upchaną wnerwowe rozglądanie się dookoła, jakby uznał, że wyciszone ściany przybrały innekształty.Nawet nie pomyślała, że Gęsiareczka stała się nowym obiektem podejrzeńHarego.Ponieważ nie była, według żadnej z odmian słynnej intuicji Marianny.Powtórzyła więc: Ale dlaczego? Dlaczego chcesz trzymać się z daleka właśnie odniej?Na młodziutką, śliczną dziewczynę, nazwaną przez personel Gęsiareczką, niesposób było nie natrafić w szpitalu, gdyż niestrudzenie krążyła po salach ikorytarzach, nawołując swe wyimaginowane stado gęsi.Znajdowała się w ciągłymruchu i choć ciężko było zatrzymać ją w jednym miejscu, garnęła się do innych,podobnie jak Hary czując się w grupie bezpieczniej.Chodziła między siedzącymi nakrzesłach ludzmi, pozornie ich nie widząc, mijała ich we wspólnej jadalni, w salitelewizyjnej przepędzała im swoje gęsi spod nóg.Była łagodna i nie potrafiłabyskrzywdzić muchy - całkowite przeciwieństwo typu, w którym Hary rozpoznałbykosmitę.Bo ją bardzo lubię, odpowiedział ze wstydem.Nie chcę, żeby jej się coś stało.Marianna dopiero teraz pojęła nowy ton w jego108głosie, spróbowała go nazwać i spodobało się jej określenie: to była słodycz.Słodycz w głosie Harego, którego złości obawiało się mnóstwo ludzi, z którym nierozmawiał nikt oprócz jej jednej.Co miałoby się jej stać, Hary? - zapytała.Chybanic nie zagraża Gę-siareczce.Jeżeli zauważą, że jest dla mnie ważna, mogą spróbo-wać posłużyć się nią, by zdobyć nade mną władzę, powiedział tak cicho, żeMarianna ledwie go usłyszała.Upewniła się: Ona nie należy do nich, prawda? Nie,ale wiem, że coś próbują z nią robić, wyszeptał.Znowu ten strach.Co takiego,Hary, zapytała, gotowa iść z pomocą.Puszczają jej muzykę do uszu, wyznał z boles-nym przekonaniem.Skąd o tym wiesz? Uśmiechnęła się leciutko, z uznaniem, nawet dla niego niejest to tajemnicą; prawda, że nieprawdopodobne? On, zwykły wariat, jest równiedobrze poinformowany jak my wszyscy razem wzięci, my po drugiej stronie, my wfartuchach, trzymający go pod kluczem.Pani doktor wie tak jak ja! Teraz obruszyłsię na nią - niegroznie, bez złości, zarezerwowanej dla innych lub wszystkich; stan,który zdarzał mu się często, niemal za każdym razem, gdy uważał jej pytania za zbytdziecinne.Ona nie zna żadnych muzyk! Ale skąd o tym wiesz, nie ustępowała,zaciekawiona; chciała poznać jego teorię w sposób całkiem podobny do tego, w jakikiedyś, niedawno przecież, wysłuchiwała na omówieniach i zebraniach opiniikolegów po fachu.Pochyliła się ku niemu, Marianna, otwarta na głosy innych.Wiem! Wiem! Podsłuchałem jej rodziców, kiedy szli korytarzem.Właśnie takpowiedzieli: Przecież nawet nie mieliśmy radia".Znowu podniósł głos, a Mariannakiwnęła głową, zezwalając mu na chwilę ulgi.Kiedy uspokajał się w ciszy, równieszybko, jak doprowadzał się do gniewu, patrzyła na jego wielkie stopy.Poruszałnimi bez przerwy, jakby biegł.Rozbrajało ją to i skazywało na wyrzuty sumienia.Nie tylko nie potrafiła pomóc mu, ale jeszcze w majestacie zawodu dokładała się dotego, by jego bieg, to rozpaczliwe przebieranie nogami pozostawało jałowe.Kiedy stan Harego nie zagrażał nikomu i wolno mu było poruszać się po klinice,oddawał się jedynemu zajęciu, które w jego pojęciu było prawdziwie istotne: tropiłswoich kosmitów.Przyglądał się uszom wszystkich ludzi, którzy znalezli się wzasięgu jego109wzroku, podsłuchiwał rozmowy.Marianna od dawna przypuszczała, ze jegoinwigilacje nie dotyczą wyłącznie personelu szpitala, lecz obejmują takżeodwiedzających.A teraz odkryła z zachwytem, z nadzieją, z natychmiastowymżalem o brak szans na spełnienie - rzecz nową - Hary otwarcie przyznał się domiłości Westchnęła głęboko, rozczulona jak po filmie wyciskaczu łez, trochę siętego wstydząc.Jesteś zakochany w Gęsiareczce, Hary? - zapytała, chociaż znałaodpowiedz.Uśmiechała się, kiedy zwrócił do niej twarz, okrągłą i mięsistą, zwypisanym na niej wahaniem.Taaak.Każdy musi kochać, bo bez kochania się umiera, tak samo jak zkochania, wyrecytowało coś w głowie Marianny, która ucieszyła się tym wahaniemHarego, jemu i sobie życząc, by nie martwił się niczym innym poza miłością.By jakona i inni spoza ścian tej gumowej klatki myślał o kimś jednym jedynym, kimś ktonie jest jak inni albo jak wszyscy.Jednak ból na twarzy Harego dotyczył wszystkichstarych rzeczy.Urzekł cię jej śpiew, prawda, spróbowała jeszcze.Jest taki piękny.Zaprotestował, on albo jego boi, który używał Harego jako medium: Nieprawda' Niewcale me jej śpiew.To nie są jej muzyki.To w niej się zakochałem' w mej, w niej.Taaak, myśli Marianna, wychodząc z kliniki dużo pózniej, niż wyznacza jejumowa o pracę, przynajmniej uzyskaliśmy jedną nową próbę odpowiedzi napytanie, skąd w Gęsiareczce biorą się melodie.Dotychczas nikt prócz Harego niewymyślił niczego logicznego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]